Tym chata bogata co ukradnie Tata…

Hindusi to wielki naród. Mają turbany wąsy i brody, które są powodem moich niezdrowych ekscytacji i kłótni z żoną. Ja chcę wyhodować zarost à la Sikh i nosić turban, który zasłaniałby moją łysinę a żona się temu stanowczo sprzeciwia, nie podając przy tym żadnych racjonalnych argumentów. Chyba będę musiał uciec się do jakiegoś fortelu – może zapuszczę brodę w nocy, jak jest ciemno i żona nie widzi… Co prawda ja też nic nie będę widział i przez przypadek mógłbym zapuścić też pejsy… Aj waj! Musiałbym wtedy zapisać się do jakiegoś międzynarodowego spisku i – co gorsza – do masonerii. Mycka na Kazimierzu kosztowałaby mnie ze 20 złotych, a gdzie ja znajdę pieniądze na kielnie i fartuszek??? I czy dla idealnego wyglądu mogę podjąć ryzyko utraty świętego spokoju? Żeby po piętach deptał mi Korwin? Żeby mnie za pejsy targał mój germański owczarek? Broda i wąsy dodałyby mi piekna i prestiżu, ale cena wydaje się zbyt wysoka. Ech! Czemu nie urodziłem się kobietą. Wtedy zadbać o piękno byłoby dziecinnie łatwo… No cóż, wróćmy do Indii.

Indie to ogromny kraj. Maja góry, morze i dżungle. Z gór pochodzą oGurkowie, którzy walczyli pod Monte Casino (co prawda byli to Nepalczycy, ale oGurki pierwotnie wywodziły się z Indii). My mamy piosenkę o czerwonych makach, oni mają o oGurku, który zielony miał garniturek (‘O! Gurek! O! Gurek! O! Gurek! Zielony ma garniturek! I czapkę i sandały, zielony zielony jest cały!’).

Hindusi czczą Listkiewicza, pijaków z PZSz, oraz większość polskich polityków. Muszę wyznać, że powody tej czci pozostają dla mnie największą tajemnicą wszechświata, ale zmiast starać się ich zrozumieć, proponuję wysłać im te nasze święte krowy, żeby mogli je czcić z bliska. A jeśli Polski na to nie stać, proponuję wysłać mnie! Nie żeby mnie czcili, ale żebym mógł bliżej zbadać tą sekretną fascynację naszą nietykalną rogacizną. Kiedy bowiem dostąpię oświecenia, i wróciwszy do kraju bijący ode mnie blask zaślepi Polaków, zapanuje u nas poszczechna szczęśliwość. Nie będzie już sporów, kłótni, zabierania babciom dowodów osobistych, protestów a kto wie, może i protestantów?

Jak każdy niepodległy naród Hindusi nie są sierotami. My mamy naszego ojca derektora (który wierci i drąży żeby dokopać się do piekieł i zakosić lucyperowi diabelskie wody termalne, w której ten gotuje grzeszników), Hindusi mają natomiast Tate. Tata ma 71 lat (to już w zasadzie dziadek a nie Tata), mieszka w Mumbaju, gdzie na jaju trzyma stal (Tata Steel), władzę (Tata Power), projekty (Tata Projects), manufakturkę (TAL Manufacturing Solutions), chemikalia (Tata Chemicals) i wiele wiele innych cudów. Klejnotem w koronie Taty jest motor – Tata Motors, który niedawno zakupił sobie Jaguara i Land Rovera. Cała wesoła grupa Taty liczy sobie około 290,000 pracowików (dzieci?) i w lutym 2008 zanotowała przychód w wysokości 62.5 miliarda dolarów  hamerykańskich (może by nam Tata dał? UE daje to Tata nie da? Nawet Szon Konery stoi w kolejce!). Kiedy pierwszy raz spotkałem się w pracy z grupą Taty pomyślałem od razu, że taka firma nie może być niezwiązana z państwem i jego wybrańcami. No i nie myliłem się.

