Kolumbia – wspomnień cz. VII

Ach wspomnienia wspomnienia a serce rwie się w przyszłość na kolejną eskapadę do tego pięknego kraju. Już niebawem, szanowny czytelniku, będę mógł odświeżyć moją pamięć i zweryfikować, czy nie spłatała mi czasem figla.

W każdym razie znalazłem parę zdjęć, które zabrałem z Polski ku pokrzepieniu serca, kiedym przez rok prawie siedział na obczyźnie sam. Mogę więc wreszcie poskanować i załączać do je moich przyszłych opowieści. Huzzah! huzzah! huzzah!

W ostatnich częściach pojedliśmy i popiliśmy za wszystkie czasy. Siedząc tak z napchanym brzucholem pomyślałem sobie że trzeba by Cię, szanowny czytelniku, dla odmiany poczęstować jakimś zakazanym owocem – na przykład produktami z koki.

Koka – Produkty z koki wytwarzane są w Kolumbii przez indiańskie plemię Nasa (które wysłało pierwszego człowieka na księżyc). Ludzie Nasy (nazwałbym ich Nasistami, ale mogliby się obrazić, ze względu na zbytnie podobieństwo tej nazwy do pewnej niemieckiej partii pracy) wytwarzają z tej świętej rośliny herbatki, aromatiki (takie słabsze herbatki), wino, ciasteczka, kremy i coca-sek (napój dodający skrzydeł kondora). Ostatnią puszkę coca-sek trzymam w lodówce na czarną godzinę – jeśli np. lot do Kolumbii zostanie odwołany, będę mógł polecieć o własnych siłach. Z produktów z koki najbardziej smakowały mi coca-sek oraz aromatica de coca, czyli słaba herbatka z koki. Odktryłem, że bardzo dobrze smakuje posłodzona naszym miodem spadziowym. Mmmmm. Dobre było też winko, natomiast ciasteczka smokowały trochę jak siano. Herbatkę z koki można kupić np. w supermarketach Exito lub jakimkolwiek centrum handlowym (np. Atlantis).
Niestety, dochodzą mnie smutne wieści, że w ramach walki z narkotykami sponsorowanej przez kraj wolności położony na północ od Kolumbii, Uribe wydał wojnę produktom z koki i zakazał ich sprzedaży… Podobno Nasa zaskarżyli ta decyzję, nie wiem czy i jak się to wszystko zakończy
ło. Ech ci politycy! Zawsze człowiekowi popsują humor swoją głupotą (nawet w niedzielę!). W sumie równie dobrze można by zakazać sprzedaży winogron, ziemniaków, cukru czy drożdży w ramach walki z alkoholizmem. Herbatka z koki ma się tak do kokainy jak sok z winogron do wina (lub przecier z jabłek do jabcoka). No cóż, będzie trzeba po towar jeździć do Peru czy Boliwii.

Żarcie na Mieście
Co tu począć, trudna rada… Niezależnie od dostępności koki, nasi gospodarze nas nakarmili i napoili i trzeba by się im jakoś odwdzięczyć. Jeśli o mnie chodzi, zawsze staram się zabrać moich dobroczyńców na obiad w jakieś dobre miejsce. Takich przybytków w Bogocie i okolicach jest multum. Ja odwiedziłem następujące:

Andres Carne de Res – Zajazd położony w miasteczku Chia pod Bogotą. Jak sama nazwa wskazuje, głównym daniem jest tam carne czyli wołowinka wszelkiego sortu. Nie jest to miejsce dla wegetarian – atmosfera przesiąknięta jest mięchem do tego stopnia że organizmy biednych warzywożerców, nawet jeśli Ci nie zamówią żadnej potrawy, wchłoną mięcho przez nozdrza i pory skóry. Wystrój wnętrza jest równie ciekawy jak strona internetowa tej restauracji (www.andrescarnederes.com) – mnóstwo świecidełek i duperelek. Miejsce wyposażone jest w didżeja lub orkiestrę i miejsce do tańcowania, tak więc wieczorem można tu dobrze podjeść popić a potem w tańcu spalić nadmiar kalorii. Tak się bawią ludzie u Andresa: http://www.youtube.com/watch?v=n1-5lUhXhQE&feature=related
Jak widać goście Andresa za kołnerz nie wylewają.

El Portico – Ufff… Nie ma co ukrywać, jest to miejsce dla snobów, o czym świadczy nawet ich strona internetowa: www.elportico.com.co. Crèmede la crème i ‘ą ę’. Biesiadując tam widzieliśmy podobno byłego ministra czegoś tam (ja go oczywiście nie rozpoznałem, bo nie jestem na bieżąco nawet z członkami rządu polskiego a co dopiero z byłymi członkami kolumbijskiego). Klientelę stanowią głównie bogaci Kolumbijczycy oraz gringos (za biało jak na mój gust). Trzeba jednak przyznać że żarcie dobre (podobnie jak Andres, el Portico specjalizuje się w daniach mięsnych ze wskazaniem na mięcho wołu, podają też pyszne empanady) i warto się wykosztować, żeby sprawić przyjemność naszym kochanym gospodarzom.

