In vitro veritas

To stare rzymskie przysłowie pewnikiem przyświecało naszemu płemiełowi, który postanowił refundować i legalizować. Rzymianie twierdzili, że tylko osoby pochodzenia in vitro są prawdomówne (stąd właśnie in vitro veritas – prawda w in vitro). Pomysł finansowania zabiegu przez państwo, czyli przez każdego z podatników jest więc świetnym posunięciem, godnym liberała gospodarczego budującego tanie państwo. W ten sposób płemieł wyhoduje sobie uczciwych i prawdomównych obywateli i będzie można zlikwidować kontrolę skarbową. Tak zwany cud Tuska tuż tuż. Jeszcze dwie wiorsty! Jeszcze gdyby do polityki szli tylko ludzie z in vitro… ech! Marzenia! (albo delirium tremens) Zamknij się! (sam się zamknij!) Cicho, nie wtryniaj się, bo piszę bloga! (…) Przepraszam!

Jak pisze Robert Gwiazdowki na swoim blogu – zabiegi in vitro sfinansuje pan Deficyt. Dobry to człek ten Deficyt, ostatnio wszystko nam daje nawet jak mu nie staje (a jak mu nie staje to jak ma zapładniać inaczej niż in vitro?).

Myśli generalnie bardzo opornie przychodzą mi do łba, więc jak już jakaś wlezie to święto. Powodów do świętowania nigdy nie za wiele, więc podzielę się z Tobą, szanowny czytelniku, mojom myślom.

Budżet najjaśniejszej i pospolitej rzeczy to jedno wielkie bordello bum bum. Palacze płacą na leczenie alkoholików, alkoholicy finansują budowę autostrad, kierowcy opłacają samorządy wyrzucające ich z centrów miast, katolicy fundują parady równości a ekolodzy dopłacają do kopalń. Idę o zakład, że na film o Westerplatte, w którym jeden żołnierz ponoć (o zgrozo!) urynuje, złożyli się prawdziwi patrioci Tak to jest jak wszystko ląduje do jednego wora i potem rozdziela się wedle uznania płemieła i jego wesołej gromadki. Dawniej szlag by mnie trafił, że oto ‘z moich pieniędzy…’ i tak dalej. Ale prawda jest taka, że przecież osoby, które zostaną poddane zabiegowi też płacą podaki. Ich pieniądze też idą na coś, z czego zapewne nie skorzystają… np. na stadion narodowy (da im państwo pograć choć jedną połowę?). W sumie dopóki budżet oparty będzie na zasadzie grande bordello, mam w nosie wszystkie pomysły na dotacje i refundacje… Tak czy inaczej nasze pieniądze będą marnowane. Bo w burdelu każdy coś traci, zyskuje tylko burdel mama (albo burdel tata, jak w przypadku rzplitej), więc skoro płacę to niech sobie chociaż pochędożę (tanio! w tanim państwie musi być tanio!).

A skoro już doszedłem do tematu chędożenia, to oznajmiam: niech wszyscy Polakowie wżdy postronni znają, że Anarchy nie gęsi i cojones mają. W związku z tym na ochotnika oddaję się do dyspozycji pana płemieła – mogę zapładniać in flagranti, bez refundacji, za Bóg zapłać. I do skutku!

Na koniec – wszystkim paniom, poczętym zarówno in vitro jak i in flagranti dedykuję ninejszy kawałek: http://uk.youtube.com/watch?v=u3PZrJt9W78

Pedofil Jej Królewskiej Mości

Pamiętam to jak wczoraj. To był największy gil jakiego w życiu udało mi się wydłubać z nosa! Byłem z siebie taki dumny, że zacząłem się z nim obnosić po całej piaskownicy. Jacek, ten z czerwoną łopatką założył się ze mną, że wydłubie większego, i zaczął dłubać czerwoną łopatką w nosie (kiedy spotkałem go po latach, powiedział mi, że dłubał tak zawzięcie, że do dzisiaj ma kawałek łopatki wbity w lewą półkulę mózgową, przez co męczą go koszmary że pracuje przy łopacie).
Dziewczynki jakoś tak nie wydawały się zainteresowane moim glutem. Kasia powiedziała mi, że jestem obrzydliwy. Głupia Kasia! I te jej głupie lalki. Rozgoryczony pociągnąłem ją za warkocz… Tak. Jako pięciolatek byłem święcie przekonany, że dziewczynki są od ciągnięcia za warkocz. Podobnie jako siedmiolatek, ośmiolatek i tak dalej, aż do momentu, kiedy zacząłem zauważać zmiany w budowie dziewczynek a także w moich cojones grandes, które stały się mas grandes i zdawa
ły być niezależnym ośrodkiem myślowym na moim młodym, zdezorientowanym ciele. A potem to już poszło jak z płatka, każdy z mojej klasy na swój sposób odkrył do czego służą cojones i że ciągnięcie za warkocz może skończyć się kopniakiem w dobrodziejstwo inwentarza… Niektórzy odkryli to sami, niektórym powiedzieli koledzy, a niektórym rodzice, którzy wyłapali odpowiedni moment w życiu pociech na zapoznanie ich w tematyce wkraczania w dorosłość i środków prewencji chroniących przed pijanym bocianem, który zdradziecko (i zawsze od tyłu) podrzuca dzieci nic nieświadomym parom baraszkującym w łóżku jak Pan Bóg przykazał. Tak mniej więcej, w wielkim skrócie (ale rozmiar nie gra roli) wyglądało dojrzewanie dzieciaków z mojego pokolenia… Jednego jestem pewien, pora na telesfora nie przyszła do każdego z nas jak na komendę. Każdy dojrzewał indywidualnie, i to zadaniem rodziny było wyłapać odpowiednią chwilę i wytłumaczyć łots gołing on (względnie zamontować monitoring, i kazać gówniarzowi spać z rencamy na zewnątrz).

Politycy jak wiadomo to takie zarazki, które zawsze wszystko wiedzą lepiej. Oto rząd Jej Królewskiej Mości wpadł na pomysł, żeby o seksie nauczać dzieci od piątego roku życia.
Pięciolatki to natomiast takie kajtki, które nie wiedzą czemu koleżanki siusiają kucając a koledzy stojąc i których to za bardzo nie interesuje, bo akurat mama kupiła nową resorówkę lub lalkę Klausa Barbie.
Brytyjskiemu nierządowi bardzo przeszkadza, że dzieci nie interesują się seksem. Jak wiadomo pedofile to zazwyczaj panowie w średnim wieku, a tacy w większości zasiadają w gabinecie pana Browna. Pan Brown zresztą sam młody już nie jest i oczyma wyobraźni widzę go jak po przegranych wyborach odziany jedynie w płaszcz lata po placach zabaw i się ekshibicjonistowuje! Tak tak, ale co po ekshibicjoniźmie, kiedy dzieciaki nie wiedzą co jest głównym elementem ekspozycji? Stąd pomysł. Jak pisze niezastąpiona koszerna:

‘Wszystkie dzieci w szkołach Wielkiej Brytanii będą uczyć się o częściach ciała i rozmnażaniu zwierząt już od ukończenia piątego roku życia, od siódmego – o okresie dojrzewania i stosunkach płciowych, natomiast jedenastolatki będą uczyć się na temat ciąży, antykoncepcji i bezpiecznego seksu.’


