Mój Organ

Noooo. Widzę że Onet polecił moją skromna osóbkę morawskiego w Męskim Punkcie Widzenia! Znaczy się muszę mieć cojones grandes, żeby na to zasłużyć. Huzzah!

Trochę Cię szanowny czytelniku ostatnio zaniedbuję a to dlatego, że przed Świętami zwala mi się na mój pusty łeb coraz więcej problemów. A to szefowa w pracy wyprowadza mnie z równowagi, a to Dziewica, która dostarcza mi internet, telefon i telewizję, postanowiła odłączyć mnie od ogłupiacza uznając błędnie, że mam dostep do telewizji cyfrowej, a to trzeba latać na rozmowy kwalifikacyjne firm, które upadają zanim zdążą dać odpowiedź, a to żona pracuje na komputerze… Ale jest światełko nadziei w tym ciemnym tunelu zmartwień – w tym tygodniu zamawialmy nowy komputer, więc jak Bóg da, Anarch zapłaci a hipermarket dostarczy, już wkrótce będę mógł wzmóc częstotliwość nadawania (do 6 grudnia, kiedy to rozpoczynam ponad miesięczną przewę z racji wielkiej ekspedycji wpierw do Europy Wschodniej do kraju przodków a nastepnie do obu hameryk! Lecimy liniami Barrcoszypki Samelot Sp. z o.o.: http://uk.youtube.com/watch?v=5JB39Ezvtqs).

No ale przejdźmy do rzeczy. Skoro polecili mnie za moją męskość to radośnie zaśpiewajmy sobie piosnkę, którą śpiewają brytyjskie pięciolatki na lekcjach wychowania seksualnego:

Jak to miło mieć penisa!
Jak to fajnie, gdy coś zwisa!
Jeszcze lepiej, kiedy sztywny
na baczność zawsze staje.
Czy to krótki, czy to długi,
sporo nam radości daje.
A więc musisz dbać o swego Wacka!
Wiwat! Niech żyje prężny wąż!
Kup mu wygodne gatki,
a gdy obowiązek wzywa,
to gumowym skafanderkiem
zawsze czule go okrywaj.
Lecz publicznie nie pokazuj,
bo za to grozi ciemny loch,
gdzie tylko przyjdzie ci walić go.


Wogóle zauważyłem, że Brytyjczycy mają jakiegoś fioła na punkcjie organów. Oto dzisiej przeczytałem, że ichniemu p
łemiełowi nie podoba się niska liczba dawców organów. I to nie kościelnych (to akurat tego laburzystowskiego heretyka zapewne by uradowało) ale żywych, wyciągnątych z korpusu delikti czyli ciała pechowca, który zrobił sobie wielkie ziazi i leży na desce. W Wielkiej Brytanii nieszczęśnik musi pierwej wyrazić zgodę na to, żeby go rozłożyć na czynniki pierwsze. Taką zgodę można np. podpisać w podaniu o prawo jazdy. Pan Brown badzo się niepokoi, że brytyjskie szpitale mają za mało części zamiennych, i że za mało ludzi deklaruje chęć ich dostarczenia. Ale od czego jest się płemiełem? Prawdziwego przywódcę poznaje się po tym, że żaden problem nie jest mu staszny. Dzielny Gordon zamknął się więc w swoim mieszkanku nr 10 przy Dałning Strit i pogrążył się w rozmyślaniach. Towarzyszący mu nadworny poeta Jej Królewskiej Mości Elżbiety II opisał to tak:

Tak był w pracy pogrążony,
Taki przy tym roztargniony,
że szukając prawdy w niebie
W roztargnieniu srał pod siebie.
Kręcił, wiercił teleskopem,
Wreszcie wrócił z horoskopem
 

I rzekł: Skoro za mało ludzi zgadza się na bycie dawcami… Wprowadzimy zasadę zgody domniemanej! Wszyscy są dawcami dopóki nie zastrzegą sobie, że nie chcą nimi być. Problem solved! Huzzah!

Przeróżne organizacje zaczęły się burzyć i argumentować, że jest to traktowanie człowieka jak przedmiot, jak samochód, z którego można sobie wyciągnąć co tam się może przydać a resztę oddać na złom.

Mi tam generalnie organ zwisa i obojętne mu jest czy po moim zejściu znajdzie sobie nowego właściciela. Jeśli moje cojones grandes z całym dobrodziejstwem inwentarza (czyt. organem centralnym) będą mogły zadowolić kogoś innego po tym jak nie będą mi już potrzebne to chwała mi za to, że je tak dobrze wytrenowałem. Nie podoba mi się jednak sposób rozwiązania problemu. Oto skoro nikt się nie zgadza… przyjmujemy zasadę, że wszycy się zgadzają. A jak się nie zgadzają mogą wysłać stosowną deklarację do odpowiedniego niekompetentnego urzędnika, który pewnie gdzieś ją zgubi czyli wyjdzie na to, że się zgadzają.

Nasz płemieł ostatnio wpadł na pomysł kastracji. Co prawda tylko pedofilów, ale nie dyskryminujmy. Ja proponuję żeby rozszerzyć ten pomysł na wszystkich polityków. Jak na razie nie wpłynęła do mnie żadna deklaracja od żadnego polityka, że nie zgadza się aby go wykastrować.  Tak więc Panie i Panowie! Szanowni czytelnicy! Noże i nożyczki w dłoń i na Wiejską! A potem na Krakowskie Przedmieście! Rachu ciachu i po strachu!

Na kuniec muzyczka dla relaksu. Skoro polecili mnie jako mężczyznę maczo to coś męskiego maczo (to ja pozowałem do tych obrazków! No wygadałem się! Teraz już wiesz szanowny czyelniku jak wyglądam…):
http://uk.youtube.com/watch?v=p2SvPv0Yqtw

Advertisements

2 thoughts on “Mój Organ

  1. Brytyjczycy przyjmują zasadę domniemanej chęci oddania organów? Fajnie! Kiedy przyjmą taką, która pozwoli na szybsze pobranie, niż zejście aktualnego nosiciela, nie wspomina się? Z tego, co mówisz, to zdaje się, że Twoje cojones grandes nawet na dwóch potrzebujących by starczyły: po kuleczce i połowie rurki… Tylko ciąć wzdłuż, czy w poprzek?

    Like

    1. Kiedys ogladalem jakis film dokumentalny o sensie zycia, w ktorym dwoch gosci przyszlo podbac organy od faceta. Facet cos tam tlumaczyl, ze co prawda zgodzil sie byc dawca ale dopiero po smierci. Oni na to ze nikt jeszcze nie przezyl pobrania organow i przeszli do dziela. A co do moich cojones, mozna by je cudownie sklonowac i obdarowac wszystkich potrzebujacych.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s