La Fragata – Tutaj pierwszy raz zaprosiłem teściową żeby uczcić jej urodziny. Fregata ma kilka restauracji w mieście ale najbardziej ekskluzywna ulokowana jest na dachu kolumbijskiego Łorld Trejd Center. Piekny widok na całe miasto, gracias a obrotowy dach. Przybywszy na miejsce od razu udałem się do toalety w wyniku stresu wywołanego ekskluzywnym wylądem tego miejsca. Przestraszyłem się, że to trochę za wysokie progi na moje ówczesne studenckie nogi (i portfel). Owszem, było drogo, ale nie jakoś strasznie – jakość żarcia była proporcjonalna do jego ceny (zważ szanowny czytelniku, że pisze to centuś z krwi i kości) a najdroższy z tego wszystkiego był łiskacz zamówiony przez teścia. Gdyby nie alkohol wykosztowalibyśmy się jak w przeciętnej krakowkiej restauracji w okolicach Rynku. W przeciwieństwie do dwóch powyższych karczm tutaj królują owoce morza. A skoro owoce to i dla wegetarian zapewne coś się znajdzie. Mniam!

Wok – Restauracja orientalna ulokowana przy parku 93. Moim zdaniem miejsce uczęszczane jest przez tutejszą klasę średnią. Ceny przystepne obsługa miła, żarcie dobre (choć znowu – zamówiłem sobie owoce morza a moje kubeczki smakowe są dla nich bardzo tolerancyjne, jestem pewien, że nawet podłego gatunku fruits de mere byłyby dla mnie smakowite). Jeśli nie chcesz, szanowny czytelniku częstować kolumbijczyków kolumbijskim jedzeniem, które najlepiej smakuje w domu to to jest idealne miejsce żeby się wybrać.
Skoro już zajechaliście do Parque 93 a za Wokiem Twoi goście nie przepadają, możecie, szanowny czytelniku, pochodzić po lokalach i znaleźć coś co Wam odpowiada. Bowiem okolice parku obfitują w restauracje, bary, kluby i dyskoteki – dla każdego coś miłego. Odwiedziłem wiele okolicznych miejsc ale nie pamiętam ich nazw. Generalnie tutaj ludzie chodzą dobrze zjeść i potańczyć.

No dobrze, przerobiliśmy elitarne szczyty kolumbijskiej gastronomii… zeszlismy na średni szczebel parku 93, pora upaść więc na samo dno. Oczywiście to ‘dno’ to tylko taka przenośnia, wcale nie oznacza kulinarnych piekieł i cierpienia za grzechy w klozecie. O nie! To przenośne dno to poprostu miejsca dla plebsu, w których można dobrze zjeść, popić a człek z gminu, taki jak ja, nie będzie się stresował, że używa nie tego widelca lub nieprzepisowo je bezę.

La Ternera de Don Luis – Wyjeżdżając z Bogoty carrerą septimą mijamy zajazd, gdzie w spartańskich warunkach możemy sobie dobrze podjeść. Żarło typowo kolumbijskie, plebejskie – ja napchałem się oczywiście wołowinką, arepą i patakonami. Pewnego razu, także wyjeżdżając z Bogoty na północ natknęliśmy się na podobny przybytek, żona mówi, że to też dosyć znane miejsce, ale nie może sobie przypomnieć nazwy. Znowu – wołowinka, arepas, patacones – świetna jakość a tanio jak barszcz (choć barszczu nie sprzedają). Wydaje mi się że w większości miejsc tego typu warto zjeść – zresztą zawsze widzimy co wrzucają na grilla lub patelnie – wszystko przygotowywane jest na oczach klienta, któremu cieknie ślinka na ten widok (dziękuję jakiejś rodzince,która zamieściła to zdjęcie na sieci):

  

Gdziekolwiek przy drodze zatrzymywaliśmy się, żeby podjeść, zawsze wychodziliśmy z ukontentowanymi żołądkami, palce liżąc.

El Corral – Aaaach! Kolumbijski odpowiednik MakDonaldsa. Tyle że lepszy. Początkowo do haburgerów z el Corral podchodziłem z pewną taką nieśmiałością, bo nie jestem miłośnikiem fast foodów. Jendakże koralowcy przygotowali się nawet na takich wymagających klientów z wyszukanym podniebieniem jak ja. W opcji gourmet burger robiony jest nie na oleju jak w pierwszym lepszym szybkim żarciu, tylko na wynglu. Czeka się dłużej ale warto – mięsko smakuje i pachnie, aż chce się wracać. Tanio i smacznie. Koralowce mają 80 restauracji w głównych miastach kraju, więc łatwo ich znależć. Dla mnie bomba. A tu ich strona internetowa: http://elcorral.com/home.htm