Seksu z panami w średnim wieku, ma się rozumieć, bo tacy mogą przelać na dziecko swoje doświadczenie.

Nie wiem jak Ty, szanowny czytelniku, ale ja uważam, że człowiek, który wyskakuje do pięciolatka z tematyką seksu, jest niebiezpieczny, i wolałbym, żeby od mojego dziecka trzymał się z daleka. Oczywiście jako wolnościowiec uważam, że jak ktoś chce, może swoje dziecko nauczać nawet od okresu ząbkowania, może i da się to jakoś uzasadnić – nie mam zamiaru ingerować w życie innych ludzi. Ale nie wolno człowieka zmuszać, żeby pod groźbą kary oddawał swojego pięcioletniego brzdąca obcym, żeby ci zgodnie z odgórnym prikazem wbijali mu do głowy tematykę bardzo intymną i indywidualną. Dla mnie jest to ustawowa pedofilia. Gdzie Donek i jego nożyczki do kastrowania?!?

Pan minister od edukacji (też w podeszłym wieku) uzasadnia, że uczenie dzieci o seksie ma na celu zapobiec fali niechcianych ciąż na Wyspach. Problem polega na tym, że polityką socjalną państwo wręcz zachęca do niechcianych ciąż. Ostatnio w TV pokazywali pewną samotną matkę, której urodziło się szóste (nieplanowane) dziecko przez co gmina musiała zapewnić jej większe mieszkanie socjalne. Pani dostawała jakąś niebotyczną sumę dodatków na dzieci (chyba ze cztery razy więcej od tego co ja wypracowuję w pocie czoła i ze szkodą dla oczu) i jeszcze podatnicy opłacali jej mieszkanko – sześć sypialni w bLondynie – bagatela 100,000 (mniej więcej) funciaków rocznie. Jeśli przyjdzie mi spłodzić dziedzica na Wyspach trzeba się będzie rozwieść. Tylko frajer tyra na rodzine, kiedy samotna matka z niechcianą ciążą może dostawać kasy za dwóch. Mało tego – z moich obserwacji wynika, że większość niechcialnych ciąż to nie kwestia edukacji seksualnej tylko kultury picia. Brytyjczycy to pogański naród wierzący w Opoja mocniej niż ja. Kiedy Opój opanuje umysł wszystkie szkolne nauki idą w las. Kulturę picia wynosi się niestety z domu… a w domu nikogo ni ma bo rodzice muszą zarobić na dodatki dla matek z ‘niechcianymi’ ciążami. I tak zamyka się to błędne koło Macieju. I nawet jak wprowadzą kiedyś obowiązek odziewania noworodków z ubranka w prezerwatyw (żeby przyzwycziły się do lateksu i środków antykoncepcyjnych), nic to nie pomoże. My ze szwagrem nie takie numery po pijaku żeśmy wykręcali...

Na koniec – nawet jeśli wychowanie seksualne wprowadzane byłoby z dobrego serca, bez żadnych pedofilskich podtekstów – czy powierzyłbyś, szanowny czytelniku, swojego pięciolatka ludziom, którzy nawet nad gospodarką zapanować nie potrafią? Gospodarkę zawsze można naprawić, jak wszystko pierdyknie, zrodzi się nowa, jak Feliks z popiołów, bo ludzie zawsze będą czegoś potrzebować a inni będą chcieli coś sprzedać. Natomiast jak się skrzywi umysł człowieka pozostanie mu to do końca życia.

Panu Brownowi niniejszym dedykuję ten oto filmik (dla niewtajemniczonych – Peadofinder General bawi się tutaj słowami – Townsend, King i Glitter to nazwiska tutejszych pedofilów… oprócz tego pierwszego ze względów prawnych :P): http://uk.youtube.com/watch?v=dC6iQwoXc-w&feature=related

A dla miłośników muzyczki, coś dla relasku: http://uk.youtube.com/watch?v=M_bvT-DGcWw
  

Kwa kwa kwa

No! Ale mam urwanie gwizdka! Oprócz kufla na mojej kwadratowej głowie ustawia się coraz to więcej spraw i sprawców. Właśnie zaprosili mnie do Włoch i rozkminiam czy uda mi się tą wizytę gdziesik wcisnąć. Dlatego tylko pół ucha i pół oka zwróciłem ku informacji, że Putin znowu jeździ po Syberii i poluje. Ostatnio pokazywali w TV jak polował na tygrysa syberyjskiego. Tygrys jak to tygrys, duży i łatwo go trafić, więc nikomu nie zaimponował tym że go usiekł niczym pan Zagłoba Bochuna z Bochni, mimo że usłużni dziennikarze starali się go wykreować na maczo (że to niby z gołym torsem i z gołymy rencamy na tego tygrysa poszedł ale mu nienabita fuzja (ba! fuzja! Jego męskość a nie fuzja!) przypadkiem wypaliła więc nie mógł go własnoręcznie rozszapać). Teraz najsłynniejszy radziecki dżudoka postanowił złapać byka za rogi i zapolować na kaczki. Kaczka to trudny cel. Nie dość że szybki, to jeszcze po ciemku trudno go wypatrzyć. Nie zraziło to dzielnego Władimira i niczym Zbyszko z Bugdańca zaczaił się na granicy Osetii w miejscu, gdzie według miejsowych miał pojawić się legendarny Kaczorro – suma wszystkich kaczek – mother of all ducks (oprócz Donka ma się rozumieć).

