Kto ma żądzę rządzić Iranem i ilu Żydów w NSDAP być musi?

Niech to szlag! Kto mnie tera nauczy grać w szachy? Na kurniku dostałem wczoraj takie baty od jakiejś przedszkolanki, że postanowiłem jechać po naukę do Iranu. Wybieram się do ambasady w bLondynie, przepycham się przez jakiś tłum krzykaczy w zielonych kokardkach, i kiedy wreszcie włażę do środka od razu rzucają mi pytanie – Quo Vadis Domino? Ja im na to, że nie żadne domino tylko że w szachy jadę się nauczyć grać, a kto byłby lepszym nauczycielem od ichniego Szacha?
To powiedziawszy poczułem jak ktoś zdradziecko od tyłu chwyta mnie za pejsy, po czym zaczyna agresywnie szarpać aż w końcu wprawia mnie w ruch kołowy… Najpierw pomyslałem, że to judejczycy, potem, że Tusk z polityką miłości się zaczaił i że mnie teraz wyobraca… Przy trzecim okrążeniu zorientowałem się, że to ochrona placówki wzięła mnie w obroty więc ‘Aj waj!’, krzyczę wniebogłosy,  ‘Puszczaj ochroniarzu, towarzyszu miły!’… Pan ochroniarz nie puścił, lecz pejsy puściły…

Od kiedy nie mam telewizji wiele się pozmieniało. Podobno Persi nie noszą pejsów, podobno Szach nie rządzi już Iranem a Irańczycy, podobno, nie za bardzo przepadają za swoimi semickimi przyjaciółmi…  No nic. Przeglądając zasoby internetu dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy, o tym, że między innymi Iran jest teraz, podobno, demorkatyczny, że można se tam wybrać między dżumą a cholerą i że obecnie straszny tam ‘oj giewalt’ o to pod jaką zarazą lude chcą dokonać żywota… Takie chwile wymagają opróżnienia kufla piwa i zastanowienia się nad problemami świata. Po wieologodzinnej medytacji i dogłębnej analizie tematu wyszło mi, że skoro już nam brodę, to mogę się poświęcić – niech mnie Si Aj (waj) Ej zainstaluje na tronie Iranu. Mogą mnie nawet uczynić ajatollachem, to pozwole muzułmanom na picie (na chwałę Opoja). Nic dziwnego, że oni wszyscy tacy poddenerwowani. Też byłbym wściekły jakbym se nie mógł golnąć kieliszeczka na żołądeczek…

A skoro zboczylimśmy na żołądeczek, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że moje wpisy są jak przepowiednie Kastrandry. Blogiem Kastrandry też nikt się nie przejmował. Wejść miała pewnie tyle co ja (choć w starożytnej Grecji dostęp do netu był lepszy niż w Pospolitej)… Pisała o tym co się stanie ale ludzie się z niej śmiali… Ja też piszę i ludzie tez się, nie wiedzieć czemu, śmieją (zamiast czytac i płakać, jak pan Bóg nakazał). Pisałem przed wiekami – teraz palacze, jutro może być każdy z nas…  Pisałem, że po uporaniu się ze śmierdziochami, nierząd miłości liberalnej zwróci swoje lubieżne oko na kolejne ‘problemy społeczne’. Co prawda zakaz palenia chyba jeszcze nie wszedł, więc kochany nierządnik na razie podchodzi do sprawy z pewną taką niesmiałością, wypuszczając sondę, lub przynętę, niczym belgijski polityk pluszaka na placu zabaw.
Otóż komisja zdrowia, za przeproszeniem, publicznego (co to takiego?! Przecież prostytucja w Pospolitej jest nielegalna?) postanowiła ocenzurować schaboszczaka i inne przysmaki… Polacy bowiem odżywiają się niezdrowo co naturalnie naraża budżet na straty i powoduje przedwczesne zgony narażając spieprzaj dziadu na ogłaszanie kolejnych żałób. Nooo… Na razie tylko ‘ocenzurować’ (czyli nakazać telewizorniom, żeby ich kuchciki na antenie gotowały zdrowo)… Z papierosami też się zaczynało z tekstem na pudełku. Potem tekst robił się coraz większy, potem zakazano reklam, potem doszły makabryczne fotki a teraz, wzorem państw odchodu, nadchodzi totalny zakaz…
Jednym słowem – żryj Polaku póki jeszcze możesz!
Na takie dictum acerbum komisji publicznego podjąłem zamiartację – pojechać w świat i nażreć się wszystkiego, za jedzenie czego będą niebawem w krajach cywilizowanych wtrącać do lochu (lub przynajmniej zakuwać w dyby i usuwać kubeczki smakowe). Zjem se krokodyla, żółwia nindżę, małpę w czerwonym, psa Sabę i Irasiada, kota nadziewanego kaczką, krowę mu mu, świnkę chrum chrum… no i wieloryba… Koniecznie wieloryba! Szczególnie, że Koszernej się cieszą, że żywy wieloryb wart jest więcej niż martwy! Może to i prawda, ale martwy jest smaczniejszy i szlus! Zresztą to niemoralne tak gonić za pieniądzem (źródłem zła, cierpienia i pokusy) co prowadzi do logicznego wniosku, że zabijanie wielorybów jest od dzisiaj działaniem morlanym. Harpun w dłoń i cała naprzód ku nowej przygodzie!

