Historia bezsensownej śmierci

Dziś Święto Zmarłych, czas refleksji i medytacji. Ja niestety na obczyźnie więc nie mam okazji zapalić świeczki, ale myślę, że bardziej liczy się pamięć niż płomyczek. Tak więc siedzę sobie w domu i wspominam, medytuję i piję za tych co po tamtej stronie.

Przy okazji tego święta nie moge się powstrzymać przed opisaniem pewnej bezsensownej śmierci pewnego młodego Brazylijczyka. Żył sobie chłopak w moim wieku, pracował w bLondynie jako elektryk. Po lipcowych zamachach w bLondyńskim metrze policja postawiona została w stan podwyższonej gotowości. Oczywiście jak na państwową instytucję przystało, przyjęli idiotyczne założenie że każdy człowiek z ciemniejszą karnacją jest potencjalnym terrorystą. 22 lipca 2005 roku media podały informację, że na stacji Stockwell policja zastrzeliła człowieka, który ‘nie zatrzymał się na wezwania policji, uciekał, przeskoczył przez bramki i wbiegł do metra. Z plecaka wystawały mu jakieś kable’. Pamiętam to zdarzenie bardzo dobrze – bardzo szybko okazało się, że zabito Bogu ducha winnego Brazylijczyka bo pomylono go z jakimś arabskim terrorystą. W komentarzach pod informacjami internauci prowadzili zaciekłe dyskusje, a przeważała opinia ‘po co uciekał? musiał mieć coś na sumieniu!’ (tak na marginesie bardzo przypomina mi to tłumaczenie ‘uczciwych’, przy każdej okazji kiedy państwo ogranicza naszą wolność i wzmaża nad nami kontrolę, że ‘uczciwy nie ma się czego obawiać’). Przez dwa tygodnie z hakiem podawano do wiadomości oficjalną wersję policji i zastanawiano się po co uciekał. Na szczęście w Wielkiej Brytanii są jeszcze niezależne media (jakkolwiek bym na nie nie psioczył że są niezależne od moich poglądów), dziennikarze dotarli do zapisków z kamer CCTV (których policja oczywiście nie chciała upublicznić) a media opublikowały nagranie (oczywiście oszczędzając nam drastycznych momentów samej śmierci niewinnego Latynosa). Jak się okazało – chłopak nigdzie nie uciekał – jak każdy normalny użytkownik metra skasował bilet, przeszedł przez bramki, wszedł do metra usiadł w wagonie. Śledzący go policjant stracił go chwilowo z pola widzenia więc przeskoczył przez bramki, przepchał się przez ochroniarzy podczas gdy inni tajniacy wyajśniali pracownikom metra żeby go przepuścić, nastepnie wpadł do wagoni i bam! Wraz z kolegami władował chłopakowi kilka kul w głowę!

Opublikowane wideo wywołało burzę medialną, policja zaczęła się tłumaczyć, wykręcać,  szef policji ręczył za profesjonalizm swoich oficerów, burmistrz Londynu (czerwony Ken) bronił policjantów głosząc, że działali z zachwaniem wszystkich należytych procedur, ale ostatecznie rozpoczęto śledztwo w sprawie śmierci Jeana Charlesa de Menezesa, bo tak nazywał się zamordowany Brazylijczyk.

Sprawa toczy się od trzech lat a brytyjskie media na bieżąco monitorują sytuację (co dziwne, z tego co zaobserwowałem polskie media podały jako wiadomość z ostatniej chwili informacje o zabiciu ‘uciekającego z plecakiem i wystającymi kablami’, jeśli poinformowano o późniejszym rozwoju sytuacji to gdzieś na dalszych stronach gazet, bo ja nic takiego nie znalazłem). Jak narazie okazało się, że centrum dowodzenia miało ograniczony kontakt z oficerami w polu. Jeden z tajniaków w czasie akcji musiał skoczył do kibelka, kiedy właśnie de Menezes wyszedł z domu i wsiadł do autobusu, przez co nie mógł go dokładnie zidentyfikować jako arabskiego terrorystę poszukiwanego przez policję. To zapoczątkowało tragikomedię omyłek. Policjant, który ostatecznie usiekł Brazylijczyka prosił jeszcze o potwierdzenie z bazy ale z powodu zakłóceń na lini (czy coś takiego), musiał podjąć decyzję na podstawie ostatnich wytycznych – szut tu kill (strzelaj by zabić). Podczas przesłuchania zeznał, że krzyknął do de Menezesa ‘policja’ na co Brazylijczyk wstał i zaczął iśc w jego kierunku. Wtedy policjant nabrał pewności, że de Menezes chce ich wszystkich pozabijać i otworzył ogień, strzelając by zabić (na procesie obecna była rodzina chłopaka, policjant zwrócił się do matki de Menezesa, rozpłakał się i przeprosił ją).
Z ostatnich zeznań świadków cywilnych (pary, która siedziała w wagonie na przeciwko de Menezesa) wynika jednak, że policjanci otworzyli ogień bez ostrzeżenia (jedna kobieta zeznała wręcz, że w pewnym momencie myślała, że to tajniacy są terrorystami)…