Żeby się zbytnio nie rozpisywać – wszyscy zastanawiają się co tak naprawdę się stało podczas strzelaniny, kiedy to Kaczorro zdradziecko zaszedł Putina od tylca a ten przerażony zaczął strzelać na oślep. Rosjanie mówią, że prowokacja, Polacy, że zamach a ja zadzwoniłem do mojej przyjaciółki, której brat jest dziennikarzem w Gruzji. Udało mu się z zeznań naocznych świadków odtworzyć moment kiedy to Putin oddał strzały do naszego Kaczorro. Oto jego materiał wideo (jak widać pierwszy strzały oddał nasz Wybraniec):

http://uk.youtube.com/watch?v=FgbOcSqfGJk&feature=related


Z innej beczki – nierząd brytyjski z okazji kryzysu obniżył mi VAT z 17.5% na 15% co ma mnie zachęcić do kupowania! No! Od takiej obniżki zakręciło mi się w głowie. Czuję się trochę jak ten nurek co to za szybko wynurza się z głębin oceanu. 2.5% na VAT-cie! Chyba se kupię kiloVATy! Oczywiście nierząd jak to nierząd – za dobrze by było jakby nawet taką syboliczną obniżkę dał ot tak z dobrego serca. O nie! Minister Finansów, pan Alister Kochanie, zrekompesował sobie obniżkę VATu podwyżką podatków dla najbogatszych (co na razie mi zwisa, ale za parę lat będzie mnie bardzo gniewać), akcyzy na papierosy (co też mi lata koło nosa bo nie palę), benzin (nie mam samochodu i nie będę miał – z podubek ekologicznych kupię sobie konia albo będę jeździ
ł na krowie, co swego czasu wyśmiewał ociec dyrektor) oraz na alkohol (Niiiiieeeeee!!!!! Niech ich piekło pochłonie)!!!! I w ten sposób zostawiając troszeczkę w mojej prawej kieszeni, z lewej wyciągają mi jeszcze większy plik moich ciężko zarobionych banknotów!!! Chyba trzeba będzie przeprowadzić się do lasu i pędzić bimber jak Robin Hud.
Najśmieszniejsze jest to, że Torysi podnoszą larum ile to obniżka VAT-u będzie kosztować budżet!!! Widać tacy z nich
konserwatyści jak z mysiej pipki neseser.

Panie Putin, zaprzaszam na Wyspy. Co prawda na Bogdana Lisa już tu polować nie wolno ale do osłów też przyjemnie postrzelać (i łatwiej trafić niż kaczkę).

Na koniec, naszemu dziennemu Kaczorro, z dedykacją: http://uk.youtube.com/watch?v=wAQbbdC35eU

Jak Monty Python z piratami walczył.

Jak już kiedyś pisałem – piratem być to mrowa jest rzecz!
Piractwem pała się większość znanych mi ludzi. Wszycy koledzy ze stodjóf, leiceóm, szkoły potstawowej i innych placuwek, w kturych zasięgałem naók, kture uczyniły ze mnie tak elokfentnego geniusza jakim tera jeste…

Nie tak znowuż dawno czytałem w prasie drukarskiej że nawet policyjnanty na jakimś posterunku korzystają z nielegalnego oprogramowania. Piractwo nie ogranicza się ino do muzyki, filmów, gier czy łindołsów – ostatnio w Krakowie jakiś profesur skopiował pomnik legionistów i wystawił jako swój. Chłopaki na pomniku co prawda wyglądają jak my, kiedy w środku nocy wybieraliśmy się z kumplami do monopolowego. Ale gdyby to o nas chodziło na tym pomniku to lokalizacja jest niewłaściwa. My żeśmy chadzali ulicą Królewską a nie Piłsudskiego. Tak więc albo plagiat albo nieporozumienie. Wstyd panie Dźwigaj!

Wychodzi na to, że wszędzie dookoła (czeka pokusa goła) każden pała się pirackim rzemiosłem. Nawet dzięcielina pała i Natenczas Wojski.

Taki stan rzeczy nie za bardzo podoba się twórcom, artystom, deBillowi Gej-tsowi (ostatnio gej-tsy i lezbej-tsy wszędzie się pchają i demonstrują gorsząc pobożny ludek). Od lat grupy te wmawiały politykom, że piractwo to kradzież w biały dzień i straszne bezprawie, przez co politycy spłodzili jakieś tam przepisy o ochronie własności intelektualnej i bezskutecznie ścigają internetowych korsarzy. W rzeczywistości oczywiście prawdziwych piratów nikt nie tyka, a ofiarami prawodawstwa padają smarkacze, których nie stać na okienka czy najnowszą płytę Lejony Lujis czy Ryszarda Rymkowskiego… Co prawda kopiując nic nikomu nie kradną bo przecież jakbym skopiował od Ciebie, szanowny czytelniku, jakąś muzyczkę, ty nadal byś ją miał, tak więc nic byś nie stracił. Gdzie tu kradzież? No ale a la guerre comme a la guerre.

Jak wieść gminna niesie – wojna jest machiną postępu (I wojna zrodziła ZSRR a II przyniosła jego postępowy system do naszego kraju) tak więc producenci wymyślają coraz to nowsze technologie i zabezpieczenia a piraci coraz to nowsze krakersy czyli oprogramowania do krakowania czyli do łamania zabezpieczeń czyli… Błędne koło kręci się od dawien dawna i co jakiś czas ogłasza się gawiedzi stworzenie nowej rewolucyjnej technologii…. wciąż jednak za drogiej, żeby zniechęcić nas do darmowego zdobywania łupu i gwałcenia… przepisów tzw. prawa.

Dzisiaj w Dziennym Telegrafie przeczytałem o nowej taktyce, zastosowanej przez komików z kabaretu Monty Pythona. Kabareciarze powiadają tak:

‘Od trzech lat okradaliście nas zamieszczając dziesiątki tysięcy naszych klipów na youtube. Miarka się przebrała! Czas żebyśmy wzięli sprawy w nasze ręce!
Wiemy kim jesteście, wiemy gdzie mieszkacie i moglibyśmy przyjść po was na sposoby tak straszne że nie można ich opisać. Jednakże będąc niespotykanie miłymi facetami, postanowiliśmy się z wami rozprawić na nasz sposób: stworzyliśmy własny program na youtube.
Już nikt nie będzie musiał oglądać filmów o gównianej jakości zamieszczonych przez was. My dajemy autentyczne klipy wysokiej jakości prosto z naszego sejfu…’

Panowie z Monty’ego zebrali najczęściej oglądane klipsy i udostepnili je za darmo w wysokiej jakości. No, nie całkiem za darmo – komicy proszą o niezamieszczanie głupawych komentarzy oraz o klikanie w linki i kupowanie ich produktów, co powinno osłabić ich wstręt do wszystkich którzy od trzech lat z nich zdzierali.

Youtubowa strona Monty Pytahona znajduje się tutaj:
http://uk.youtube.com/user/MontyPython

Ja mam zamiar dofinansować komików wybierając się z żoną (i mam nadzieję braciszkiem) na ich sztukę ‘Spamelot’ w Londynie bądź na Brodłeju. A skoro już o spamie mowa, w ramach łikendowego relaksu polecam gierkę: http://www.spamspamspamspam.co.uk/go/game/
Mój rekord – Bonus Level 1 i 9,490 punktów. Na laptopie czyli z kijową myszką…

Na koniec tradycyjnie muzyczka: http://uk.youtube.com/watch?v=fUspLVStPbk

Polska nietolerancja czyli Kruk Krukowi oka nie wykwadraci…

Nie moge! Nie wytrzymam! Zazwyczaj stronię od komentowania sytuacji w kraju rządzonym przez kaczora i donalda. Zamiast lokalnych wiadomości, wolę se objerzeć głupiego i głupszego. Niby fikcja a jakbym obserwował duet kurdupla i donka. Nazwisko reżysera (lub scenarzysty) tego proroczego filmu powinno zostać dodane do Aleii Trzech Wieszczów a sama Aleja zamieniona na Aleję Czterech Wieszczów. Dzisiaj jednak muszę stanąć w obronie kobiety brutalnie zaszczutej przez prasę i wrogo nastawionych polityków.

