Jak Anarch Talibów sponsorował.

Pamiętam, lata temu czytałem w wybiórczej wywiad (przeprowadzony chyba przez pana Wojciecha Jagielskiego) z jakimś talibańskim ministrem ds. wspierania religijności i walki z występkiem (nie pamiętam dokładej nazwy tego ministerstwa ale walka z występkiem była na pewno). Ten występek bardzo mnie ubawił. Podobnie jak wypowiedzi pana ministra. Mówił on, między innymi, że ich ludzie ‘chcą być dobrzy i religijni, ale czasem zapominają oddawać czci Bogu, dlatego trzeba ich kijami zaganiać do meczetów’. Takich perełek było w wywiadzie w bród.
Wiem, że komikom trzeba płacić, ale myślałem, że kupując koszerną rozliczyłem się niejako z talibańskim ministrem i narodem afgańskim.
Okazuje się, że nie! Okazuje się, że od jakiegoś czasu opłacam Talibów i nic o tym nie wiem.

Jak donosi Daily Telegraph brytyjski nie-rząd w 2007 roku postanowił przeznaczyć część moich pieniędzy na utworzenie funduszu (rocznie 2 miliony funtów z wizerunkiem Elżbiety II po jednej stonie i Adama Smitha po drugiej) na obsługę programu o dźwięcznej nazwie Tahkim-e-Solh. ‘Wow!’ pomyślałem, ‘Takhim-e-Sohl brzmi fachowo. Musi brzmieć fachowo skoro nic z tego nie rozumiem!’. Jak ktoś używa trudnych, niezrozumiałych słów, musi być ekspertem.
No ale z drugiej strony, lubię wiedzieć na co idzie moja kasa, więc postanowiłem czytać dalej. Otóż program
Tahkim-e-Solh (cokolwiek by to nie znaczyło) ma na celu opłacanie panów Talibów w celu przekonania ich do złożenia broni lub przejścia na stronę aktualnie miłościwie panującego rządu (afgańskiego, ma się rozumieć).
Ponieważ, zgodnie z tym co pisze gazeta, przywódcy w czarnych turbanów dostają nagrodę od każdego nawróconego łebka, ‘rekrutują’ więc lokalnych pastuchów i przekazują ich w ręce wojsk wolnych zachodnich i cywilizowanych krajów (ewentualnie barbarzyńskiego rządu, któremu kraje te pomagają). Oczywiście lokalny wieśniak, któremu nie w głowie wojaczka, nie stanowi żadnego zagrożenia dla nikogo, dlatego można dać mu broń i powiedzieć ‘macie tu kolejnego nawróconego Taliba’. Wieśniak nie zrozumie i się nie dogada a urzędnicy zarządzający programem będą zadowoleni, bo ‘kolejny nawrócony Talib’ jest dowodem na jego skuteczność i zabezpiecza ich egzystenję. Zadowoleni będą też lokalni watażkowie, którzy za pieniądze uzyskane za pastuchów dozbroją swoich fanatyków. Jedynie ja zostanę z uszczuplonym budżetem (nie zabiorę żony do kina!) i pewnym dyskomfortem.
Oto gdybym bezpośrednio wpłacił pieniążki Talibom, trafiłbym albo do Guantanamo albo do Syrii (czy też tajnych więzień ‘si aj-waj ej’ w Polsce), gdzie już by na mnie wymuszono przyznanie się do terroryzmu i zamachu na Światowe Centrum Handlu w Nowym Jorku (mimo że w momencie impaktu siedzia
łem sobie w kiblu i czytałem Dziennik Polski). Natomiast jeśli państwo pod przymusem sięga do mojej kieszeni i z moich ciężko zarobionych pieniędzy, opłaca ekstremistów, których potem zwalcza (i pobiera ode mnie pieniądze, żeby opłacić armię zwalczającą) wszystko jest w porządku! Sytuacja dosyć schizofreniczna – opłacam ludzi tworzących ‘problem’ i opłacam ludzi zwalczających ‘problem’. Perpetum mobile!
I to niby ja jestem nieodpowiedzialny i to za mnie państwo musi w wielu sprawach decydować! Tyle że gdybym sam rozporządzał swoimi pieniędzmi nie opłaci
łbym ani jednych ani drugich. 