Nie tak dawno prasę i telewizję obiegły radosne wieści, że Tata wymyślił samochód za jednego lakha rupii (czyli jedną setną krory rupii, czyli około 2,300 dolarów kraju z normalnym systemem numerycznym). Podnieta zapanowała powszechna wśród gawiedzi że to wreszcie statystczny pan Brahmaputranangapaaikkat (czyli nasz statystyczny Kowalski) będzie sobie mógł sobie kupić cztery kółka. Rząd czym prędzej zwęszył interes – nie tylko można sciągnąć kasiorkę w podatkach, koncesyjkach, licencyjkach, łapóweczkach, ale przecież każdy polityk rządu będzie mógł ogłosić że to on umożliwił powstanie samochodu dla ludu (sukces ma wielu Tatów). Wybrańcy narodu przedstawili więc Tacie narodu listę miejsc na budowę fabryki Nano (bo tak ma się zwać ten HinduWagen). Tata wybrał miasteczko Singur w zachodnim Bengalu. Wszystko piknie, ale okazało się, że lokalnych kułaków trzeba będzie stamtąd wykurzyć. Elita kraju na podstawie prawa z czasów kolonialnych (Land Acquistion Act z 1894 roku) wywłaszczyła okolicznych wiesniaków i ogrodziła teren. Nie muszę chyba zaznaczać, że tambylcom nie za bardzo to było na rękę, szczególnie że ziemia zabrana pod fabrykę należy do najżyźniejszej w prowincji a większość populacji utrzymuje się tam z rolnictwa. Rozpoczęły się protesty, głodówki, szturmowanie ogrodzonego terenu, gwałty, sodomia i gomoria (rządząca paria zmobilizowała swoich fanatyków do walki z protestującymi) a na koniec samobójstwa pozbawionych własnej ziemi desperatów. 
Na szczęście są jeszcze w Indiach sądy – Sąd Najwyższy w Kalkucie orzekł że wywłaszczenia były nielegalne a rząd, opozycja, gubernator Bengalu i sam Tata mają się jutro (5 września) spotkać na rozmowy ostatniej szansy. Szkoda, że w Indiach nie znają cudownej kolumbijskiej zupy Caldo de Costilla bo mogliby przy okazji spotkania wskrzesić nieszczęśników, których dla dobra Taty pozbawiono (lub zmuszono do odebrania sobie) życia.

Nie wiem jak Ty, szanowny czytelniku, ale ja rozumiem poparcie dla komunistów w takich krajach. Potrafię zrozumieć (co nie znaczy że się z tym zgadzam) wywłaszcznie ludzi (za satysfakcjonującą ich opłatą) dla celów publicznych – ale szlag mnie trafia i krew mnie zalewa jak państwo zabiera ludziom własność w imię zysków dla prywatnego przedsiębiorstwa! Czy jeśli ja wpadnę na jakiś pomysł na biznes państwo powinno wywłaszczać sąsiada żebym miał miejsce na biuro? Nie! Czy jeśli chcę zbudować autosradę, za przejazd którą ludzie będą mi płacić więcej niż się płaci w Stanach jeszcze Zjednoczonych, państwo ma wywłaszczać ludzi z ich ziem i dotować mi unijnie budowę??! Nie! Prywatny biznes powinien se sam załatwiać swoje sprawy, bo to prywatny biznes będzie czerpał zyski ze swojej działalności. Państwo co najwyżej powinno chronić maluczkich przez szykanami potężnych prywaciarzy (i nie piszę tu o pochylaniu się z troską ale o pozwoleniu ludziom na obrone bierną i czynną; o policjantach z jajami, potrafiącymi mysleć samodzielnie i działać a nie ścigać babć handlujących oscypkami czy wlepiać mandaty ze niezatrzymanie się na znaku ‘stop’; o sprawnych sądach – a nie sądziach kolaborujących z bogatymi funduszami, holdingami, krezusami, falszującymi dla nich dokumenty itd. itp.).