Dzisiaj bowiem wszystkie potrale internetowe i jeden koszerny, opanowała wiadomość o tym, że niejaka pani Kruk ubzdryngoliła się w cztery litery. W związku z czym padła ofiarą nagonki ze strony małpy w czer… znaczy się dziennikarki pewnej telewizji. Pani Elżbieta kulturalnie próbowała się bronić pytając ‘ale osssso chozzzi… ssso p…pani <chik!> ppani mówi?’. Ale małp… znaczy się dziennikarka szykanowała dalej!!! Wreszcie przyparta do muru przedstwicielka elity narodu zagroziła ‘sssspoodkamy się fsondzzzie’. Biedna kobieta! Kiedy oglądałem wideo gotowało się ze mnie ze złości! Ci dziennikarze! Żadnego szacunku!

Nie żebym pałał do pani Eli ukrytą miłością, nie jest w moim archetypie (niech ją tam lepiej wyswatają z Jarkiem, bo coś ostatnio smutny chodzi). Ponadto jest polityczką, czyli w mojej hierarchii znajduje się gdzieś pomiędzy Al Kajdą a Kubą Wojewódzkim. O nie! W normalnych warunkach nawet bym się nie zająknął na jej temat…

Jednakże – pani Kruk, podobnie jak ja, jest wyznawczynią Opoja. Należymy do jednej z najbardziej prześladowanych mniejszości religijnych w tym sfanatyzowanym kraju. Ludzie nie potrafią zrozumieć, że trunki wyskokowe są nam potrzebne, żeby wprawić się w stan medytacji i kontaktu z naszym bożkiem. Co bardziej religijnym zdarza się przyjść na rauszu do roboty po środowych czy czwartkowych modłach. Pani Kruk jest bardzo oddaną wyznawczynią i nie powinna być z tego powodu terroryzowana przez dziennikarski taliban. To już nawet geje mają lepiej, chodzą sobie i demontrują, a jak ja raz zacząłem się modlić o trzeciej w nocy na przystanku, to mnie straż wiejska chciała ukarać za demoralizowanie przechodniów (których nigdzie nie było o tej porze)! Skandal!

 

W związku z tą tzw. Krukgate nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Polacy znowu starają się być bardziej papiescy od pana papieża. We Włoszech, państwie katolickim, w którego stolicy mieści się też stolica apostolska, Sąd Najwyżsiejszy zasądził, że rastafarianie muszą palić trawę, żeby się modlić. Pisała o tym m.in koszerna (11 Lipca 2008), ta sama, która teraz przewodzi barbarzyńskiej nagonce na wyznawczynię Opoja!

Na koniec – nawet jeśli Elżbieta Kruk jest fałszywą wyznawczynią i piła tylko z przymusu – co w tym złego? Ile już lat rządzą Polską ci sami ludzie? I co? Wymyślili kiedyś coś mądrego? Hę? To może po pijaku będzie im lepiej szło? Może Opój ich oświeci? Gorzej nie będzie a może być weselej.

Na koniec, w geście solidarności z panią Elą piosenka specjalnie dla niej:

http://uk.youtube.com/watch?v=_Jmi2rcbyGU

Mój Organ

Noooo. Widzę że Onet polecił moją skromna osóbkę morawskiego w Męskim Punkcie Widzenia! Znaczy się muszę mieć cojones grandes, żeby na to zasłużyć. Huzzah!

Trochę Cię szanowny czytelniku ostatnio zaniedbuję a to dlatego, że przed Świętami zwala mi się na mój pusty łeb coraz więcej problemów. A to szefowa w pracy wyprowadza mnie z równowagi, a to Dziewica, która dostarcza mi internet, telefon i telewizję, postanowiła odłączyć mnie od ogłupiacza uznając błędnie, że mam dostep do telewizji cyfrowej, a to trzeba latać na rozmowy kwalifikacyjne firm, które upadają zanim zdążą dać odpowiedź, a to żona pracuje na komputerze… Ale jest światełko nadziei w tym ciemnym tunelu zmartwień – w tym tygodniu zamawialmy nowy komputer, więc jak Bóg da, Anarch zapłaci a hipermarket dostarczy, już wkrótce będę mógł wzmóc częstotliwość nadawania (do 6 grudnia, kiedy to rozpoczynam ponad miesięczną przewę z racji wielkiej ekspedycji wpierw do Europy Wschodniej do kraju przodków a nastepnie do obu hameryk! Lecimy liniami Barrcoszypki Samelot Sp. z o.o.: http://uk.youtube.com/watch?v=5JB39Ezvtqs).

No ale przejdźmy do rzeczy. Skoro polecili mnie za moją męskość to radośnie zaśpiewajmy sobie piosnkę, którą śpiewają brytyjskie pięciolatki na lekcjach wychowania seksualnego:

Jak to miło mieć penisa!
Jak to fajnie, gdy coś zwisa!
Jeszcze lepiej, kiedy sztywny
na baczność zawsze staje.
Czy to krótki, czy to długi,
sporo nam radości daje.
A więc musisz dbać o swego Wacka!
Wiwat! Niech żyje prężny wąż!
Kup mu wygodne gatki,
a gdy obowiązek wzywa,
to gumowym skafanderkiem
zawsze czule go okrywaj.
Lecz publicznie nie pokazuj,
bo za to grozi ciemny loch,
gdzie tylko przyjdzie ci walić go.