Ok, było o jedzeniu, i żołądeczku, na koniec, naturalną koleją rzeczy przejdźmy do kiszki stolcowej, mianowicie do Britisz Naszyna Party, przeciwników wszelkiego politycznie podejżanego ścierwa (definicja ścierwa obejmuje syćko co spoza Wysp Brytyjskich a także związki międzyrasowe, związki tych samych płciów (w tym gejów i lesbijków)… no i naturalnie kuchnię koszerną, podejżaną dodatkowo z punktu widzenia kulinarnego) oraz zwolenników łączenia się robotników w związki (tzw. fasci). Nie bój ziaby, szanowny czytelniku, nie będę się zajmował analizą programu tego kabaretu, bo zgodnie z powiedzieniem mojego starego przyjaciela Stanisława ‘Wu’ – ‘nie polezie Anarch w gówna’. Za analizę programu BNP niech Ci starczy przykład, że na swoim antyimigracyjnym plakaciku, ów kabarecik zamieścił Spitfajera Dywizjonu 303. Czyli innymi słowy, plakatowym argumentem za wywaleniem m.in. Polaków jest to, że ich dziadowie uratowali dupy (i niestety członki) dziadów panów z BNP… Choć z drugiej strony panowie z BNP chyba woleliby, żeby granic Wysp strzegła obecnie Luftwaffe, co tłumaczyłoby obecność Spitfajera w plakacie ‘anty’ (w plakacie ‘pro’ znajdowałby się pewnikiem Messerszmit Bf 109). Mi to wsio rawno, po niemiecku szprecham choć ostatnio trochę vergessen… 😛
W każdym bądź razie partia strzeże czystości i przyjmuje tylko człoków czystych rasowo (indydżenołs kał-każjan – czyt.
Indigenous Caucasian). Każden innen brudas, honoru służby partyjnemu Firerowi nie dostąpi. Taki zapis w statucie rozzłościł strażnika tolerancji z Komisji Równości i Praw Człowieka, który strasząc prokuratorem nakazał nazistom dopuszczanie do partii elementów rasowo zanieczyszczonych. Partyja ma się zobowiązać na piśmie, że nie będzie łamać przepisów antydyskryminacyjnych w procedurach zatrudniena, rekrutacji, i w działaniach… No! Jeszcze tylko wypadałoby nakazać faszolom zmianę programu i kolejny problem zostanie zamieciony pod dywan. Juz widzę oczami wyobraźni delirium alkoholowego jak po wprowadzeniu parytetów bojówki BNP urządzają oldskulową łapankę na ulicach Belfastu, Birmingham, Manczesteru czy innych brytyjskich pipidówek, ładuje kolorowych (ze szczególnym wskazaniem Rumunów z Belfastu) na ciężarówki i sru do siedziby partyjnej na przymusiwe zapisy…

Ech! Czemu Ełropa nie wpadła na to w latach trzydziestych ubiegłego wieku? Czemu nie uzgodniono parytetów w pokoju weralskim? Może wtedy ostateczne rozwiązanie kwestii pewnego narodu zakończyłoby się przymusowym wstapieniem tego narodu do NSDAP? Biedny Adolf chyba by se z nerwów powyrywał wszystkie włosy łonowe! A tak musieliśmy z nim budować polskie obozy i zdradziecko atakować ruskich…

A kurna! Chyba zacznę popierać Mumię Euro-pejską i ogólnie stetryczałe cywilizacje świata Postepu. Jak to mówią – ‘dobry żart tynfa wart’ a ten kabaret wart jest chyba każdych pieniędzy.

No to szalom!