Do Talibów nic nie mam.
Ani oni mi ziazi nie zrobili, ani ja im. Nie przeszkadza mi fakt że paru kolesiów w czarnych turbanach biega sobie po afgańskich górach i terroryzuje tamtejszych pastuszków. Nie mój cyrk i nie moje małpy, jeśli mogę się tak wyrazić.
Każdy jest panem we własnym domu, życie sąsiada mnie nie interesuje, a Kabul nawet nie jest po sąsiedzku (nawet w globalnej wiosce leży daleko od mej zagrody). Nie chcę tutaj dyskutować o słuszności wojny w Afganistanie. Po latach obserwacji doszedłem do wniosku, że ludzkość bez wojen się nie obejdzie. Wszak nawet poeta napisał swego czasu – ‘wojenko wojenko cóżeś ty za pani –  gdy ciebie zabraknie zostanie onanizm’. Tak więc wiem, że dopóki istnieje ludzkość dopóty gdzieś na świecie ludzie będą się zdrowo, za przeproszeniem, napieprzać. Ja nie chcę rozstrzygać o ich sporach i nie po to wypruwam sobie żyły, żeby za moje pieniądze ktoś pomagał jakiejkolwiek stronie jakiegokolwiek konfliktu.

Przemówiłem!

A na koniec, żeby wkurzyć przywódców krajów wolnych, tolerancyjnych i cywilizowanych, którzy z mojej kabzy opłacają Talibów (i kto wie kogo jeszcze) a potem ich zwlaczają: http://www.youtube.com/watch?v=b3q3J-_bkOI

A tutaj coś dla frankofonów (parodia rekalmy Budwajzera z ‘dziu ar e donki’ Mr. Buszem: http://www.youtube.com/watch?v=p5wRXxCOGto

Advertisements

4 thoughts on “Jak Anarch Talibów sponsorował.

  1. Witaj Anarch, czy to znaczy, że jesteś w Wielkiej Brytanii?Dal mnie te problemy Bliskiego Wschodu są skomplikowane, na dobra sprawę jak jeszcze w latach 80. Sojuz chciał tam zaprowadzić porządki, to amerykańscy podatnicy, też bez swojej wiedzy i zgody finansowali różnych mudżahedinów i talibów, którzy później się odwdzięczyli w wiadomy sposób.Nic na to nie poradzimy, że mocarstwa mają swoje interesy i chcą sobie podporządkowywać słabsze państwa.

    Like

    1. Niestety jeszcze siedzę na Wyspach. Ale może już wkrótce… kto wie. Konflikty ludzkie zawsze są skomplikowane, zazwyczaj opierają sie na tym, że w 1143 czy w 1526 sąsiad sąsiadowi ukradł kozę czy żony sąsiadów pokłuciły się o koszyk melonów. Nikt nie pamięta za co się nienawidzą, ale się nienawidzą. Polecam ‘Prochy Świętych’ Radka Sikorskiego, pisał to jeszcze zanim był politykiem. Afganistan był kiedyś w miarę normalnym krajem, kobiety chodziły w minówkach a ludzie mogli sobie wierzyć w co tam kto chce. Obecnie fanatyzm i zamordyzm. Oto co wojna robi z ludźmi. A Amerykanie jak zawsze w wszystkim muszą być najlepsi – jak stworzyli terrorystów to takich z którymi nie mogą teraz wygrać… Ech!Na razie! Muszę żonie udostepnić kompa żeby mogła siędoktoryzować. Dobranoc!

      Like

    2. Moze sie kiedys spotkamy w Kolumbii ,ale ja gustuje w Wybrzezu .Drugi kraj ,ktory mi sie podoba ,ze tak powiem kulinarnie i rozrywkowo -to Meksyk.Moze w ktoryms z nich kiedys zamieszkam.ale najpierw trzeba zdobyc finanse ,aby moc tam zyc i nie pracowac.

      Like

      1. Ja na wybrzeżu byłem tylko w Cartagenie i pobliskich wysepkach. Poza sezonem więc nie było tłumów i bardzo mi się podobało. Jednak żona bogotanka nie cierpi tamtejszego klimatu. Za gorąco dla niej. Może się kiedyś spotkamy, kto wie. Pamiętam jak żona zaprosiła znajomych na imprezę a ci, po kolumbijsku zaprosili znajomych a znajomi swoich znajomych i w ten sposób poznałem Polaka w takiej samej sytuacji jak ja – związanego z Kolumbijka, Świat jest mały.

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s