Wogóle zauważyłem, że Brytyjczycy mają jakiegoś fioła na punkcjie organów. Oto dzisiej przeczytałem, że ichniemu p
łemiełowi nie podoba się niska liczba dawców organów. I to nie kościelnych (to akurat tego laburzystowskiego heretyka zapewne by uradowało) ale żywych, wyciągnątych z korpusu delikti czyli ciała pechowca, który zrobił sobie wielkie ziazi i leży na desce. W Wielkiej Brytanii nieszczęśnik musi pierwej wyrazić zgodę na to, żeby go rozłożyć na czynniki pierwsze. Taką zgodę można np. podpisać w podaniu o prawo jazdy. Pan Brown badzo się niepokoi, że brytyjskie szpitale mają za mało części zamiennych, i że za mało ludzi deklaruje chęć ich dostarczenia. Ale od czego jest się płemiełem? Prawdziwego przywódcę poznaje się po tym, że żaden problem nie jest mu staszny. Dzielny Gordon zamknął się więc w swoim mieszkanku nr 10 przy Dałning Strit i pogrążył się w rozmyślaniach. Towarzyszący mu nadworny poeta Jej Królewskiej Mości Elżbiety II opisał to tak:

Tak był w pracy pogrążony,
Taki przy tym roztargniony,
że szukając prawdy w niebie
W roztargnieniu srał pod siebie.
Kręcił, wiercił teleskopem,
Wreszcie wrócił z horoskopem
 

I rzekł: Skoro za mało ludzi zgadza się na bycie dawcami… Wprowadzimy zasadę zgody domniemanej! Wszyscy są dawcami dopóki nie zastrzegą sobie, że nie chcą nimi być. Problem solved! Huzzah!

Przeróżne organizacje zaczęły się burzyć i argumentować, że jest to traktowanie człowieka jak przedmiot, jak samochód, z którego można sobie wyciągnąć co tam się może przydać a resztę oddać na złom.

Mi tam generalnie organ zwisa i obojętne mu jest czy po moim zejściu znajdzie sobie nowego właściciela. Jeśli moje cojones grandes z całym dobrodziejstwem inwentarza (czyt. organem centralnym) będą mogły zadowolić kogoś innego po tym jak nie będą mi już potrzebne to chwała mi za to, że je tak dobrze wytrenowałem. Nie podoba mi się jednak sposób rozwiązania problemu. Oto skoro nikt się nie zgadza… przyjmujemy zasadę, że wszycy się zgadzają. A jak się nie zgadzają mogą wysłać stosowną deklarację do odpowiedniego niekompetentnego urzędnika, który pewnie gdzieś ją zgubi czyli wyjdzie na to, że się zgadzają.

Nasz płemieł ostatnio wpadł na pomysł kastracji. Co prawda tylko pedofilów, ale nie dyskryminujmy. Ja proponuję żeby rozszerzyć ten pomysł na wszystkich polityków. Jak na razie nie wpłynęła do mnie żadna deklaracja od żadnego polityka, że nie zgadza się aby go wykastrować.  Tak więc Panie i Panowie! Szanowni czytelnicy! Noże i nożyczki w dłoń i na Wiejską! A potem na Krakowskie Przedmieście! Rachu ciachu i po strachu!

Na kuniec muzyczka dla relaksu. Skoro polecili mnie jako mężczyznę maczo to coś męskiego maczo (to ja pozowałem do tych obrazków! No wygadałem się! Teraz już wiesz szanowny czyelniku jak wyglądam…):
http://uk.youtube.com/watch?v=p2SvPv0Yqtw

Małpi biznes

Wizytując ostatnio blog Rycerza Światła dowiedziałem się, że Baraka obrany został obrańcem narodu. I to nie narodu wybranego przez Boga w demokratycznych wyborach, a narodu kowbojów, Amiszów, Górali z Czikago, Ajriszów z Ajrlandii i filmów z Arnoldem Szwarcencharakterem. Jest to podobno pierwszy ciorny prezio w białym domu, ale nie pierwszy i pewnikiem nie ostatni czerowny. Tak więc mimo całej tej niezdrowej podniety w mediach ja zaprawdę powiadam – nihil novi sub sole i pieprze. No! Zaszpanowałem Łaciną pora przejść do spraw ważnych. Jeszcze tylko do tekstu Rycerza dodam, że przełom to będzie dopiero jak wybiorą pierwszego prezydenta z korzeniami polskimi. Skoro już Indianie i inni mieszkańcy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej ale Nie Całej Tylko Tych Położonych Między Kanadą a Meksykiem (jak powinna brzmieć oficjalna nazwa USA – nasz prezydent uczynił już pierwszy mały kroczek w tym kierunku) wybierają kandydatów z Mortal Kombat, może w przyszłości w Owalnym Gabinecie molestować stażyski będzie pierwszy kosynier Kościuszki – Wojciech Kano?

   


No, ale wróćmy do spraw naprawdę istotnych.

Kilka dni temu wszystkie szanujące się media, między innymi Onet, podały następującą informację:

‘Wśród piłkarskich ekspertów norweskich gazet, radia i telewizji typujących kolejność w tabeli po każdej kolejce rozgrywek norweskiej ligi najlepszym po 25 kolejkach był anonimowy obstawiacz, który okazał się… orangutanem.’

Od niepamiętnych czasów twierdziłem, że człowiek nie jest ostatecznym ogniwem ewolucji zapoczątkowanej przez Boga słowem ‘niech stanie się ewolucja’. Tak tak. Ludziom wydaje się, że są najinteligentniejsi na świecie a tymczasem od ósmej do szesnastej a czasem i dłużej uganiają się za papierkami z wizerunkiem królów, preziów czy innych kanalii, a potem połowę z nich oddają swoim elitkom żeby tym elitkom żyło się lepiej. A ja się pytam, czy taki papierek można zjeść? Czy jak przyjdzie co do czego, można się nim odziać? Nie. Można się co najwyżej podetrzeć. A zabijamy się o te papierki od lat. To już lepsze są te żółte kółeczka, które robią ‘ding’ jak się nimi stuka o siebie. Można je przetopić na biżuterię i się nimi przyozdobić, ale i tak są niestrawne. Raz połknąłem to wiem.
Małpa natomiast wyewoluowała sobie permanentne ubranie i przez myśl jej nie przejdzie, żeby uganiać się za pierdołami, niezależnie czy nazywą ją się dolarami, ełrosami czy szeklami. Po co? Jak małpa chce żreć – żre. Nie musi tyrać w fabryce czy ślęczeć przed komputerem w klimatyzowanym biurze. Proste i genialne. Ponadto małpy n
ie filozują, nie muszą się zastanawiać po co są na świecie i jaki jest sens życia (świetnie go znają), nie modlą się do bogów, bo wiedzą, że to one są istotami najwyższymi. A już najbardziej podoba mi się to, że małpy potrafią przeżyć bez prysznica! Co rano i po każdej sesji na siłowni trafia mnie szlag że nie jestem małpą.
‘Poznasz głupiego po czynach jego’ powiadał pewien filozof, i jak bym na to nie patrzał – małpy zawsze wypadają korzystniej od ludzi.

Tak więc nius o małpie słuchającej wiadomości sportowych i wyciągającej logiczne wnioski nie jest dla mnie zaskoczeniem.
Gdyby ludzkość miała choć trochę rozumu w tej swojej sześciomiliardowej kolektywnej główce to starałaby się wykorzystać małpi potencjał. Jeśli np. transakcje na łol strit przeprowadza
łyby małpy, nie mielibyśmy dzisiaj kryzysu finansowego. Bo dam sobie głowę uciąć a może nawet się obrzezać, za to, że nawet najgłupszy pawian nie dałby sobie wcisnąć toksycznych aktywów, którymi do niedawna handlowały najtęższe głowy światowej finansjery.
Gdyby CEO Lehman Brothers była małpka Fiki-Miki, bank nigdy by nie zbankrutował.