Na koniec trochę chłamu, żeby wkurzyć strażników (tfu!) rewolucji (tfu! tfu!), samego ajatollacha, oraz przeciwników chłamu: http://www.youtube.com/watch?v=qGsnnAvUMyA

A dla tych co chłamu nie lubią, i wolą jeść z innej beczki trochę Budda Czil Ałta: http://www.youtube.com/watch?v=GRu9NPYIBEk

Polak zawinił Cygana powiesili

Kurczę! Chyba zmienię moją ulubioną gazetkę z Koszernej na der Dziennik. Ostatnio odwiedziłem ich stronkę, żeby dowiedzieć się co tam sobie Führerin Merkel o nas myśli, a tam wielką czcionką radosna nowina ‘ten test robi alkoholika z każdego‘. ‘Dobra nasza!’ pomyślałem. Wreszcie zaliczę jakiś test! Licencja alkoholika pozwoliłaby mi czcić Opoja od rana do wieczora a żona nie mogłaby mi robić wymówek bo alkoholizm to choroba. Jak świńska grypa czy trypr. Przychodziłbym se na bani do pracy, wychodził bym se na bani z pracy. Kładłbym się na bani… Miejsce w raju po prawicy Opoja miałbym zapewnione. Z zapałem zabrałem się więc za egzaminację… pytania proste, odpowiedziałem raz dwa i z okrzykiem Triumphu (miseczka C) kliknąłem na wyniki. Muszę tutaj zaznaczyć, że z racji wyznania uważam się za niezłego herbatnika, szczególnie teraz, kiedy moja piękniejsza połówka pracuje nad doktoratem a ja nie mam co ze sobą począć (samemu ze sobą trudno cos począć)… To chyba przez ten stres albo przepracowanie, coś zawaliłem w odpowiedziach bo nie dostałem nawet 8 punktów. Szlag!!! Nawet tego egazminu nie zdałem!? Co to ma być kurna?! ‘Możesz być spokojny’ mówi mi PARP!!! Szatańska organizacja! Jak mogę być spokojny kiedy Opój patrzy! Przeczytawszy artykuł der Dziennika stwierdziłem jednak, że w porównaniu z opisywanymi oburzonymi heretykami (tymi, którzy wbrew woli zdali egzamin na alkoholika) jestem jakąś popierdółką… Muszę się jeszcze wiele nauczyć, żeby osiągnąć ich poziom. Wg. der Dziennika jestem pijakiem od święta… No nic to. Zaskarżę ich za podawanie fałszywych informacji i straty moralne. Jak ‘z każdego’ to ‘z każdego’ i mnie też się to powinno tyczyć. Co ja trendowaty jakiś?

Porażka z samego rana nastawiła mnie wrogo do otoczenia więc kiedy przeczytałem, że w Irlandii biją Rzymian co spotkało się z poklaskiem większości bywalców portalu na którym publikuję swoje genialne wypociny, postanowiłem zabrać głos, szczególnie że byłem ostatnio w Irlandii, więc wypowiadam się jako ekspert. Szlajałem się przez dwa dni po Dublinie i cieszę się, że płemiełowi nie udało się zrobić z Polski drugiej ‘zielonej wyspy’. To jest jakieś nieporozumienie! Zimno, brudno, pada, Guiness droższy niż w bLondynie (to skandal, że trzeba brać kredyt z banku, żeby pójśc do knajpy w centrum miasta) a to muzeum Guinessa to jakiś gigantyczny humbug!!! Oprócz pierwszego piętra kicha! 15 ełro za możliwość pójścia do restauracji z potrawami inspirowanymi guinessem? Restauracji, na którą mnie nie stać, rzecz jasna (znaczy stać ale nie lubię jak ze mnie robią frajera i zdzierają fortunę za byle co)! Za możliwość nalania sobie samemu piwa do kufla?! (Jak pracowałem w knajpie w bLondynie to mi za to płacili!). Potem wystawa produktów promocyjnych, którą można se obejrzeć w byle sklepie z pamiątkami lub w internecie… Tragedia. Ja! Któren do obrządków religijnych używał głównie Guinessa, któren do Dublina leciał pełen nadziei i niezdrowych podniet. Wyprawa do muzeum czarnego piwa z kremową pianką była dla mnie niczym pielgrzymka do Mekki dla Muzułmanina… Jak byś się czuł mój muzułmański czytelniku, gdybyś się wykosztował na bilet do Świętego Miasta a wylądował pod Ścianą Płaczu w Dżeruzalem? Ja właśnie tak się czułem… i nawet było trochę płaczu pod ścianą w hotelu… Koniec końców przerzuciałem się na Kronenbourga do czasu aż mi nie przejdzie zawód Duplinem (jedyna dobra rzecz to wystawa ciał tego doktora z Gestapo – 20 ełro ale warto obejrzeć).