Władza zaślepia ludzi. Myślą, że mając monopol na przemoc stają się bogami, mogącymi nami pomiatać za pieniążki lobbystów. Po prawdzie nie dziwię się że na świecie pojawiają się od czasu do czasu Castraci, Czawezi czy inni Moralesi – lud nie jest może zbytnio rozgarnięty ale wie kiedy się go robi w konia (nawet ja nie lubię jak się mną pomiata). Być może ogół wie, że Czawez czy Kastro nic nie zmienią, ale co tam! przynajmniej ciemiężyciele dostaną mocnego kopa w tyłek. Poprzednicy wyżej wymienionych czerwonych baronów sami ich sobie wyhodowali karmiąc ich właśnie takimi działaniami jak nieRząd Indii w sprawie Taty.

Kurcze! Zaraz wyjdzie mi tu jakiś manifest komunistyczny. Oczywista nie o to mi chodzi – chodzi mi o uzmysłowienie rzeszom innych czytelników (bo Ty, szanowny czytelniku, niewątpliwie pojąłeś w mig o co mi chodzi) i rządzącym, którzy to czytają (szczególnie Sarkozy’emu, bo ostatnio go nie zastałemw domu to mu nie mogłem wytłumaczyć), że rząd nie może w żaden sposób wspierać biznesu ani przyciągać inwestorów równymi ulgami czy obietnicami – to tylko psuje rynek i wzmaga niechęć do rządu (to akurat dobrze!) i zdrowych zasad wolnej niczym nieskrępowanej gospodarki (bo oczywiście wszystko robione jest pod sztandarami prywatyzacji, globalizacji i wolnego rynku i wolnej gospodarki).
Może też ostatecznie wzbudzić nienawiść do niewątpliwie dobrego pomysłu jakim jest tani samochodzik. Kto by chciał kupić samochód naznaczony krwią niewiniątek?

Tak więc panowie politycy – jak przychodzi do was Tata, ojciec derektor, Kluczyk, Ocupiał czy Krałze z propozycją na super mega hiper biznes promujący Polskę, mega inswetycje dające miliony miejsc pracy i ogólnokrajowy orgazm – pokażcie mu gdzie są drzwi! Jak geszeft będzie dobry to da se rade bez Waszej pomocy! Nie po to Wam płacimy, razem z szanownym czytelnikiem, żebyście sponsorowali prywatne przesiębiorstwa. Pieniądze można dawać tylko Anarchowi i jego szanownemu czytelnikowi – o nr. konta proszę pisać na priv’a.

सत्यमेव जयते सत्यमेव जयते सत्यमेव जयते सत्यमेव जयते सत्यमेव जयते सत्यमेव जयते

Na kuniec dla relaksu: http://www.youtube.com/watch?v=EW1Jp1NaCJA&feature=related
 

Advertisements

31 thoughts on “Tym chata bogata co ukradnie Tata…

    1. Ale prywatny biznes nie może wywłaszczać ludzi. NIe może też zatrudniać państwa do ich wywłaszczania. Prywaciarz z prywaciarzem mogą się dogadać jak równy z równym. A jak się nie dogadają prywaciarz pójdzie sobie do innego prywaciarza.

      Like

  1. Zgadzam się z Tobą Drogi postopisarzu i gratuluję stylu bo ciekawy.A na koniec zapraszam w moje nieskromne progi:www.monique-e.blog.onet.pl

    Like

    1. Dziekuje.Hmmm… Masz ciekawego bloga. Piszesz, że marzysz o wyjeździe do Indii. Pracuję z jedną Hinduską, być może będę mógł Ci służyć jakimiś ciekawymi informacjami… Choć widzę, że pewnie wiesz więcej niż przeciętny obywatel Indii… :)Pozdro

      Like

  2. Ha! Ale jaja! Tekst miał być bardziej politycny niż podróźniczy, bo przecież nikt chyba nie będzie odwiedzał biura Taty lub mijaca budowy fabryki w Singurze… Ja o Indiach nic nie wiem i nigdy nie byłem. Zawsze staram się, żeby onet polecił moje teksty o Kolumbii w tej rubryce, bo w Kolumbii żeby był i opisuję moje doświadczenia… A tu nagle wyskakuje mój tekst o Indiach. Hłe hłe… W każdym razie korzystając z okazji, proszę, żeby onet uaktualnił informacje o Kolumbii – od 1 Maja 2008 nie są już wymagane wizy na wjazd do tego kraju. Huzzah!Natomiast, jeśli podoba Ci się, szanowny czytelnku, mój tekst, zapraszam na bloga – wczoraj pisałem o darmowym paliwie, które rozlewali wczoraj w Londynie – dopóki policja nie przyjechała i nie kazała im przestać.