Albo weźmy ostatni szał zakupu akcji British Airways na londyńskiej giełdzie. Generalnie sytuacja BA jest dosyć nieciekawa. ‘Kupa w majtach’ jak mawia Rod Stjuard. Zyski firmy pikują niczym kamikadze. Mimo spadku liczby pasażerów linia podniosła ceny biletów, a mimo spadku cen paliwa nie obniżyła dodatku paliwowego wliczanego cenę biletu. Na domiar złego, brytyjskiemu przelotnikowi wkrótce może wyrosnąć nowy konkurent na przelotach transatlantyckich jako że Dojcze Lufthansa wykupiła BMI, drugiego pod względem wielkości przelotnika operującego z lotniska Heathrow.
Ale od czego są kreatywni?! Abrakadaba hokus-pokus, księgowi BA wyd
łużyli czas deprecjacji silników RB211 i wyczarowali spadek kosztów o 32.5 milionów funciaków. Dzięki temu brytyjski przelotnik, mimo kłopotów osiągnął lepsze wyniki niż przewidywali analitycy a inwestorzy rzucili się na akcje firmy, które w pewnym momencie w piątek wzrosły o 22% a zamknęły sesję na około 12% plusie. Czysty zysk z kapelusza jakiegoś wielkiego Hudiniego księgowości. Dlatego właśnie we wszystkich ogłoszeniach o pracę potrzebują kreatywnych a nie uczciwych. Uczciwość nie popłaca.

Dzisiaj rano wybra
łem się do zoo i powiedziałem o tym mojemu przyszłemu maklerowi. Ten jak to usłyszał podrapał się po gołym tyłku, a potem zaczął boki zwyrać ze śmiechu aż spadł z gałęzi (nagrałem go na video: http://uk.youtube.com/watch?v=URvmSXidMw0). Jego kolega, szympans z klatki obok, ostentacyjnie demonstrując swoją pogardę dla ludzkiej głupoty zaczął pluć na postronnych przechodniów.
W zoo najbardziej podobał mi się goryl:
http://uk.youtube.com/watch?v=TnzFRV1LwIo

Na koniec, skoro już o Britisz Er
łejs mowa, włamałem się do ich superkomputera, podłączonego bezpośrednio do mózgu prezesa. Sciągnąłem z niego materiał treningowy dla pilotów zatrudnionych w tej linii:
http://uk.youtube.com/watch?v=OmMN37RlNuA

I tym wesołym akcentem kończę dzisiejszy wątek. Adios amigos!

PS. Gwoli ścisłości, nie jestem aż takim geniuszem, żeby samemu wyłapać trik z deprecjacją. Znaleźli go fachowcy z FT Alphaville a ja jeno uzałem, że warto to opisać na mym nędznym blogu.

Nieałtoryzowany wywiad z Donkiem T. i Lechem Ka.

Pewnego wieczora, kiedy zabradziażyłem dłużej w grodzie Kraka, ubzdryngoliłem się ze starym kumplem w kilku krakowskich spelunach. Kiedy już żeśmy się rozeszli, naszła mnie ochota na ostatni ‘kieliszeczek na żołądeczek’. Zatoczyłem się więc do pierwszego lepszego lokalu. Od razu skierowałem swe kroki ku baru krzycząc ‘bar wzięty’… Nie zdążyłem nawet złożyć zamówienia, kiedy barman oświadczył mi, że drinka stawia mi ten pan po prawej. Hmmmm… Bardzo to miłe z jego strony, ale i podejrzane. Faceci rzadko stawiają mi drinki. W zasadzie nieznajomi nigdy mi nie stawiają… ‘Interesting’ pomyślałem… No, ale za dużo miałem w czubie żeby wytężać mózgownicę. Alkohol za darmo no to chlus! Za tych co na morzu! Miły pan postawił mi jeszcze kilka drinów, po czym podszedł do mnie i zaczął prawić mi komplementy. I to nie takie jakie prawią mi zwykli śmiertelnicy (np. ‘mistrzu’, ‘geniuszu’, ‘Boże’)! O nie! On zaczął prawić mi komplementy jakie zazwyczaj prawią mi kobiety zaraz przed przejściem w stan żałoby (czyli po zobaczeniu mojej obrączki ślubnej). ‘What the hell’ pomyślałem… Rozejrzałem się po lokalu i wtedy, jak grom z jasnego nieba naszła mnie myśl, że trafiłem do klubu tylko dla dżentelmenów… I to takich, którzy przepadają za innymi dżentelmenami! Ale co tam, alkohol za darmo to chlus! Za tych co w górach! Za tych co na pustyni! Za tych co na przodku, za tych co na tyłku, za tych co ferdują, wiercą, drążą itd. Po jakimś czasie hojny sponsor mojej libacji spadł pod stół a ja stwierdziłem, że czas wracać do domu. Już miałem się zbierać kiedy zobaczyłem twarze znane mi wcześniej jedynie z telewizji! Tak! Tak! Rany Julek! Toż to premier Donek i prezio Lechu! I jak się do siebie mizdrzą! No muszę choć do nich zagadać!