Wróćmy do Rzymian. Nie wiem, czego oni szukają w Belfaście. Podobno Irlandia Północna jest jeszcze większym zadupiem niż południowa, no ale nie to ładne co ładne a co się komu podoba (w sumie amerykańskim turystom, których napotkałem na mej drodze przez mękę, Dublin się bardzo podobał, wszyscy oprócz mnie dobrze się też bawili w muzeum Guinessa, więc może problem tkwi we mnie… Może moja dusza potrzebuje piękniejszego piękna?).
Obecność Rzymian wystraszyła lokalnych xeniofobów, którzy by przekonać najeźdźców do powrotu w swoje strony (Rzymianii) urządzili im jesień średniowiecza. Ponieważ odnoszę wrażenie, że nie wiedzieć czemu działania Adolfistów spoktały się z poklaskiem Czirokezów znad Wisły (że niby ‘ciawary kradną i żebrzą’, cokolwiek by to nie znaczyło) śpiesze poinformować, że wg BBC to właśnie nasi, poprzez m.in. ekscesy polskich kibuców, przyczynili się do negatywnego odbioru przybyszów ze Wschodu. Tak więc nie ma się co cieszyć, bo lokalnym kombatantom spod 18-tki wsio rawno czy biją Rzymian czy Polan.

Oczywiście jak zawsze pojawiają się ‘argumenty’ o ochronie miejsc pracy i kultury (którą niszczą barbarzyńcy ze Wschodu). Co do kultury to akurat z alkoholem nie ma problemu a i na wschodzie tańszy więc imigranci mogą przyczynić się do krzewienia irlandzkiej kultury. Co do miejs pracy to wątpię, żeby to pracodawcy byli sprawcami ataków. Wątpię też, żeby mieli jakiś zakaz zatrudniania miejscowych więc nie ma czego bronić… Jeśli ja kiedyś założę firmę, to wzorem kolumbijskiego Crepes & Waffles pozatrudniam samotne matki… albo piratów z Somalii… albo Rzymian. I jeśli ktoś ich będzie chciał rozgonić na cztery wiatry, będę bronił miejsc pracy jak lew trocki. No to tyle. Miejsc pracy bronią zazwyczaj ci, co mają dwie lewe ręce i czy jest robota czy jej nie ma oni i tak będą siedzieć i marudzić, że nic dla nich ni ma (raz nawet widziałem program dokumentalny, który potwierdził to co mówię – babka wyszukiwała ludziom pracę a tym albo godziny nie pasowały, albo nie chcieli pracować za 5.50 jak Polacy, albo szef był głupi, albo praca nudna…).

O! byłbym zapomniał. Nasze chłopaki w Czadzie masowo umierają z głodu. Mam taką zamiartację, żeby skrobnąć list otwarty do PACHy pani Ochojskiej, żeby im tam jakieś paczki żywnościowe posłać. Oczywiście jedzonko koszerne. Nie mam jednak czasu na zredagowanie treści żołądkowej, więc dobrze by było jakby się znalazł jakiś dobry Samarytanin i wyręczył mnie zanim nasze dzielne jumaki przejdą na kanibalizm.

Last but not least – Dzienny Telegraf donosi, że w związku z sytuacją w dżungli, płemieł Peru, Jehuda Szymon, zapowiedział dymisję w najbliższych tygodniach. Pan Szymon planuje poprowadzić rząd do momentu odrzucenia przez Kongres kontrowersyjnych ustaw. Wg. Telegrafu po starciach z Indianami rząd wycofał się ze swoich pomysłów. Tak więc Huzzah! Choć kto wie, może tkwi w tym jakiś podstęp? W końcu mówimy o politykach…

Uffff… to tyle na dzisiaj. Ołwer end ałt!

Na koniec, skoro mowa o xeniofobach, udało mi się wkręcić na tajne spotkanie Britisz Naszynal Party nt. Rzymian w Belfaście. Wszystko sfilmowałem ukrytą kamerą.

Na ulicach Belfastu nie lepiej.

Oki, no to żeby się trochę wyluzować tradycyjnie muzyczka.

Słońce Peru czyli Dziki kontra ‘Postęp’

Hmmmm… Dziwna sprawa. Myślałem, że od czasu kiedy miłościwie nam panujący płemieł, kochający nas polityką miłości od tyłu bez wazeliny, okrzyknięty został słońcem Peru, zainteresowanie polskich merdiów tym piknym andyjskim krajem wzrośnie. Dlatego usłyszawszy w brytyjskiej tele-mele o ‘peruwiańskim tienanmen‘ pomyślałem sobie, że nie ma co pisać bo już na pewno pan Srasiński z kochanej Koszernej, skrobie artykuł… Że już już zaraz TVN24 złotymy ustamy redaktora Dupczoka poinformuje Polaków, że w Peru wielkie aj waj i lude spasajtes. Że Monika Olej-NIK już wzięła na spytki którąś z naszych kaczuch sugerując, że może wypadałoby posłać preziowi Garciji nasze F-16 (wstystkie tsy?) i ze dwa czołgi?

