Naród przeklęty – czyli o urzędnikach

Już żem jest nazad!

Krótka wizyta w ojczyźnie przysporzyła mi wiele pomysłów na kolejne wpisy. Wmojej głowie zapanowała prawdziwa anarchia! Chaos totalny, tematy na wpisywalczą ze sobą o pierwszeństwo pojawiania się na blogu, każdy chce być sławny,każdy chce mieć swoje pięć lub dziesięć minut (zależy jak szybko czytasz,szanowny czytelniku). Oczywiście cieszy mnie taki stan rzeczy. Wszakwszechświat powstał właśnie z chaosu, czyli anarchii. Bardzo możliwe, że wwyniku tej kotłowaniny, wkrótce zrodzi się w mym pustym łbie cudowne uniwesrsumna skutek czego przejdę na czwarty stopień wtajemniczenia i poznam tajemnicębursztynowej komnaty co jest przedostatnim krokiem na drodze do wiecznejnirwany i jedności z kosmosem.
Niestety, na razie z tego całego wszechświata mam jeno czarną dziurę. Co prawdazawsze to lepsze od czerwonego karła (albo od małpy w czeronym, która ciaglegnębi pytaniami Jacka… albo Placka – nigdy nie mogę ich odróżnić).
No, skoro czarna dziura to musi być o temacie pokrewnym czyli o urzędnikach.Wybacz czytelnku, że dzisiaj zarzucę Cię serią banałów, znanych każdemu średniorozgarniętemu człowiekowi, ale i mnie czasem żyłka pęka i muszę się wyszumieć!A że nie mieszkam w Alabamie i nie mam przy sobie nielegalnej broni, to chywamza klawiaturę. Co prawda sławy tym nie zdobędę, ale ja tam sławy nie szukam.

Przejdźmy do rzeczy.

Trochę Cię czytelniku oszukałem pisząc o moim przekonaniu, że człowiek niepowinien być ograniczany wizami i pozwoleniami na pracę. Jest pewna grupaludzi, których ograniczałbym bez litości. Mianowicie urzędnicy.
Urzednicy to dla mnie odrebny gatunek czlowieka. Odrębny naród nawet! Jakwiadomo na naród składają się między innymi: wspólna kultura, język, religia,historia, pochodzenie oraz postrzeganie siebie jako odmienny naród. Oczywiścienie wszystkie te czynniki muszą współistnieć żeby daną grupę uznać za naród.Żeby Cię tu czytelniku nie zanudzać debatą o tym co stanowi naród a co nie, boto nie temat tego wrpisu, powiem tylko, że wg. mnie ‘naród urzędniczy’ posiadaco najmniej cztery z wyżej wymienionych czynników nardowotórczych (1. historiabiurokracji jest dłuższa niż każdego z obecnie istniejących państw i narodów;2. urzędnicy mają pewną wspólną kulturę postępowania wobec nie-urzędników ipostrzegają nas w pewien wspólny dla siebie sposób; 3. język urzędniczy jestspecyficzny i często niezrozumiały dla nie-urzędnika; 4. Religia – dlaurzędnika bogiem jest paragraf. Ksiądz powołuje się na Boga – urzednik naparagrafy).

Dla tego jednego jedynego narodu zrobiłbym wyjątek i nie tylko wprowadziłbymdla nich wizy wjazdowe (a w zasadzie zakaz wjazdu) i zakaz pracy, aledeportowałbym ich na księżyc lub na Marsa. Tam mogliby badać przepisowośćkraterów, sprawdzić czy ewentualna woda występuje tam zgodnie z prawem i czyspełnia wymogi sanitarne. Na księżycu nawet mogliby wlepić madat łazikowi,ktorego NASA tam nielegalnie zaparkowała. Wyobraź sobie, szanowny czytelniku,NASA wznawia program Apollo, Neil Armstrong Junior ląduje na księżycu,podchodzi do łazika a tam urzęnicy go cap! i ‘płać pan madat i zaległe odetkizgodnie z art. 4 paragraf 5 ustęp 7 podpunkt a) ustawy o ogólnych zasadachparkowania łazików na księżycu’.