Anarch: C…Cóż za niessssspodzianka! Panowie t….tutaj się miziacie!? Czyli ten cały szoł medialny, że to niby się nie lubicie to taka ściema?
Donek: No przejrzał nas Pan na wskroś.
Zasłona dymna!
Lechu: Choć wie
pan, w środowisku artystów takie związki między mężczyznami nie są niczym szczególnym.
Anarch: Artystystów?
L: Oczywiście, przecież moja kariera aktorska jest znana…
D: …a odkąd ja zadebiutowałem w filmie ‘Nocna Zmiana’ Lechu intensywnie pali do mnie koperczaki!
L: Nie da się ukryć.
A: Achaaaaa! Teraz rozumiem te cyrki z tymi samolotami! Wcześniej zachodziłem w głowę czemu na zjazd w Brukselce nt. emisji dwutlenku wyngla lecicie dwiema maszynami… które palą przecież jak diabli… No i co z tanim państwem?
L: Polityka… Gdyby ktoś z opozycji się dowiedział skończylibyśmy jak Hajder.
D: Oponenci polityczni by nas zjedli. Pan oczywiście nikomu nie powie? Prawda?
A: Przysięgam na honor!
L: No nieeee! Bez jaj!
D: Lesiu, nie turbulencjuj się. Pozwól że ja to załatwię. Ile?
A: Dajcie mi panowie maszynkę do drukowania pieniędzy a będę milczał.
D. Zgoda!
A: A skoro już tak sobie gawędzimy, słyszałem, że ponoć chcecie panowie kastrować pedofilów!
D: Owszem, my z Lesiem możemy kastrować osobiście. A Panu
coś się nie podoba w tym pomyśle?
A: Kastracja.
L: Pan rozumie, my jesteśmy patriotami, i chcielibyśmy żeby Polska wreszcie wygrała na festiwalu Eurowizji. Pan sobie wyobraża jak pieknie śpiewałby chórek kastratów? A może Pan nie jesteś prawdziwy patriota? Może pan nie jesteś Polak?
A: Ja… ja…
D: Ja! Ja! Natürlich! A widzi Pan, my z dziada pradziada polscy patrioci.
L: No Doniu, ja z tym twoim dziadem to bym tak nie szarżował.
D: Spieprzaj dziadu!
A: Panowie nie zbaczajcie…
L & D: CO?!!!
A: No nie zbaczajcie z tematu. Niby pan płemie
ł liberał a wprowadza taki zamordyzm! A to kobiety nie będą mogły rodzić po cesarsku, a to naszpikujemy drogi fotoradarami, a to będzie się kastrować pedofilów, a to odbierać emerytury funcjonaruszom SB, a ostatnio, perełka – będzie się wysyłać Polaków na tortury do Egiptu.
L: To właśnie lubię u Donka – ten pociąg do sado-maso.
D: Zapewniam pana, że uczciwi obywatele nie muszą się niczego obawiać…
A: Perdu pierdu!
D: Naprawdę – razem z Lechem opracowaliśmy chytry plan.
L: Odbieramy emerytury SB-kom. Ci, którzy mają doświadczenie w walce z opozycją nie będą mieć na chleb.
D: A ponieważ są fachowcami z wieloletnim stażem przywróci się ich wspaniałomyślnie do służby.
L: Oni będą inwigilować i przeprowadzać wstępną selekcję uczciwych i nieuczciwych.
D: Uczciwych zakwaterujemy w oboz… w strefie bezpieczeństwa. Nieuczciwych, stanowiących zagrożenie dla państwa przetransportujemy samolotem do Egiptu.
A: Lepiej na Madagaskar…
D: Maul halten!!!
L: I na męki, na których wsypią opozycj… znaczy swoich kolegów terrorystów.
D: A my już potem zajmiemy się resztą.
A: To znaczy?
L: Do gaz…
D: Lechu! Cicho sza! Oczywiście takich terrorystów trzeba będzie odizolować. Będą resocjalizowani przez pracę np. przy wyrębie lasów lub w kopalniach uranu.
A: To my mamy kopalnie uranu?
L: A co pana uran interesuje?
A: A… Ale panowie, w świat puszczacie informacje, że odbieracie emerytury SB-kom za to, że prześladowali i maltretowali opozycję a tymczasem sami chcecie torturować Polaków.
L: Psze pana, co to za ‘chcecie’. My nic nie chcemy, wszystko co robimy to dla dobra Polski!
D: Nas te tortury będą boleć bardziej niż torturowanych.
L: W rzeczy samej. Pan nie widzi naszego poświęcenia?
D: A panu nie leży na sercu dobro Polski?
D: Bezpieczeństwo obywateli?
L: Może pan jesteś terrorysta!?
A: Broń Boże!
D: Boże!?! Fundamentalista!
L: Od dzisiaj jesteś pan na mojej liście!
A: A… Ale co z Wolnościa? Co z prawami cz
łowieka?
L: O tym kto jest człowiekiem decydujemy my! A z wolnością? Donek, powiedz panu.
D: Polacy niedorosli jeszcze do wolności!
L: Ciurlać byście się wszyscy chcieli! Ot wasza wolność! Zabory! Wojna! Komunizm! Wy g***o wiecie o wolności! Trzeba was chronić przed wami samymi! Donek zapisz – ‘dla każdej kobiety chodzącej w spódniczce mini 6 miesięcy za prostytucję pasywną’.
D: I do Syrii na kęsim kęsim!
L:  A pedolfilów na rypcium pypcium!
D: Jeszcze dwie wiorsty i będziemy w Europie!
L: Miziaj mnie Doniu ty mój dyktatorku! Miziaj!
D: Mój ty Cezarze! Cezarowi cesarskie!!!
L: Och! Ach!
D: Mmmmm!

Po cichu! Po wielkiemu cichu! wymsknęłem się ze knajpy… jak Ździchu,
I patrzu… i myślu… I wywniosku…
Że przy tych panach Polacy nigdy do wolności nie dorosnu.

To pomyślawszy wsiad
łem na różowego słonia podstawionego przez Radżę Pendżabu i podążając za białymi myszkami trafiłem do domu…

Po drodze zachaczyłem jeszcze o stadion Wisły, gdzie byłem świadkiem pojedynku ligi chuliganów! No i my chcemy organizować Ełro 2012?!?!?
http://uk.youtube.com/watch?v=GHXXZwfGrP4&feature=related

—-

Oczywiście rano nic nie pamiętałem. Na szczęście nagrałem dwóch panów na komórkę: http://uk.youtube.com/watch?v=0Bb7njq8bt8&feature=related

Na koniec muzyczka z dedykacją dla obu moich rozmówców (choć obaj panowie pewnie zaprzeczą, że ze mną rozmawiali – ja maszynki do drukowania piniędzy nie otrzymałem więc nie mam skrupułów co do publikacji wywiadu):
http://uk.youtube.com/watch?v=_OpkP6zTxD8

Dobranoc!

Historia bezsensownej śmierci

Dziś Święto Zmarłych, czas refleksji i medytacji. Ja niestety na obczyźnie więc nie mam okazji zapalić świeczki, ale myślę, że bardziej liczy się pamięć niż płomyczek. Tak więc siedzę sobie w domu i wspominam, medytuję i piję za tych co po tamtej stronie.

