Odwieczne prawa natury – bogaci traco, biedni siem bogaco

Natura nie znosi próżni – równowaga zawsze musi być zachowana. Zasadę tą następująco opisał w swoich pracach największy polski mędrzec XXI wieku – Ferdynand Kiepski:

Co się polepszy to się popieprzy (lub alternatywnie co się popieprzy to się polepszy).


Ileż to treści zawarte jest w tym prostym przekazie? Multum! Tak więc świat ten stworzono tak, że jak cosik gdziesik zniknie, cosik innego musi się gdziesik pojawić. Jeśli z konta znikają mi pieniądze – pojawiają się one na koncie  (lub w sakiewce) kogoś innego. Jeśli z magazynu zniknie nośnik treblinek – pojawi się zapewne w warsztacie jakiegoś rolnika (napewno kułaka!). Jeśli ja zrobię coś głupiego to gdzies na tym świecie ktoś wykorzysta nagły przypływ geniuszu (ostatnio w tej kwestii bardzo się poświęcam dla ludzkości, tak więc jeśli skolonizujemy kiedyś księżyc lub nawet Marksa, proszę postawić mi pomnik na Wawelu i pochować w balonie zasłaniającym widok na Skałkę).

Taaaak… Naturę potrafią oszukać jedynie Cyganie. Jak niesie pradawna ludowa pieśń: Cygan nie sieje, Cygan nie orze, lecz u Cygana wszystko w oborze (istnieje też nowa, politycznie poprawna wersja tej piosnki – Rom nie pracuje, Rom nie handluje, ale u Roma wszystkiego od groma). Cyganie to jednak naród magów i czarnoksiężników a ja się magii boję. Jak pisze Michał Kruoszona w książce o Rumunii, w której poszukuje szatana – stara Cyganka może człowieka zaczarować patrząc mu prosto w oczy. Krzyknie taka czarownica ‘kurczak!’ i zamienia nieszczęśnika w kurczaka (znaczy się nie dosłownie – nieszczęśnik traci poprostu piątą klepkę i wydaje mu się, że jest kurczakiem). Jak na kurczaka przystało, opętany delikwent zapisuje się do armii, żeby polec gdzieś na polu chwały… O nie! Nie dla mnie ten los!!! Co najwyżej może mnie zamienić w świnię to pojadę siać postrach w Izraelu lub krajach Arabskich. Choć w świnie to ja sam mogę się bez trudu zamienić!

No ale my tu baju baju – zaraz będziem w Paragwaju. Wróćmy więc do tematu – naruszyłem wczoraj równowagę świata pochłaniając kanapkę ze serem i kiełbasą krakowską (krakowiaczek Ci ja!). Oczywiście rozeźliłem tym naturę, która pognała mnie za karę tam, gdzie w czasach ancien régime’u królowie chadzali piechotą, a gdzie w czasach nouveau régime’u (czy jak kto chce – new world order) miłościwie nam panujący prezydent spędza większość czasu w trakcie konferencji międzynarodowych na które bywa czasem zapraszany.
Gnając więc co sił w nogach zwrócić naturze com jej zabrał porwałem ze sterty gazet Financial Times z zeszłego tygodnia. Albo sprzed dwóch, nie pamiętam, nie zrwóciłem na to uwagi koncentrując się na czymś zupełnie innym – mianowicie na artykule o Paragwaju. Artykuł ironicznie zatytuowany – ‘Paragwaj pnie się w górę łańcucha pokarmowego’ – nie mogłem go zignorować skoro to właśnie łańcuch pokarmowy zagnał mnie tam gdzie byłem.

Jak donosi Finansowy Czas, Paragwaj jest jednym z największych beneficjentów obennego kryzysu naftowego i żywnościowego.  Klimat pozwalający na pięć zbiorów w 24-miesięcznym cylku (czy to dużo nie wiem, bo na rolnictwie się nie znam) oraz dziewicze tereny rolne w połączeniu z rosnącymi cenami żarcia spowodowały, że tan malutki południowoamerykański kraik, jest jedynym na świecie, który zanotował dwucyfrowy wzrost bilansu handlu (12.2% w odniesieniu do PKB z 2005 – cokolwiek by to nie znaczyło – nie ważne, ważne że brzmi fachowo i że ‘jedyny na świecie’). Ponadto produkcja soji wzrosła dwukrotnie a eksport wzrósł o 77%. Oczywiście gospodarka nie polega na tym, żeby się pozbyć jak najwięcej produktów ale, żeby sprzedać to, czego mamy w brud a kupić to, czego potrzebujemy. Jeśli to, czego mamy nadwyżkę zyskuje na wartości, możemy sobie więcej za to kupić. Señor Christian Thielmann, z paragwajskiej agencji promowania eksportu szacuje, że jeśli światowe trendy się utrzymają, jego kraj może liczyć na inwestycje między 3-5mld dolarów amerykańskich w najbliższych pięciu latach.