A tu nic! Cicho sza! Nawet Kwachu nie zwołał konferencji prasowej, żeby przeprosić w imieniu swoim i wszystkich Polaków poruszanych tymi wydarzeniami…

Jakby nic się nie stało…

No to dowiesz się szanowny czytelniku ode mnie z pierwszej nogi!

Ponieważ nie jest to lekcja historii podaruję sobie daty, bo nie chce się mnie szukać i zanudzać Cię numerkami. Jakiś czas temu Peru podpisało z krajem wolności umowę o wolnym handlu, na mocy której (między innymi) Hamericanos del Norte zobowiązali się wyeksportować do Hamericanos del Sur swoje firmy naftowe, w zamian za co Hamericanos del Sur mieli oddać owym firmom połacie dżungli, pod ich opiekę. Gospodarowałyby tam sobie amerykańskie chłopoki, podnosząc poziom cywilizacyjny (jak Niemce w Polsce w latach 1939-44), karmiąc gołąbki, lecząc staruszki, wydobując ropę… itd. itp. Same dobre rzeczy. Wszystkto wszystkim się opłacało – Hamericanos del Norte mieliby źródło czarnego złota a poszczególni Hamericanos del Sur, tak jak nasi poszczególni Cheerokees of Vistula przy okazji wysłania naszych chłopców do pomocy w bombardowniu wiosek w Afganistanie, zasililiby swoje prywatne konta na Kajmanach milionami dolarów prowizji za klepnięcie wspaniałej, superkorzystnej umowy. Naturalnie Peru nie musiałoby się już przejmować dżunglą, tą wylęgarnią wirusów i niebezpiecznych zwierząt, owadów, wężów i roślin… no i Indian.

Indianie są zmorą Peru. Tak jak w XIX wieku ich północni pobratymcy, marudzą coś o swojej ziemi i dziedzictwie. Nie chcą się ucywilizować, przyjąć numerków identyfikacji podatkowej, dowodów osobistych, nie chcą zająć się jakąś uczciwą pracą, z której mogliby płacić daniny a resztę prepijać jak Opój przykazał… Generalnie dla kraju są nieproduktywni, a wielu z nich dla Peruwiańskich urzędasów nie istnieje, no bo jak człowiek może istnieć skoro nie ma go na papierze… Papierze z odpowiednią pieczątką i w odpowiednim skoroszycie, rzecz jasna.

No więc te dzikusy z lasu postanowiły zatrzymać Postęp. Barbarzyńcy i terroryści (jak określa ich prezydent Peru) nie chcą, żeby nasze słońce Peru jeździło samochodem. ‘Dżungla to nasze odwieczne tereny’, lamenutją, ‘dżungla to nasz dom, zniszczycie go – umrzemy’. ‘Nie dla kompanii naftowych en la selva!’. Itd. itp. (my znamy te oklepane gadki wrogów postępu!).

Ponieważ rząd Peru wydawał się głuchy na lameny Indian, wykopali oni topór wojenny i wstąpili na wojenną ścieżkę a dokładniej na drogi prowadzące przez dżunglę, które, wzorem Andrzeja Leppera, wzięli i poblokowali (co jest z tymi czerwonymi twarzami, że tak się lubują w blokowaniu dróg?). Blokady trwały dwa miesiące, podczas których Postęp nie postapił ani na krok co rozgniewało kompanie naftowe, Obame-mame no i samego prezydenta Garciję, który w końcu wysłał policję, żeby rozgonić to tatałajstwo.

W rezultacie doszło do masakry w Bagua, w której w zalezności od donoszącego merdium zginęło od 8-50 Indian i od 9-25 policjantów (jak łatwo się domyslić źródła zbliżone do rządu zaniżają liczbę zabitych cywili a zawyżają zabitych BEZBRONNYCH (sic!) policjantów a źródła zbliżone do Indian mówią na odwyrdkę, dodatkowo oskarżając rząd o potajemne wymordowanie setek protestujących). Żeby się nie rozpisywać, tutaj donos Al Dżaziry (in Inglisz): http://www.youtube.com/watch?v=XGS-GspCmfw&feature=related&pos=3

Tutaj artykuł finanszjal tajms: http://www.ft.com/cms/s/0/5fdd5f80-56e8-11de-9a1c-00144feabdc0.html?nclick_check=1

A tutaj BBC ńjus: http://news.bbc.co.uk/1/hi/world/americas/8090548.stm

Starczy linków, Mister Mache?

Jakby nie było, liczba trupów bije na głowę tą, która w Polsce kwalifikuje się do żałoby narodowej (cztery), ale nawet jakby zgineła jedna niewinna osoba w imię debilnie pojmowanego wolnego handlu i globalizacji, to jest to skandal i zbrodnia! Wolny rynek nie polega na tym, żeby maluczkim odbierać w imię ‘rozwoju i podnoszenia standardów życia ogółu’. Globalizacja nie polega na wywłaszczaniu jednostek na rzecz międzynarodowych korporacji, które siedzą w biurowcach na Walsztrecie i korporacjonują.

