Demonkracja, Demokracja i Liberum veto

Nasze dzielne chopoki od wieków walczą za wolność waszo i naszo, słusznie znajdując sobie miejsce między zgrabnymi sercami polskich dziewcząt. Walczylimśmy na Haiti, we Francy, w Hiszpanii, kilku naszych walczyło nawet o wolność Skonfederowanych Stanów Ameryki (choć niestety większość Polaków trafiała do Stanów przez NY i niechlubnie zapisała się w historii, przyczyniając się do zwycięstwa tfu! tfu! Unii!). Obecnie polscy wojacy wraz z bratnimi wojskami sajuza łotają swoimi wielkimi działami śniade tyłki gwałcicieli kóz z gór Afganistanu i szwejków naftowych z Cziraku! Tam też, rzecz jasna, walczymy za wolność waszo i naszo, przelewając krew w sprawie tak słusznej, że nawet neutralni producenci czekoladowych zegarków walczyli u boku Jankesów, nazistów i Francuzów ramię w ramię w celu ucywilizowania plemion Hindukuszu. Niestety, papież wysłał podanie o zwiększenie liczby halabardników, w związku z czym od marca 2008 armia szwajcarska musiała się wycofać z pola walki. Ostały się nam po nich jeno słynne scyzoryki scyzoryki tak na nas wołają.

Á la guerre comme á la guerre, czasem coś komuś strzeli, czasem komuś się kipnie. Taki zawód żołnierza. Z moich obserwacji wynika, że w zasadzie oprócz rodziny, dla której zawsze śmierć członka jest tragedią, dla reszty ze stron konfliku jest to błogosławieństwo. Żołnierz ginie śmiercią bohatera (a nie np. wieśniaka uznanego przez satelitę szpiegowskiego za Osamę i ostrzelanego wraz z rodzinką i dziećmi z odległości 10 kilometrów supernowoczenym amerykańskim pociskiem Patriot 9/11). Polityk zbija kapitał polityczny (gdyby na ten przykłąd, jak śpiewał poeta, ‘jesienny wiatr spierdolił majstra z dachu’, nie można by było urządzić konferencji prasowej i walnąć ckliwego przemówienia atakującego rząd lub opozycję). Bloger może wypocić tekst i nabić sobie popularity… En fin, talib w którego magazyku znajdowała się kula z imieniem zabitego wojaka, zarobi kolejne nacięcie na kolbie kałasznikowa, uścisk ręki prezesa talibów a w niebiesiech kolejną dziewicę-bohater wodza powstańców Emiliję Prater. Ewrybady hepi!

No, ale nie o śmierci miało dzisiaj być ale o wolności, o którą walczą Kozacy Bohdana Klichmielnickiego. 

Nie dłużej jak w niedzielę przeszedłem w lokalnym hipermegamarkecie obok stoiska z gazetami. W oczy rzucił mi się wielki tytuł i fotki ostatnich strat w armii jej krórewskiej mości. Tytuł powiadał ‘zginęli za wolność’. Wolność bowiem w retoryce narodów Światłego Przymierza oznacza d-e-m-o-k-r-a-c-j-ę. Gdzie jest demokracja, tam jest wolność i niech nikt nie stara się temu zaprzeczyć bo dostanie łan łej tiket na Kubę (a konkretnie do Guanatanamo). Demokracja Afgańska przeżyje jutro swoje szczytowanie bo lud wybierze sobie Karzaja na prezydenta. Karzaj jest na tyle postępowy, że popierają go rządy wolnego świata (w tym i nasz). Postępowość obecnego prezia Afganistanu odzwierciedlają liberalne prawa ustanawiane w jego krainie kozim mlekiem płynącej. Jednym z praw, o które przelewamy krew, jest prawo niezwykle liberalne seksualnie, prawo, przy którym legalizacja związków homoseksualnych to jakieś nieśmiałe podrygi zacofańców, prawo, do którego narody zachodu jeszcze nie dorosły. Prawo to pozwala więzić i gwałcić kobiety, a gdy te seksu odmówią, pozwala je zagłodzić na śmierć. Jest to kwintesencja demokracji, która, zgodnie z definicją szanuje prawa mniejszości, a że mężczyni poginęli na wojnach, to trzeba uszanować ich prawa do seksu. Bo jak tu walić konia gdy nas w dzieciństwie obrzezali a w koło same kozy, góry i piasek? Aż się pejs na głowie jeży!