    Like

    1. A może się pomyliłem. Wyskakuje mi na polecanych blogach w podróżach, ale jak szukam wśród polecanych blogów podrózniczych nie ma… Może już totalnie postradałem zmysły a może to mój kompjuter. W każdym razie dzisiaj przecyztałem, że rząd, opozycja i Tata się dogadali co do kompensaty dla rolników, rząd zaakceptował postulaty, które wcześniej kategorycznie odrzucał. Dziś weekend więc nie będę politykował ale prawdopodobnie poruszę ten temat w przyszłym tygodniu.

      Like

  3. Jakże porzebna mi była taka lektura odrywająca od licznych trosk! Dziękuję pięknie 🙂 Podoba mi się ten dydaktyczno – zaczepny styl 😉 będę zaglądała

    Like

  4. Z wywłaszczaniem pod “autosrady” – BINGO!!!! Teraz konkret: kiedy będziesz kandydował an senatora? (Nie piszę “posła”, bo jeszcze byś mizarzucił zabawę grą słów – hihi.) – Jak bum, bum babcię-drypcię – zagłosowałabym na gościa, który chcę oddzielić państwo od biznesu!

    Like

    1. Hmmm… z racji wieku mógłbym spróbować za rok, ale niestety (a może stety) nie planuję mieszać się do polityki… Pisuję bo lubię, ale rasowi politycy by mnie zjedli na przystawkę. Zauważ że oni zawsze mają wszystkie odpowiedzi i hasła oklepane, a ja bym tak nie potrafił. Jak ktoś mnie o coś pyta zawsze staram się przeanalizować wszystko i dać jak najlepszą odpowiedź niezależnie ile głosów mógłbym zyskać lub stracić. Poza tym marzę raczej o ucieczce od cywilizacji i poganianiu krów gdzieś w Ameryce Łacińskiej, więc z polityką mi nie po drodze :)Dzięki za ciepłe słowa, i zapraszam do lektury pozostałych tekstów.

      Like

      1. Jak znajdziesz sposob,zeby tam mieszkac i miec z czego zyc to daj znac.Tez tak sobie kontempluje…Pogoda na Wyspach z pewnoscia podobna jak w Skandynawii.Co ja tu robie?

        Like

  5. jestes fajny jak cholercia w tym Twoim pisaniu! napisala bym wiecej,ale pisze na klawiaturze japonskiej, i lada moment moge wcisnac nie ten guzik, i dostaniesz wodospad takiego czegos んじゃIShでSげdyせういきょこすずき (ciekawe,czy na blogu tez pokaze sie to jako katakanowe krzaczuszki!!??).ale ogolnie fajnie piszesz, i gdybym byla bardziej w temacie, pewnie docenila bym nie tylko aspekt butno-literacki!! sciskam, i zycze natchnienia glowie na tematy ROZNE!

    Like

  6. Fajnie piszesz, tylko zbyt obszernie, przez co trudno doczytać do końca, zwł. że oczy wysiadają przy takiej kolorystyce strony… Ale styl pisarski masz fajny, pozdrawiam 🙂

    Like

  7. świetny (nie święty, bez przesady) styl pisania. dowcip przypomina mi trochę rubrykę Osobno z ostatniej strony czasopisma Razem. ale to było ze 30 lat temu. życzę powodzenia. pewnie tu już nie wrócę, bo mam dużo roboty, a szkoda

    Like

  8. Bardzo ciekawie napisane, z pomysłem ;)Indie to interesujący kraj. Chciałabym tam kiedyś zawitać, aby przyjrzeć się ich kulturze i obyczajom. A polityków mogę im oddać bez najmniejszych nawet protestów.Pozdrawiam, Kyra

    Like

  9. Witaj anarch, w dużej mierze można by się z tobą zgodzić gdyby nie fakt, że wolny rynek to utopia i na protekcjonizm nie ma rady, chyba że rządy lewicowe.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s