Przy okazji tego święta nie moge się powstrzymać przed opisaniem pewnej bezsensownej śmierci pewnego młodego Brazylijczyka. Żył sobie chłopak w moim wieku, pracował w bLondynie jako elektryk. Po lipcowych zamachach w bLondyńskim metrze policja postawiona została w stan podwyższonej gotowości. Oczywiście jak na państwową instytucję przystało, przyjęli idiotyczne założenie że każdy człowiek z ciemniejszą karnacją jest potencjalnym terrorystą. 22 lipca 2005 roku media podały informację, że na stacji Stockwell policja zastrzeliła człowieka, który ‘nie zatrzymał się na wezwania policji, uciekał, przeskoczył przez bramki i wbiegł do metra. Z plecaka wystawały mu jakieś kable’. Pamiętam to zdarzenie bardzo dobrze – bardzo szybko okazało się, że zabito Bogu ducha winnego Brazylijczyka bo pomylono go z jakimś arabskim terrorystą. W komentarzach pod informacjami internauci prowadzili zaciekłe dyskusje, a przeważała opinia ‘po co uciekał? musiał mieć coś na sumieniu!’ (tak na marginesie bardzo przypomina mi to tłumaczenie ‘uczciwych’, przy każdej okazji kiedy państwo ogranicza naszą wolność i wzmaża nad nami kontrolę, że ‘uczciwy nie ma się czego obawiać’). Przez dwa tygodnie z hakiem podawano do wiadomości oficjalną wersję policji i zastanawiano się po co uciekał. Na szczęście w Wielkiej Brytanii są jeszcze niezależne media (jakkolwiek bym na nie nie psioczył że są niezależne od moich poglądów), dziennikarze dotarli do zapisków z kamer CCTV (których policja oczywiście nie chciała upublicznić) a media opublikowały nagranie (oczywiście oszczędzając nam drastycznych momentów samej śmierci niewinnego Latynosa). Jak się okazało – chłopak nigdzie nie uciekał – jak każdy normalny użytkownik metra skasował bilet, przeszedł przez bramki, wszedł do metra usiadł w wagonie. Śledzący go policjant stracił go chwilowo z pola widzenia więc przeskoczył przez bramki, przepchał się przez ochroniarzy podczas gdy inni tajniacy wyajśniali pracownikom metra żeby go przepuścić, nastepnie wpadł do wagoni i bam! Wraz z kolegami władował chłopakowi kilka kul w głowę!

Opublikowane wideo wywołało burzę medialną, policja zaczęła się tłumaczyć, wykręcać,  szef policji ręczył za profesjonalizm swoich oficerów, burmistrz Londynu (czerwony Ken) bronił policjantów głosząc, że działali z zachwaniem wszystkich należytych procedur, ale ostatecznie rozpoczęto śledztwo w sprawie śmierci Jeana Charlesa de Menezesa, bo tak nazywał się zamordowany Brazylijczyk.

Sprawa toczy się od trzech lat a brytyjskie media na bieżąco monitorują sytuację (co dziwne, z tego co zaobserwowałem polskie media podały jako wiadomość z ostatniej chwili informacje o zabiciu ‘uciekającego z plecakiem i wystającymi kablami’, jeśli poinformowano o późniejszym rozwoju sytuacji to gdzieś na dalszych stronach gazet, bo ja nic takiego nie znalazłem). Jak narazie okazało się, że centrum dowodzenia miało ograniczony kontakt z oficerami w polu. Jeden z tajniaków w czasie akcji musiał skoczył do kibelka, kiedy właśnie de Menezes wyszedł z domu i wsiadł do autobusu, przez co nie mógł go dokładnie zidentyfikować jako arabskiego terrorystę poszukiwanego przez policję. To zapoczątkowało tragikomedię omyłek. Policjant, który ostatecznie usiekł Brazylijczyka prosił jeszcze o potwierdzenie z bazy ale z powodu zakłóceń na lini (czy coś takiego), musiał podjąć decyzję na podstawie ostatnich wytycznych – szut tu kill (strzelaj by zabić). Podczas przesłuchania zeznał, że krzyknął do de Menezesa ‘policja’ na co Brazylijczyk wstał i zaczął iśc w jego kierunku. Wtedy policjant nabrał pewności, że de Menezes chce ich wszystkich pozabijać i otworzył ogień, strzelając by zabić (na procesie obecna była rodzina chłopaka, policjant zwrócił się do matki de Menezesa, rozpłakał się i przeprosił ją).
Z ostatnich zeznań świadków cywilnych (pary, która siedziała w wagonie na przeciwko de Menezesa) wynika jednak, że policjanci otworzyli ogień bez ostrzeżenia (jedna kobieta zeznała wręcz, że w pewnym momencie myślała, że to tajniacy są terrorystami)…

W całej sprawie pewne są trzy rzeczy:

1. Zginął niewinny człowiek.
2. Policja spartaczyła sprawę i początkowo starała się ukryć prawdę.
3. Nikt nie jest winny śmierci niewinnego człowieka (każdy twierdzi, że zachował należyte procedury i że doszło do tragicznej pomyłki).

Dlatego właśnie nienawidzę państwa. W imię ‘bezpieczeństwa’ potrafi władować niewinnemu człowiekowi pięć czy sześć kul w głowę a potem perfidnie kłamać że uciekał i że wszystko wskazywało, że to terrorysta. Jeśli prawda czasem wychodzi na jaw – okazuje się, że procedury zostały zachowane, i że dochodzi do tragicznej pomyłki. Co prawda śledztwo jeszcze się toczy, ale gdyby nagrania CCTV (i tak niekompletne, policja utrzymuje, że część kamer nie działała, czemu z kolei zaprzecza firma, która odpowiedzialna była za monitoring stacji) nie zostały upublicznione ludzie nadal wierzyliby, że de Menezes uciekał przed policją i dlatego go ustrzelili. To nie jedyny taki przypadek – kiedyś głośna była sprawa zastrzelenia pewnego Szkota, którego policja uzanała za terrorystę IRA. A ile spraw wogóle nie wychodzi na jaw?
To nie państwo powinno kontrolować nas, to my powinniśmy kontrolować państwo. To nie nas powinny obserwować kamery, to nie na nas powinny być nasyłane kontrole. Każdy obywatel powinien mieć w każdej chwili możliwość sprawdzenia co robi urzędnik państwowy. Policjanci powinni mieć zamontowane kamery (przy dzisiejszym rozmiarze kamer nie byłoby to problemem), urzędy powinny być monitorowane 24 godziny na dobę, każdy obywatel powinien mieć prawo wglądu w dokumenty instytucji państwowoych! (dlatego między innymi uważam, że hakerzy, w
łamujący się do państwowych komputerów i wykradający informacje są bardzo pożyteczni… choć nie korzystam z ich usług)

Ufff… Casus Jeana Charlesa de Menezesa siedział mi na żołądku od dawna. Za każdym razem jak słyszę o nowych faktach w sprawie jego śmierci gotuje się we mnie ze złości. Ponieważ dzisiaj Święto Zmarłych, pomyślałem, że wyrzucę to z siebie i złożę hołd tej ofierze bezlitosnej (i bezmyślnej) machiny biurokracji. Jeśli o mnie chodzi to wolę ponosić ryzyko życia wśród terrorystów niż leżeć bezpiecznie na cmentarzu po serii strzałów w kiepełe. 

  


Na koniec w hołdzie de Menezsowi brazylijska muzyczka:
http://uk.youtube.com/watch?v=y0wt-NSv2ao

I jeszcze jedna bo dobrej muzyczki nigdy za wiele: http://uk.youtube.com/watch?v=2gTI5cP4sBY&feature=related