Za taki postęp walczy minister Klichmielnicki i jego szefunio wariatunio, który klapsał syna i pewnikiem chciał pójść kiedyś w ślady przodka z Wehrmachtu. Swoją drogą, ciekawe, czy kiedyś poodbiera się im za to emerytury, wszak esbecy walczyli jeno o to, by prawa jazdy wydawane kobietom obowiązywały również na traktory i kombajny, no i nie bombardowali przy tym wiosek na chybił trafił.

Po tym powyższym, dosyć długim wstępie przejdźmy do meritum. Nie myśl sobie, szanowny czytelniku, że Twoja sytuacja jest o wiele lepsza niż w Afganistanie. U nas też panuje demokracja a więc, m.in. wolność rządu do uwięzienia Cię bez wyroku sądowego, wysłania Cię na męki do któregoś z zaprzyjaźnionych państw, wtrącenia do lochu za poglądy (zależnie od rządu zmieniają się poglądy), podsłuchiwania i obserwacji (‘jak nie masz nic do ukrycia nie masz się czego obawiać’) czy wywłaszczenia z twojej własności (na ‘ważne cele społeczne’). Na razie, Bogu dzięki, rządy koncentrują się na osobnikach o ciemniejszej karnacji, ale doświadczenie pokazuje, że od walki z terrorystą do totalitaryzmu już tylko jeden krok. Wszak pożar Rajhstagu też był ‘aktem terrorystycznym’ po którym demokratyczny rząd niemiec zawiesił wolności obywatelskie… a potem wziął się za żydów.

Demokracja w obecnym wydaniu to nic innego jak dyktatura większości. Większość łatwo sobie uzyskać, bądź to obiecując gruszki na wierzbie, jak, nieco już zapomniany, płemieł Müller, bądź to strasząc ciemnego luda fasizmem, kacizmem, lub terroryzmem. Większość narzuca mi swoją wolę i, za przeproszeniem, gówno mogę jej zrobić. Jestem jak ten Wąski, którego można kopać w dupę i nic. I nawet jak już myślę, że jestem debeściak i moja mafia też jest debeściak… przychodzi państwo, reprezentujące większość, i pakuje mnie do suki (albo wystawia mandat, za to, że nie zdążyłem posprzątać kupy po psie zanim ją zjadł lub za to, że piję Redds’a o trzeciej w nocy idąc przez Planty demoralizując wiewiórki).

W szkole wciskali mi do głowy różne bzdury. Jedną z nich było krytykowanie w czambuł demokracji szlacheckiej. ‘Szlachta była bezkarna dzięki przywilejowi neminem captivabimus…’, powiadali, ‘w kraju panowała anarchia przez liberum veto‘, ‘szalchcic na zagrodzie był równy wojewodzie’ i tak dalej i tym podobnie. I człek musiał to bezmyślnie powtarzać, żeby wyciągnąć na piątkę, albo pani krzyczała. To samo w liceum. Dopiero po zdaniu matury mogłem sobie na spokojnie pomyśleć i doszedłem do wniosku, że to właśnie demokracja szlachecka najbardziej mnie się podoba. Jeden jedyny szkopuł, że była ona szlachecka, czyli z zasady wyłączała inne grupy społeczne, niektóre z nich zniewalając. Same założenia systemu były jednak dobre. Szanowano prawa i wolności nie tylko mniejszości (co dzisiej jest tylko formułką dodawaną do definicji, żeby ładnie wyglądało) a nawet jednostek. Jeśli pan brat poczuł, że naruszana jest jego wolność, wstawał, powiadał ‘nie pozwalam’ i to wystarczało, żeby cała potężna Rzeczpospolita i oba narody odfanzoliły się od jego zagrody, choćby się sypała i piszczała biedą a Król chciał se tam pałac wystawić. Z drugiej strony mości Zamojski mógł se wybudować miasto, bez pozwoleń architekta czy konserwatora zabytków, bez WZiZT i planów budowy. Mógł se sprowadzać na swoje ziemie kogo chciał i skąd chciał. Choćby ich samemu lucyperowi z dupy powyciągał, nie  potrzebował dla nich wiz, pozwoleń i zaświadczeń o niekaralności, wymazu z gardła, odcisków palców i cyfrowego skaningu kiszki stolcowej tudzież innych zabezpieczeń chroniących większość przed terroryzmem, nielegalną imigracją i ‘kradzieżą miejsc pracy’. W czasach, kiedy szlachta dysponowała prawem liberum veto, wolność i tolerancja nie były pustymy frazesamy na kłamliwych mordach polityków. Dla przykładu – w 1564 sądzono w Lublinie niejakiego Erazma Orwinowskiego, który podczas proceji bożego ciała wyrwał monstrancję z rąk klechy i krzycząc Bóg jest w niebie, a więc nie ma go w chlebie, nie ma w Twej puszce’, publicznie ją podeptał. Obecnie podchodzi to pod obrazję uczuć religijnych. W czasach wolności szlacheckiej uczucia były sprawą prywatną i nie sądowi było oceniać do jakiego stopnia zostały one obrażone (zawsze mogli to sobie obrażony z obrazicielem rozstrzygnąć na uklepanym polu). Przed sądem, obrońca Otwinowskiego, Mikołaj Rej, argumentował, że oskarżony powinien zapłacić za zniszczone mienie, a pan Bóg, jeśli uważa się za obrażonego, sam wymierzy sprawiedliwość. Prymas wogóle sprawę olał i rozeszło się po kościach. Rzeczpospolita nie narzucała nikomu religii, języka urzędowego a wolność myśli, sumienia i słowa, w czasach niespodziewanej przez nikogo Hiszpańskiej Inkwizycji szalejącej krajach cywilizowanych, utwierdziły nuncjusza papieskiego, pana Lippomano, w przekonaniu, że kraj nasz jest istnym infernum.