Tak, człowiecze! Wobec paragrafu jesteś niczym. Nie tak dawno temu przeglądałemstare gazety, żeby sobie przypomnieć po co je trzymam (okazało się, że poprostu się nazbierało,bo jestem zbyt leniwy, żeby przejść dwa metry do kosza ije wywalić). W jednej z nich (Dziennik Polski) znalazłem artykuł o facecie,który stracił rękę w wypadku. Przyznano mu rętę, ale co roku musi przychodzićdo kontroli, żeby urzędnicy sprawdzili, czy mu przypadkiem nie odrosła.Oczywiście wszystko zgodnie z paragrafem. O tym, jak takie traktowanie jestponżające nikt nie pomyśli. Bóg – paragraf potrzebuje ofiary. Podobnych przypadkówjest wiele. Niemal codziennie można przeczytać o ludzkiej chorobie i wojnie zparagrafami. I to nie tylko w Polsce, oczywiście. Urzędnicy to naród, któryrozplenił się po całym świecie. Weźmy choćby przykład z Anglii – ostatnio,zanim poszedłem siusiu paciorek i spać, oglądałem reportaż o kobiecie, któramusi otrzymać jakiś lek, który jest tutaj nielegalny (czyt. nie zatwierdzonyprzez odpowieni urząd). Ma czas do października, potem może się żegać zeświatem. A co urzędnicy na to? Proces zatwierdzania leku, jeśli ten oczywiściebędzie pozytywnie rozpatrzony, powinien zakończyć się na początku przyszłegoroku a co do kobiety to i tak nie ma gwarancji że lek by jej pomógł.
No wyszedłem z nerw i nie mogłem zasnąć!

Urzędnicy to naród wybitnie usportowiony. Uwielbiają statystyki i rozgrywkimiędzyurzędowe. Problem w tym, że to właśnie taki petent jak ja czy ty, biednyczytelniku, jesteśmy narzędziem do poprawiania satystyk i zdobywania cennychpunktów. Jeśli urzędnika najdzie ochota na małą sportową rozgrywkę, zacznie nassobie odbijać między innymi urzędami, taki urzędniczy ping-pong albo nawet graw dziada (zależy ile urzędów partycypuje w rozgrywce). Problem w tym, że choćjestem miłośnikiem sportu, bo to zdrowe i dobre na spalanie sadła, nie bardzo uśmiechami się rola piłeczki. Szczególnie, że niektórzy potrafią nieźle przykopać.Ostatnio wybiórcza opisywała perypetie pewnego młodego Niemca z podwójnymobywatelstwem, który nie mógł sobie załatwić praktyk, bo nie był zameldowany,nie miał książeczki wojskowej i czegoś tam jeszcze. Chłopak ganiał jak głupi odurzedu do urzedu, aż w końcu skończył się termin i przepadły mu praktyki.Efektem ubocznym było zainteresowanie się wojska jego osobą i próby powołaniado służby czynnej (i kolejne latanie z zaświadczeniami, tym razem o odbyciusłużby zastępczej w Niemczech, czyli w zasadzie już nie walka o praktyki alepraktycznie o życie, bo wojsko może je poważnie skrzywić). Pomyślisz sobie,czytelniku, że to może tylko taka zemsta za nasze cierpienia w poprzenim wieku,może nawet za rozbiory czy dziadka w Wehrmachcie… ale ale! czy nigdy nieprzytrafiło Ci się gonić z papierkami, przynosić w zębach kolejnych zaświadczeńczy dokumentów? Mnie się zdarzyło nie raz, a jestem przecież czystej krwirasowym Polakiem z rodowodem i zadbaną sierścią, więc któż by się miał na mniemścić? Chyba jedynie ludzie zazdrośni o urodę 😛 

Urzędnicy, kapłani paragrafów, sami często odgrywają rolę bogów zakazując namuczciwego życia. Tworzą pajęczynę przepisów i łapią najczęściej bogu duchawinnych ludzi (‘prawo jest jak pajęczyna: bąk się przebije, a na muchę wina’).W moim rodzinnym mieście strasznie gnębią babcie, sprzedające ciuchy i inneszmatki pod Lot-em przy ul Basztowej. Nie ma dnia, żeby babcie nie byłyszykanowane przez straż miejską, jedną z wielu zbrojnych macek biurokratycznejośmiornicy. Babcie na szczęscie są twarde i dają odpór (zresztą za okupacji apotem za komuny były tak samo zwalczane, więc mają wprawę). Podobnie było zpewną gaździną w Zakopanem – handlowała oscypkami na krupówkach do czasu kiedynie dostała wezwania do odsiedzenia wyroku za madaty, które jej się nazbierały(bo oczywiście handlowała nielegalnie!). Wyszło na to, że kobita chcąca zarobićna życie uczciwą sprzedażą swoich wyrobów dostała perę miesięcy odsiadki apierwszy lepszy złodziej, czy huligan dostają wyroki w zawieszeniu (no chyba żemamy do czynienia z niską szkodliwością społeczną, wtedy nic a nic im niegrozi). Jeśli by to ode mnie zależało, to dałbym tej gaździenie i tym babciomorder za walke o wolność. Dałbym order każdemu, kto robi cokolwiek igdziekolwiek bez zgody i wbrew zakazom urzędowym. 