I proszę mnie tu źle nie zrozumieć. Nie jestem sandalarzem, nie mam dziurawego swetra, marynarki z łatami na łokciach, dredów czy koszulki z cze gewarą. Jakby mi właściciel kawałka dżungli sprzedał kawałek dżungli to nie bałbym się go wyciąć dla zysku z egzotycznego drewna, a na miejscu lasu zasadzić bakłażany, wybudować fabrykę skarpet czy otworzyć pijalnię majonezu. Wolnoć ziomku z swoim domku i jestem wyznawcą wolności absolutnej. Takiej wolności jaką cieszą się Indianie w tych skrawkach dżungli, do których nie dotarło jeszcze państwo białego, czarnego, czerwonego czy żółtego człowieka. Z nimi mógłbym się dogadać lub nie, uszanowałbym ich decyzję na ich ziemi i poszedł bym se precz. Nie wolno kraść i mówić że to wolny handel. Dzisiaj Indianie, jutro może i ja? Kto wie? Dlatego sprzeciwiam się wszelkim przepisom, nawet o możliwości wywłaszczenia za odszkodowaniem. Jeśli postęp narusza wolność to nie jest postepem i basta!
No i nie potrafię przejść obojętnie koło ewidentnego braku szacunu dla człowieka, jego godności, wolności i życia. Nawet jeśli krew leje się dla ‘dobra i dobrobytu ogółu’ przez demokratycznego sojusznika najbardziej demokratycznego kraju na świecie… no i Polski z racji orderu Słońca.
Jeśli płemieł ma cojones to powinien rzucić tym orderem w twarz, jak ja bym rzucił spieprzaj dziadu, żeby se podnieść poczytność bloga. Obawiam się jednak, że płemieł, jak na Donalda przystało, ma ino kuper a jaja to on może co najwyżej wysiadywać.

A na koniec kilka słów do mojego nowego szanownego czytelnika: Señor Garcia, wie pan, że nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić pańskie postępowanie? Pan się nie kwalifikuje nawet do sądu dla ludożerców. W moich oczach jest pan nędznym gadem omyłkowo tylko nazywanym człowiekiemPostępuj Pan tak dalej a zdetronizujesz Smarkozy’ego na liście moich najmilszych milusińskich. 

No to sru!

A jak należy rozmiawiać z Indianami nauczył mnie Klint Istłud: http://www.youtube.com/watch?v=qpd_wpjC36o

Na koniec z dedykacją dla Indian z Peru: … no zesz kuuuuuurrrrr… Międzynarodowe korporacje! Niech je dunder! Usuwaja fajne kawałki z jutjuba! No ale od czego wrzuta.pl? http://pxoenix.wrzuta.pl/audio/2m0MpIttNM6/04._spirit_horse_of_the_cherokee

Howgh!

Kto kogo rucha bez wazeliny?

Nie, szanowny czytelniku, tym razem nie będzie o gejach, choć aż mnie korci, bo zezwolili Madonnie adoptować kolejne Murzyniątko w Malawi. Ogólnie rzecz biorąc nie mam nic przeciwko transwestytom adoptującym dzieci (nie moje dzieci więc co mnie to), ale po cholerę jechać aż do Afryki i wykradać im dziatki? Mało to patologii u nas? Jak juz nie starczy im gettów w hameryce to niech przyjedzie nad Wisłę po tych niedorozwojów z Wiejskiej i Krakowskiego Przedmieścia kurna chata! Lub tych co by ich wybrali… Ha! Mieliyśmy całe terytorium Pospolitej dla nas, szanowny czytelniku! Ja zaklepuję Tworki, Kobierzyn, Monte Lupich, Klewki i tajne więzienia CIA.

No, ale kij z Madonną, niech lepiej nie nosi miniówek bo jej widać jaja i pepeszę, co mnie rozprasza i niezdrowo ekscytuje.
Przejdźmy do rzeczy. Od kilku lat merdia i politycy na Wyspach trąbią o tym że, będąc imigrantem obciążam im budżet, chodzę po lekarzach, pobieram różne zasiłki, sikam do kropielnicy i te de i te pe. Pod wpływem tej propagandy, laburzyści postanowili sobie podbić statystyki zaostrzając politykę antyimigracyjną. Ponieważ jednak są partią mainstrimową, całą swoją politykę, nieważne jak prymitywną, okraszają pięknym słownictwem, przygotowanym przez specjalistów od pijaru. Takie elokwentne pierdu pierdu nie zawsze trafia do prostego ludu… Ba! Rzadko kiedy!