Nie wiem jak Ty, szanowny czytelniku, ale ja w takim infernum chciałbym mieszkać w przeciwieństwie do krajów dzisiejszej, oświeconej i postepowej demonkracji, w której można mnie parytetowo kopać w dupę i nic. Za takie infernum możnaby przelewać krew, na to, które obecnie nam panuje, i za które obecnie walczą nasi wojacy nawet bym nie splunął.

Howgh!

Na koniec krypto-reklama tanich linii lotniczych i muzyczka dla relaksu.

Advertisements

24 thoughts on “Demonkracja, Demokracja i Liberum veto

  1. już jest nas dwóch. Ja też chcę mieszkać w takim “infernum”. Znajdziesz je, daj mi znać.Ludzie jednak nie chcą takiego infernalis. Przez kilka miesięcy “przygotowywałem” dwóch kolegów z pracy na objawienie prawdy… Rozmowy podczas kofibrejku, lanczu. W końcu dziś nadarzyła się okazja – rozmawialiśmy o dziecku zabranym matce przez kanadyjską opiekę społeczną, które to cały czas ucieka z kolejnych ośrodków “pomocy” i wraca do domu… I co? Wszystko na marne – oni chcą urzędników wtrącających się do życia rodzinnego i decydujących o losie dzieci i rodziców. “Bo trzeba chronić”, “Bo państwo ma obowiązek” itp. itd. No i nie przetłumaczysz…

    Like

    1. Panie! To że na świecie żyją w większości świry i czuby jak pańscy koledzy z pracy to fakt ałtentyczny i nie ma sensu tracić czasu na ich przekonywanie, bo człowiek tylko straci czas i się zestresuje… Już zdrowiej palić papierosy a nawet trawę niż obcować z czubami… Zresztą co się dziwić jak państwo ludziom pierze mózgi w państwowych placófkach? Prywatne sekty potrzebują kilku godzin, żeby przekabacić słabsze jednostki, państwa mają na to kilkanaści lat. Nie tędy droga! Trzeba zbić fortunę, kupić se jakąś wyspę lub państwo aferykańskie i zbudować wszystko od nowa. Inaczej tego nie widzę… W imię wolności mógłbym nawet wprowadzić przymusową aborcję i ełtanazję… i małżeństwa homosexsów, żeby mi Unia dała święty spokój.

      Like

    2. Jeszcze jedno! Bo pan to jesteś jak doktor Siudym, czy Pijaczka, pozytywiści, o których przymusowo czytałem streszczenia lektur! Pan się poświecasz, praca u podstaw, a ciemny lud i tak swoje wie a pan tylko sobie nerwy zszargalisz. Lepiej zrobić zrzutę na wykup jakiegoś państewka. Niestety coś i się widzi, że na wyprzedaż Kuby nie zdążę, ale być może na Koreę północną już tak… Ciekawe ile kosztuje Zimbabwe lub Rwanda i kiedy będzie przetarg.

      Like

      1. A właśnie o tym chciałem pisać – podobno tu w Kanadzie, w Ukraińcy próbowali zebrać pieniądze (początek ubiegłego wieku) na wykup dużych części Manitoby czy Saskeczuanu i stworzenia tam Nowej Ukrainy. Nic im z tego nie wyszło (może skarbnik był fanatykiem Opoja).To jak – zrzuta? Może być nawet jakaś mała (nie zamała, cobyśmy się nie potykali o siebie) wyspa… 🙂

        Like

      2. Zgoda! Proponuję zrzutkę na moje konto! Ofiarodawcy będą mieli w moim utopijnym państwie anarchistycznym prawo składu i pierwszej nocy.