Bo czy czy człowiek musi mieć pozwolenie na handel? Czy musi mieć pozwolenie,żeby zasiać trawę na trawniku przed domem? Czy musi sie prosić urzędnika owycięcie drzewa na rosnącego na jego ziemii lub o pozwolenia na budowęewentualnie remont swojego domu? Widząc kto i za co jest szykanowany,wnioskuję, że urzednicy i ich zbrojne organy zostawiają w spokoju jedynieżebraków, bezdomnych i pijaków. Osoby przejawiące choć trochę inicjatywy, choćtrochę indywidualizmu i obrotności, bardzo irytują urzędnika. Bo tacy ludziewykraczają poza ramy paragrafów i nie mieszczą się w urzędniczym schemacie.Tacy ludzie to heretycy!

Urzędników najbardziej irytują wszelkie przejawy wolności iindywidualizmu. Dlatego w walce z tymi ‘przekleństwami’ wolnego świata zasypują nas zakazami i nakazami, zmuszając nas do koncentrowania naszejenergii na tym jak je zinterpretować, zastosować lub ominąć. Po takiej zabawiemamy już mniej czasu i sił, żeby zająć się pożyteczną pracą czy innymisposobami osiągania celów życiowych. Działania te mają oczywiście pokazać nam,jacy to urzędnicy są potrzebni. Każdy przepis jest logicznie wytłumaczony. Tenchroni nas przed oszustami, ten przed katastrofą budowlaną, tamten przednieuczciwą konkurencją a siamten przed nami samymi (dla urzędnika każdy jestpodejrzany). Wszystko dla naszego dobra i bezpieczeństwa. Tylko czy my chcemytakiego bezpieczeństwa? 

Jak powiedział ktoś mądrzejszy ode mnie – człowiek wolny nigdy nie jestbezpieczny, przecież najbezpieczniejsi są ludzie w więzieniu. 

Człowiek wolny nie potrzebuje urzędnika, żeby mu zezwalał na takie czy innezachowanie. Dlatego z wolnego kraju urzędnicy powinni zostać wydaleni, ichurzędy zburzone a ziemia, na której były zbudowane powinna zostać zaorana solą,żeby nic już na niej nie wyrosło.

Ufff. Ulżyło mi. Na koniec coś, co wyraża idealnie mojeodczucia wobec urzędników: Duran Duran – View to Kill http://www.youtube.com/watch?v=fsiBhQ60rJE 


PS. Acha, jeśli chciałbyś mi, szanowny czytelniku, zarzucić ignorancję, mówiąc,że urzędnicy tylko wykonują przepisy, ale ich nie ustalają – ja nie piszę ourzędnikach w rozumieniu ustawy o służbie cywilnej. Urzędnik to dla mnie każdysprawujący urząd. Tak więc chodzi mi tak samo o urząd prezydenta, premiera,ministra, dyrektora jak i o zwykłego urzędnika siedzącego w okienku w urzędzieskarbowym czy w ZUS-ie. Jako całość tworzą zorganizowaną grupę przestępcząmając swoich bossów i swoich siepaczy, ochroniarzy i zwykłych wyrobników.Wszyscy żerują na nas wbrew naszej woli.

 

Advertisements

2 thoughts on “Naród przeklęty – czyli o urzędnikach

  1. Właśnie właśnie. Co byśmy to zrobili gdyby nie te wszystkie paragrafy tak doskonale porządkujące nasze życie i kochani urzędnicy, którzy z ojcowską lub matczyną troską przyglądają nam się czy nie robimy sobie aby ziazi nieświadomie czyli z głupoty łamiąc obowiązujące przepisy. Jaki chaos zapanowałby bez nich i życie w ułamku sekundy straciłoby sens. Osobiście oczekuję na tak ważny przepis obowiązkowego użycia dezodorantu przed wejściem do środka komunikacji publicznej, a także na kilka pomniejszych dotyczących noszenia ciepłych ubrań w zimie i przynajmniej sandałów i gaci w lecie. W tekście nie zgadzam się tylko z jednym stwierdzeniem – anarchia to nie chaos!

    Like

    1. W sumie racja. W takim Zimbabwe sa rzady autorytarne a panuje tam chaos. Wypalilem z ta anarchia w potocznym rozumieniu, nie zastanawiajac sie dluzej nad tym. Patrz pan panie Mache jak mnie zmanipulowali!

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s