W całej sprawie pewne są trzy rzeczy:

1. Zginął niewinny człowiek.
2. Policja spartaczyła sprawę i początkowo starała się ukryć prawdę.
3. Nikt nie jest winny śmierci niewinnego człowieka (każdy twierdzi, że zachował należyte procedury i że doszło do tragicznej pomyłki).

Dlatego właśnie nienawidzę państwa. W imię ‘bezpieczeństwa’ potrafi władować niewinnemu człowiekowi pięć czy sześć kul w głowę a potem perfidnie kłamać że uciekał i że wszystko wskazywało, że to terrorysta. Jeśli prawda czasem wychodzi na jaw – okazuje się, że procedury zostały zachowane, i że dochodzi do tragicznej pomyłki. Co prawda śledztwo jeszcze się toczy, ale gdyby nagrania CCTV (i tak niekompletne, policja utrzymuje, że część kamer nie działała, czemu z kolei zaprzecza firma, która odpowiedzialna była za monitoring stacji) nie zostały upublicznione ludzie nadal wierzyliby, że de Menezes uciekał przed policją i dlatego go ustrzelili. To nie jedyny taki przypadek – kiedyś głośna była sprawa zastrzelenia pewnego Szkota, którego policja uzanała za terrorystę IRA. A ile spraw wogóle nie wychodzi na jaw?
To nie państwo powinno kontrolować nas, to my powinniśmy kontrolować państwo. To nie nas powinny obserwować kamery, to nie na nas powinny być nasyłane kontrole. Każdy obywatel powinien mieć w każdej chwili możliwość sprawdzenia co robi urzędnik państwowy. Policjanci powinni mieć zamontowane kamery (przy dzisiejszym rozmiarze kamer nie byłoby to problemem), urzędy powinny być monitorowane 24 godziny na dobę, każdy obywatel powinien mieć prawo wglądu w dokumenty instytucji państwowoych! (dlatego między innymi uważam, że hakerzy, w
łamujący się do państwowych komputerów i wykradający informacje są bardzo pożyteczni… choć nie korzystam z ich usług)

Ufff… Casus Jeana Charlesa de Menezesa siedział mi na żołądku od dawna. Za każdym razem jak słyszę o nowych faktach w sprawie jego śmierci gotuje się we mnie ze złości. Ponieważ dzisiaj Święto Zmarłych, pomyślałem, że wyrzucę to z siebie i złożę hołd tej ofierze bezlitosnej (i bezmyślnej) machiny biurokracji. Jeśli o mnie chodzi to wolę ponosić ryzyko życia wśród terrorystów niż leżeć bezpiecznie na cmentarzu po serii strzałów w kiepełe. 

  


Na koniec w hołdzie de Menezsowi brazylijska muzyczka:
http://uk.youtube.com/watch?v=y0wt-NSv2ao

I jeszcze jedna bo dobrej muzyczki nigdy za wiele: http://uk.youtube.com/watch?v=2gTI5cP4sBY&feature=related

Advertisements

4 thoughts on “Historia bezsensownej śmierci

  1. Trochę pisali na temat w Polsce. Rzeczywiście oburzająca sprawa. Aleu nas zdarza się że policja goni w mieście jakiegoś podejrzanego, powodując wypadek, w którym giną niewinne osoby winnym samochodzie. A w innym wypadku wcale nie chodziło o terroryzm, ale chyba narkotyki i tez pomylili samochody i strzelali do niewinnych chłopaków, jednego zabili na miejscu, a drugi kaleka. W aresztach, gdzie miesiącami,a nawet latami siedzą podejrzani, nikt sie nie przejmuje, gdy ktoś się zaŋłodzi i umrze.No,jednak nie wyciągałabym zaraz wniosków, że powinniśmy wrócic do czasów, gdy na drogach grasowali zbójcy.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s