Crepes & Waffles – W 1980 roku w Bogocie powstała ich pierwsza restauracja – obecnie ich smaczne jedzonko serwowane jest w Kolumbii, Ekwadorze, Meksyku, Peru, Panamie, Hiszpanii, a nawet u Czaweza w Wenezueli. Jak sama nazwa wskazuje, restauraca ta opiera swoje menu o naleśniki i gofry (z tego słyną, ale nie tylko to tu podają) serwowane na słodko, słono, gorzko, gorąco, zimno i jak tylko dusza zapragnie. Nie pamiętam co tam jadłem ale zawsze mi smakowało. Żona uwielbia tamtejsze lody, ja uwielbiam tamtejsze… wszystko, łącznie z sokami owocowymi. Jeśli chcesz, szanowny czytelniku, dowiedzieć się czegoś więcej, zobaczyć co mają w menu i czy nie zmyślam, oto ich stronka: www.crepesywaffles.com/index.php4

Juan Valdez oraz Oma – kawiarenki, w których leją najlepszą kolumbijką kawę. Ja tam kawiarzem nie jestem, ale w Omie zawsze kupuję sobie pudło ziarenek kawy w czekoladzie, które zabieram ze sobą w drodze powrotnej. Pomagają mi one w radzeniu sobie ze zmianą czasu a czekolada poprawia mi humor.  

Casa de la Cerveza – Czyli dom piwa. Z racji nazwy cieszyłem się i klaskałem uszami wchodząc do tego przybytku. Masywny trzypiętrowy lokal, w którym podaję się głównie… piwo, a na wsystkich tsech kondygnacjach odchodzą tańce, hulanki, swawole. Takie że hejże hola! Kiedy tam gościliśmy, odbywały się akurat pokazy salsy. Ufff! Te ruchy i te skromne wdzianka! Tego dnia sprzedaż piwa musiała osiągnąć rekordowy poziom bo widziałem grupy facetów zamawiających dobrze schłodzony browar i wylewających sobie całą zawartość kufla prosto na dymiące czuby…
Tutaj możesz sobie, szanowny czytelniku, odwiedzić stronkę domu piwa i zobaczyć co mają w ofercie: www.casadelacerveza.com.co/index3.htm

Oczywiście opisałem tu miejsca, których nazwy zapamiętałem, Bogota oferuje tyle atrakcji, że muszisz sam znaleźć coś dla siebie. Mam nadzieję, że mój tekst trochę Ci w tym pomoże. Generalnie miejsca w których w Bogocie się jada i imprezuje to Zona Rosa (w okolicach centum handlowego Atlantis), Usaquen (piekna dzielnica, która była kiedyś odrebnym pueblo, co widać po architekturze), Parque 93 czy wspomniana już La Calera. Dla każdego jest tam coś miłego i jestem pewnien, że znajdziesz w tym 9-milionowym miasteczku coś dla siebie.

Na tym zakończę dzisiejsze bajdocje, bo, jak pisa
łem w piątek, mój dostęp do Komputera jest dzisiaj baaaardzo ograniczony. Tradycyjnie proponuje posłuchać czegoś kolumbijskiego. Tym razem reggeton (podczas mojej ostatniej wizyty ten właśnie styl był na topie): http://www.youtube.com/watch?v=b_0jZIJtLFY

Advertisements

3 thoughts on “Kolumbia – wspomnień cz. VII

  1. Zgadzam sie, ze wspomniane przez Ciebie miejsca sa absolutnie pyszne. Jedyne, ktore mi nie pasuje to “WOK”, gdyz wielu moich znajomych wychodzilo stamtad z bolem brzucha… Chodzi jednak o “WOK” w Centro Internacional i nie Parque 93, choc to i tak ta sama siec.

    Like

    1. Ha! Nie wiem czemu mój żołądek jest baaaardzo tolerancyjny dla kolumbijskiego żarcia. Wiele razy jedliśmy w miejscach, które wyglądały tak, że u nas SANEPID zamknąłby raz dwa i obłożył kwarantanną. Zawsze czułem się świetnie… Ale to kwestia indywidualna – w Anglii kupujemy wszystko naturalne, free range, organic, przepłacamy za jakość, a mój brzuch i tak często wyraża głośne niezadowolenie burcząc i boląc… Natomiast żona na odwyrdkę – w Kolumbii bardzo wrażliwa a w Anglii bez problemów. Miłej niedzieli, u Was jeszcze trochę jej zostało a u nas – paciorek, spać i do roboty 😦

      Like

  2. Choć coraz więcej ludzi odczuwa niedosyt i niesmak patrząc na dzisiejsze partie i polityków to jednak to zbyt mało aby automatycznie powrócili czy wybrali opcje narodową. Zbyt długo i zbyt wielu próbowało zamazać nasze przywiązanie do ojczyzny, pozbawić nas jej i wychować nas w konsumpcyjnym stylu.Pozbawieni większych wartości nie czujemy kiedy tracimy to najważniejsze – wspólne dobro.Czytaj więcej na : http://www.wsercupolska.org

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s