W ślad za Paragwajem podążają Argentyna i Brazylia, które mają większe obszary i większe możliwości. Inwestycje idą głównie w soję, kukurydzę, słoneczniki, rzepak i ryż. Mmmmm… kukurydza. Ja bym jeszcze zainwestował w trzcinę cukrową, żebym mógł sobie pędzić rum!

Jak widać, gdzieś na świecie jest kryzys a gdzieś indziej boom! Bogate państwa mają obecnie problem a biedne czeszą kasiorę. Jaki będzie pożytek dla przeciętnego Kowalskiego (czy przeciętnego señor Jorge Maunela de la Hoya Gonzaleza de la Cruz y Mazorca con Juevos) tego nie wiem. Spójrz, szanowny czytelniku na tą sprawiedliwość natury – tutaj doda (elektroda), tam odejmie, daje nam szansę na powetowanie strat, które w jakiś sposób i tak do nas wrócą.

A skoro wrócą, to i my wróćmy na nasze śmieci. Ludziom Zachodu wydaje się, że ujarzmili naturę. Wyciniając knieje, budując fabryki i autostrady (w naszym przypadku tylko fabryki), miasta i osiedla z taką ilością okien że nie ma jak się bronić (tylko patrzeć tu Wizygotów i Hunów!) zapomnieliśmy o odwiecznych prawach natury. Byle co się przydarzy, od razu ktoś leci do rządu, żeby ten się z troską pochylił (jak ta dziennikarka z Wybiórczej, na którą jakiś grubianin restaurator w Koziej Wólce nakrzyczał więc poleciała do burmistrza, żeby ten coś z tym zrobił). Obecnie mamy kredytowe kranczy (credit crunch), szczególnie w ojczyźnie wolności i na Wyspach – banki beztrosko pożyczały nie swoje pieniądze ludziom i firmom o wątpliwej zdolności kredytowej. Udziałowcy tych banków, mimo ostrzeżeń ze strony analityków radośnie wynagradzali zarządy (a zarządy menedżerów) za prowazenie takiej właśnie polityki (tak na marginesie – w okresie ostatnich 5-ciu lat wynagrodzenie zarządów w największych spółkach akcyjnych w Zjednoczonym Królestwie wzrosło o ok. 300% a wzrost indeksu FTSE30 (trzydziestu największych spółek) wyniósł około 10%). Teraz natura powiedziała ‘sprawdzam’ a banki poleciały do rządów po pomoc (rządy oczywiście z troską się pochyliły i dały bankom miliardy naszych pieniędzy). Podobnie teraz będzie z deweloperami – ceny mieszkań lecą w dół. Moim zdaniem jeszcze nie pikują ani nawet nie lecą na łeb na szyję, ale media już od miesięcy panikują a rząd myśli jak tu powstrzymać spadek cen (jak ceny rosły, rząd biadolił, że mieszkania są za drogie i nie stać na nie ludzi mniej zamożnych – jak teraz nadarza się szansa, żeby mniej zamożni wreszcie mogli sobie pomarzyć o mieszkaniu, rząd pochyla się z troską nad deweloperami, którzy doili nas przez ostatnie 15 lat).
Pewnego dnia, kiedy by
łem małym chłopcem i bawiłem się z bratem w czterech pancernych, postanowiłem zrobić efektowny efekt wystrzału z działa – dmuchałem w balon na maksa, aż pękł mi prosto w twarz. Efekt był super, wszyscy się zlękli, niestety eksplozja zrobiła mi ziazi i się popłakałem. Nauczyłem się wtedy, że za głupotę, beztroską brawurę czy też działania nastawione ino na efekt trzeba płacić bolesną cenę (‘takie są odwieczne prawa natury pani kierowniczko – jest zima to musi być zimno’).
I tak powinno być – pewne banki upadną i albo zostaną przejęte przez
te, które nie popadły w tarapaty (np. Santander przejął najpierw Abbey a teraz przejmuje Alliance & Leicester, a teraz Commerzbank przejmuje Dresdner), albo dadzą miejsce mniejszym bankom, które nie mogły sobie pozwolić na szastanie kasiorą. Podobnie z deweloperami – od lat rynek mieszkaniowy rósł do granic absurdu – analitycy ostrzegali, że ceny są sztucznie nadmuchane i żeby ludzie uważali z zakupami, szczególnie jesli jest to ich pierwsze mieszkanie czy dom. No i co? Balonik pękł, deweloperzy i właściciele domów podnieśli larum! A ludzie tacy jak ja – którzy starają się nie żyć na kredyt i oszczędzać pieniądze będą teraz dojeni przez troskliwy rząd w celu pomocy beztroskim…

ale – natura nie rychliwa ale sprawiedliwa…

Koniec i bomba, kto nie czytał ten trąba.

