Fajny film wczoraj widziałem…

Siedziałem oszołomiony. Film skończył się parę sekund temu a ja nie wstaję, kurtki nie ubieram. Siedzę i gapię się na napisy. Wpatruję się w listę nazwisk, które nic mi nie mówią, przeplataną z tłumem Hindusów tańczących na peronie dworca w Bombajo-Mumbaju i nic… Szok.

Co się przed momentem stało? Po raz pierwszy od długiego czasu oglądnąłem w kinie film, który bardzo mi się podobał. Ostatnio rzadko się to zdarzało. Jeden film głupszy od drugiego… Nawet tytułów nie pomnę, a zawsze miałem pamięć do filmów. Nie miałem ostatnio szczęścia. Dlatego na Slumdog Millionaire poszedłem z pewną taką nieśmiałościa. Poczekałem do wtorku, kiedy w miasteczku nieopodal mają w kinie tzw. cheap tuesday czyli tani wtorek. Na wypadek gdyby film okazał się totalną kichą, namówiłem kumpla z pracy żeby poszedł ze mną. Zawsze można się po filmie ubzdryngolić i razem ponarzekać. Na szczęście tym razem los się do mnie uśmiechnął ukazując mi białe zęby hinduskich aktorów.

Siedziałem więc jak wryty. Czemu ten film tak mi się podobał? Nie było golizny, seksu, motywu zemsty, juha się jakoś nie lała strumieniami, nawet kurna nie przeklinali (a jeśli już to po hindusku co na to samo wychodzi). Żeby chociaż na chwilę pojawili się piraci! Piraci zawsze są gwarantem dobrej zabawy, bo piratem być to morowa jest rzecz. Jeśli nawet w najgorszym filmie choć na pięć minut pojawią się zabijaki pływające pod banderą wesołego Rogera (arrrr! arrrr!), jest pewne jak w banku, że film będzie mi się podobał.

No dobra, bo ja się tu rozpisuję o pierdołach a ty, szanowny czytelniku, po tylu słowach nadal nie wiesz o czym jest film. Film jest o magii kobiet. Konkretnie o tym jak kobieta potrafi mężczyźnie zakręcić w głowie. Główny bohater (Jamal) wraz z bratem i matką mieszkają sobie w slumsach Bombaju (konkretnie w Dharavi). Jak wszystkie dzieci (niezależnie od stopnia zamożności rodziców) chłopcy prowadzą beztroski żywot. Grają w palanta na pasie startowym lotniska, wynajmują Hindusom z syndromem jelita wrażliwego latryny zbite na chama z desek i z perfidną dziurą w podłodze, robią psikusy policjantom, słowem robią to co my, kiedy byliśmy dziećmi (ok, może poza wynajmem latryn – za moich czasów zbierało się butelki). Niestety, bardzo szybko okazuje się, że chłopcy muszą przejść przyspieszony kurs dorastania. W ruchawkach antymuzułmańskich ginie ich matka a oni, wraz z jedną dziewczynką, Latiką, salwują się ucieczką. Od tej pory życie nie ma dla nich taryfy ulgowej. Nie przechodzą przez ‘START’, nie dostają $200, bank nie wypła im dywidendów a karty ‘szansy’ wpędzają ich w coraz to gorsze tarapaty. Indie to nie Monopoly. 

Choć w każdym opisie filmu na sieci, przeczytasz, szanowny czytelniku, że akcja filmu toczy się wokół teleturnieju ‘Milionerzy’ (tak na marginesie, hinduski Hubert Urbański to coś co trzeba zobaczyć), ja uważam, że Milionerzy są tylko jednym z wątków (banalnych zresztą – znałem odpowiedź na wszystkie pytania oprócz ostatniego) a fabuła toczy się wokół boskiej Latiki, którą Jamal po raz pierwszy utracił jeszcze jak byli dziećmi. Chęć odnalezienia i bycia z nią determinuje wszystkie akcje Jamala (gdyby Jamal był homoseksualistą nie wystąpiłby w Milionerach a film musiałby się skończyć po dziesięciu minutach kiedy wybranek jego serca zostałby albo oślepiony albo wykastrowany… albo jedno i drugie. Choć kto wie? Może byłby motyw zemsty i juha lałaby się strumieniami?).
Taaak, Kobieta. Zresztą to żadne odkrycie – wszystko co robimy, drodzy panowie, robimy dla kobiet. To one są motorem naszego sukcesu (lub powodem naszego upadku). Bez kobiet nie mielibyśmy motywacji do zejścia z drzewa (być może po wynalezieniu alkoholu sami byśmy z niego spadli).


W Slumdog Millionaire zobaczymy piękny, kolorowy ale i brutalny i czasem przygnębiający obraz Indii (w moim odczuciu bardziej piękny niż przygnębiający). Wraz z Jamalem i jego bratem będziemy przeżywać upadki i wzloty, oprowadzać hamerykańskich turystów po pięciogwiazdkowym hotelu Taj Majal z wypasionym basenem, podróżować na dachu pociągu, zarabiać na chleb sprzedając szwarc, mydło i powidło, kraść buty, torebki, żarcie, uciekać przed gansterami i nocować na wysypiskach śmieci lub opuszczonych luksusowych hotelach. Dowiemy się, że nie wszystko złoto co sie święci, nie każdy święty jest dobrym człowiekiem i nie każdy złoczyńca jest zepsuty do szpiku kości. 

Ostatnią recenzję filmu pisałem w podstawówce i chyba dostałem tróję plus, tak więc ten tekst nie ma ambicji bycia recenzją. Piszę go pod wpływem chwili, w głowie wciąż dudni filmowa muzyka a jak zamykam oczy widze kolory Indii. Jeśli lubisz, szanowny czytelniku te klimaty, to wyciągnij kajecik i zakonotuj sobie datę 27 Luty 2009, kiedy to film wejdzie na ekrany polskich kin (tytuł polski: Slumdog. Milioner z ulicy). Satysfakcja gwarantowana. Chyba pójdę jeszcze raz…

Tutaj znajduje się trailer filmu: http://uk.youtube.com/watch?v=AIzbwV7on6Q

Tutaj tradycyjnie muzyczka dla relaksu: http://uk.youtube.com/watch?v=DciW_yuQGCw&feature=related

Acha! Na ekrany kin wchodzi też nowy film Ala Gore’a o nowym straszliwym zagrożeniu dla ludzkości. Będzie trzeba się wybrać. Oto trailer: http://uk.youtube.com/watch?v=zfGmf8L3-z0

Advertisements

4 thoughts on “Fajny film wczoraj widziałem…

    1. Nie widzialem wiec nie wiem czy podobny. Ze zwiastuna wyglada bardziej na romansidlo podczas gdy Slumdog kojarzyl mi sie bardziej z Miastem Boga… Moze mi sie zle kojarzyl? 😛

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s