Problemu z wyłożeniem kawy na ławe nie mają natomiast ekstremiści, którzy jadą na negatywnych odczuciach jak Achmadinedżad po Żydach. ‘Stop imigracji!’, ‘wykorzystują nas!’, ‘zabierają nam pracę’ itd. itp, krzyczą przydupasy BNP czy UKIP.

W wyniku tego brytyjskie flegmy wybrały sobie nacjonalistów do ełropar-lamentu (z nacjonalistów popieram jedynie Skotisz Naszynal Parti w Szkocji, wspieraną przez Szona Koneriego, bo Szon Konery jest Szonem Konerym a stoi!).

W zasadzie nie ma co się rozpisywać, bo oprócz Ciebie mało kto zrozume (ty, szanowny czytelniku, z racji swojej ponadprzeciętnej inteligencji zakumasz, ale prosty lud nie za bałdzo) ale przedstawmy pewne fuckty, żeby nie być gołodupnym:
Ostatnio postanowiłem się trochę pobyczyć i zrezygnować z pracy. Niech i leń ma swoje pięc minet w moim krótkim życiu. Mamy wielki kryzys (największy od 1,000 lat), więc jest wymówka dla braku pracy… Stanałem jednak przed pewnym dylematem. Moje piękniejsza połówka jest spoza Unii, i w momencie kiedy rezygnuję z pracy i przechodzę na socjal, z powodu pewnych głupawych rozwiązań wizowych, nie przedłużą jej wizy, a już na pewno nie będą liczyć mojego okresu na garnuszku państwa do jej czasu kwalifikującego do obywatelstwa. ‘Nie ma tak dobrze, imigrancki szmaciarzu, żebyś płacił podatki i coś z tego miał. Figa z makiem z paternakiem!’ powiada cywilizowane państwo.

Żeby być w zgodzie w urzędniczymi pijawkami muszę zadeklarować samowystarczalność. Okej, stać nas. Ale co to oznacza? Ano, oprócz odpowiedniej fortuny na koncie, którą zarobiłem sprzedając kwity na Kwaśniewskiego, muszem się wraz z żoneczkę Twardowską ubezpieczyć zdrowotnie. Ma to być pełne ubezpieczenie czyli tzw. ‘komprehensive medikal inszurans’. Urzędniczka Hołm Ofis poinformowała nas, to ubezpieczenie pokryje nam wszystko, co dotychczas pokrywała nam państwowa (tfu!) służba zdrowia.
Z pewną taką nieśmiałością poszedłem na stronę moneysupermareket.com żeby sprawdzić ile takie fanaberie będą nas mniej więcej kosztować. I co? Ku mojemi zdumieniu najtańsza opcja za dwie odoby wyszła nam 66 funtów szeligów. Najdroższa wynosiła 112.44.

Poszedłem na konkurencyjną stronę zweryfikować dane. Okazało się, że ceny podobne… Nie mogłem w to uwierzyć, wybrałem się nawet do konowała od oczu, żeby mi sprawdził czy mi nie trzeba zmienić szkłow i do kowala, żeby mi wyrwał żęba na wypadek gdybym śnił! Mój uśmiech świadczy o tym, ze nie śniłem…

66 funciaków za dwie osoby to mniej niż połowa tego co obecnie płacę państwu za siebie samego! Żony to nie pokrywa, dlatego dodatkowo wpisałem ją na dodatkowe ubezpieczenie sponsorowane przez moją firmę (za które częściowo płacę). Państwo zabiera za jedną osobę podal dwa razy więcej niż prywaciaż za dwie, i jeszcze śmie mi wmawiać, że ja mu obciążam budżet? Kpina! Za 66 będę miał prywatny ambulanc, wizyty u specjalisty, pielęgniarkę w domu, jak będzie trzeba, żeby mi pieluchy zmieniać, czy radio- i chemioterapię w prywatnym szpitalu, gdybym, nie daj Opoju, załapał jakiegoś skorupiaka chodzącego tyłem. A co mam za 130 funciaków płaconych co miesiąc państwu? To: http://www.youtube.com/watch?v=rIdYOaWxLKM

Skandal!

Zaczynam pałać coraz większym szacunkiem do ludzi siedzących na socjalu, bo wychodzi na to, że to robole, tacy jak ja są frajerami…
A jeśli rzeczywiście tym potomkom lubieżnej kozy i skretyniałego strusia wydaje się, że im obciążam budżeta to niech mine zwolnią z opłat i zakażą korzystania z ichniego socjału. Mi to na pewno wyjdzie na dobre. Im? Wątpię. Wszystko to zagrania pod publiczkę, ale jak wyjadę, będą po mnie płakać jak Pan Zagłoba po Panie Podpijpięcie.