Zagadka: Zgadnij, szanowny czytelniku, który artysta pojechał do lasu i obserwował naturę:

http://www.youtube.com/watch?v=ySnp4YXU6JQ&feature=related

A na koniec tradycyjnie piosenka ku rozwadze:

http://www.youtube.com/watch?v=LBmUBMnuU2k

Advertisements

7 thoughts on “Odwieczne prawa natury – bogaci traco, biedni siem bogaco

    1. Dziekuje dziekuje! Milego czytania zycze ;)Co do biletow, ja z Londynu latam za jakies 600-700 funciakow, zaleznie od tego kiedy kupie (czasem jak sie spoznie to i wiecej wychodzi, wtedy mam zalobe w portfelu), tak wiec 3,000 to chyba dobra cena. Wiem, ze przyjaciolka zony leciala do Medellin na wesele w kwietniu i zaplacila mniej niz my normlanie placimy, ale nie pamietam ile i czym leciala. Zapytam sie wieczorkiem i dam znac. Jesli lecimy z londynu bilety rezerwujemy przez Opodo (www.opodo.co.uk) – jest to internetowe biuo podrozy zalozone przez konsorcjum linii lotniczych (m.in British Airways, Air France, Alitalia, Iberia, KLM, Lufthansa, Aer Lingus, Austrian Airlines i Finnair) wiec sa bezpieczni i wyszukuja dobre polaczenia. Acha, nie zaplacili mi za reklame ;)Ok, back to work ;(

      Like

      1. Dzieki za link.Kiedys latalam z Polski ,teraz ze Skandynawii.W sumie najtansze polaczenia sa przez Stany,ale lecac w tym roku do Meksyku mialam z nimi przeboje w obie strony-mam na mysli amerykanskie linie.Zreszta uwazam ,ze europejscy przewoznicy maja wyzszy standart przy lotach do Am.Pld .

        Like

  1. Witaj anarch na razie powiem, że nie wydaje mi się, żeby to biedni się bogacili w tym Paragwaju na produkcji soi i kukurydzy, żeby nakarmić amerykańskie krowy, tudzież na biopaliwa. W Meksyku już był problem, gdy jakiś czas temu kukurydza zdrożała i biedniejszych nie było stać na tortille. Tak więc zawsze bogacą się bogaci, a biednym wiatr w oczy.

    Like

      1. Niekoniecznie.Podalem przyklad panstw, ale ta same trendy mozna przelozyc na firmy oraz na ludzi. Obecnie np. wielkie firmy w tarapatach zwalniaja ludzi z bardoz wysokim doswiadczeniem, na czym z kolei korzystaja male firmy, zatrudniajac super wykwalifikowanych ludzi za przystepna cene. Kiedy sytuacja na rynku sie poprawi, ci ludzie pojda gdzies indziej, i mali znow beda szukac z lapanki, przez co skorzystaja ludzie bez doswiadczenia (tak bylo w moim przypadku – mialem zero dostwiadczenia w biznesie, w ktorym pracuje)Jasne, ze jesli ktos bedzie mial monopol na przemoc (np. panstwo na wyciagniecie ode mnie pieniedzy i pomoc bankom czy developerom) to wzbogacic mi sie bedzie trudniej a bogaci zostana chwilowo uratowani. Ale nie na dlugo, bo zasoby mojej sakiewki sa ograniczone. Nic nie bedzie trwac wiecznie, obecne potegi tez kiedys upadna, ich konkurecja bedzie za mala, zeby kontrolowac (psuc) rynek. Tak bylo w historii wiec nie widze przyczyn dla ktorych nie mialo by tak byc i w przyszlosci. Pozdrawiam…Acha, znajoma poleciala w kwietniu do Medellin za 500 funciakow ale nie wiem jakimi liniami. Na pewno leciala z Londynu.

        Like

  2. JAK JUZ CYTUJESZ, TO PORZĄDNIE. “CO SIĘ POLEPSZY, TO SIĘ POPIEPRZY”TO CYTAT Z KABARETU OLGI LIPIŃSKIEJ, WTEDY JESZCZE NIKT O KIEPSKIM NIE SŁYSZAŁ, A FILM O TAKIM POZIOMIE NIE BYŁ MOZLIWY DO ZREALIZOWANIA.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s