Howgh!

Na koniec trochę muzyczki dla relaksu: http://www.youtube.com/watch?v=Mp9SYNNeAmo&feature=related&pos=3

Europa Europa & Wolność Wolność & Cukier Kotka

Miałem nie pisać o wybiórach bo mam je w miejscu, o którym pisałem w ostatnim poście, ale ponieważ pobili cukier kotkę, która puszczała się z Piss’em i z Platfusami, to czuję się w poważaniu, żeby napisać coś nie na temat.

W eurowyborach głosowałem na partię duchów. Moim kandydatem był duch Hopkirka, bo on miał największe szanse dostać się do Europar-lamentu. Znany, i swego czasu lubiany, w demokracji miałby szanse. Apanaży by nie pobierał, bo nie ma wydatków, a i nie zawracałby gitary głupawymi wybrykami, bo oprócz mnie i Randala nikt go nie widu i nie słychu… Oczywiście partia duchów miała też takich kandydatów jak duch zdrowego rozsądku, duch prawdy, duch honoru, duch wolności czy wreszcie, znienawidzony przez świat polityki duch skromności, ale na te duchy Europa (i nie tylko) reaguje alergicznie (gorzej niż moja najukochańsza koszerna na Farfała i Obertas). Hopkirk umarł najpóźniej ze wszystkich członków partii więc jest jeszcze pamiętany, a jego poglądy nie wydają się stać w konflikcie z naszą zakłamaną i zafajdaną rzeczywistością (czego nie można powiedzieć o poglądach pozostałych członków jego ugrupowania). Miałby szanse…  Niestety Partii Duchów nie było na liście… tzn. była ale widziałem ją tylko ja i Randal.

Tak więc w duchu zagłosowałem na ducha Hopkirka a w realu wybory przesiedziałem na dupie, jak większość mieszkańców Mumii (zadając tym samym kłam słowom ulubionego klasyka naszego spieprzaj dziadu, towarzysza Lenina, o tym, że ludzie głosują nogami. Dupami, towarzyszu, dupami).

Zresztą, jako rasowy Anarch, trzymam się z dala od polityki, a patrząc na listę kandydatów i na to kto się dostał, nie chciałbym, żeby moje przyszłe dziatki się ze mnie śmiały, że firmowałem tą farsę swoim nazwiskiem! Bucek?!?! Ludzie!!! Bucek??? Premier, który załatwił Wam 25% bezrobocia? Ponieważ sam nie przeklinam, więc zacytuję klasyka (kobiety i dzieci uprasza się o przejście do następnego akapitu) – ‘Dżizus kurwa ja pierdolę’.

Ok! tyle o wybiórach, a jak ktoś się nimi podnieca na tyle, żeby pobić bidną cukier kotkę, która puściła się z pałtią płemieła a potem z pałtią ex-płemieła z kotem, to jest mi go żal i życzę mu trypra, kokluszu, garba na plerach i gwałtu w windzie. I niechaj przez pięć pokoleń sika czarnym błotem! Howgh!

Na koniec, moja ukochana wybiórcza poprosiła mnie, żebym podziękował za 20 lat wolności… Co prawda jestem wyznawcą Opoja, który powiada, że na dnie kufla i kieliszka (ewentulanie butelki, jeśli ktoś jest schizmatykiem) znajduje się rozwiązanie wszystkich problemów, ale uważam że i w Biblii można doszukać się pewnych uniwersalnych przekazów. Np. ‘proście a będzie wam dane’. No to skoro koszerna prosi to ja dziękuję za taką ‘wolność’:
http://www.efakt.pl/Straz-miejska-jak-ZOMO-FILM,artykuly,46191,1.html

I zastanawiam się po co nasi dziadkowie walczyli z taką ‘wolnością’: http://www.youtube.com/watch?v=Nbc60tiQGfg&feature=related&pos=2

W sumie w tej drugiej wolności, wystarczyło zrzucić się po dziesiątce od chłopa a i pośpiewać można było bo nie było ZAIKSU. Nie było też dylematu na kogo głosować, nikt nie pobiły cukier kotki a i moje blogowanie byłoby prostsze i popularniejsze, bo każda krytyka władzy spotykałaby się z poklaskiem… A tak, niektórzy ludzie myślą, że Polak może robić to co robił Niemiec i że to jest wolność… No ale kij to! Miałem pisać o imigrantach a skończyło się na wyborach, czyli tradycyjnie nie na temat!

Adios amigos y hasta maniana – dame banana!

Na kuniec ze specjalną dedykacją dla wszystkich, którzy podbili frekwencję: http://www.youtube.com/watch?v=xpcUxwpOQ_A