        Like

  2. I RP była pod wieloma względami piękna, niestety miała też pewne wady. Największą(oprócz niewolnictwa chłopów i całego tego gównianego feudalnego prawa i sotsunków społecznych, które gospodarczo trzymało nas w tyle za innymi, niczym obecna “społeczna gospodarka rynkowa”) było to, że nie była się w stanie obronić przed sąsiadami. A swego czasu sąsiadów mieliśmy niezbyt miłych – same militarystyczne zamordyzmy. Stąd bezbronny, “nierządem stojący” i pogrążony w anarchii kraj został rozerwany na kawałki przez sąsiadów. Było miło, ale się skończyło i przyszli niezbyt mili i wolnościowi władcy. Wniosek taki, że to sprawne państwo minimum być musi;)

    Like

    1. Ale kolega to opowiada o późnych czasach saskich (a wnioskując po “niewolnictwie chłopów” wiedzę swą opiera na podręcznikach koncentrujących się na walce i tworzeniu samoświadomości klasy robotniczo-chłopskiej na przestrzeni wieków), a przykład anarcholski zdarzył się duuużo wcześniej, zanim się jurgieltnicy rozpanoszyli.No to żeby znowu kiedyś, gdzieś było normalnie…

      Like

      1. Kiedyś znowu będzie normalnie, bo historia kołem się toczy. Niech się ino Anarch dorobi fortuny i kupi sobie jakieś państewko, ewentualnie konia i szablę.

        Like

      2. I RP była praktycznie bezbronna i bezradna militarnie przez całe czasy saskie. Przez brak sprawnego państwa właśnie. Pańszczyzna, przywiązanie chłopa do roli i olbrzymia kontrola pana nad chłopem to dla mnie coś w stylu niewolnictwa. Dla równowagi dodam – w III RP obecnie mamy pod tym względem podobnie, tyle że państwo przejęło rolę Pana…

        Like

      3. Państwo nie było sprawne nie z powodu zbyt dużych wolności, tylko z powodu rezydentów/konfidentów obcych państw/wywiadów, którzy dorwali się do stołków. I tu jest analogia to III RP

        Like

      4. Pierdo***na autocenzura! Napisałem odpowiedź a onet nie puszcza. Nie doszukałem się jednak brzydkich wyrazów więc nie wiem osso chodzi… Ostatni raz próbuję, obcięte ze wszystkich podjerzanych słów i ocenzurowane do maximum, może pójdzie, a jeśli niezrozumiałe, proszę podziękować mędrcom z onetu:Ale osso chodzi bo nie rozumiem? Było państwo minimum? Było. Sam fakt wolności i liberum veto nie zadecydował o upadku czy przetrwaniu państwa, tak samo jak nie ma znaczenia, czy w państwie panuje zamordyzm czy umiarkowanie, i czy VAT wynosi 15% czy 22%. I RP istniała setki lat i na jej historia jest tak złożona, że nie ma sensu o tym dyskutować przy okazji tego wpisu. Były czasy kiedy była potężna, były czasy kiedy była słaba a sąsiedzi się zagapili, były czasy kiedy szlachta chciała uzdrowić państwo a król się do tego nie kwapił i były czasy kiedy król chciał dobrze a szlachta się zacietrzewiła. Nie jest to gazetowybiórcze wymądrzanie się a gadanie o d***e marynie i zbaczanie z tematu. Fakt jest taki że rządy i państwa upadają niezależnie od poziomu rozrostu państwa. Często nazwa państwa pozostaje ta sama, a kompletnie zmienia się okupant (żeby wziąć na ten przykład Zjednoczone Kur…..stwo – podbici przez Żabojadów, rządzeni przez Szkota, z królową o niemieckich korzeniach). Nie uważam, żeby nasi sąsiedzi wyszli od nas lepiej. Dla mnie nie ma znaczenia jaka chorągiewka powiewa nad moim domem (najlepiej czarna z trupią czachą i skrzyżowanymi szablami) a to czy jestem wolny czy też nie. Niezależnie czy uciska mnie Tusk, Merkel, Obama czy Gordon Clown. A u naszych bliższych i dalszych sąsiadów nie dostrzegam więcej wolności. Ucisk ten sam a porządek większy i łapówki droższe. U nas przynajmniej bordello bum bum, więc jakoś się można się psim swędem wywinąć z łapsk okupanta.

        Like

      5. No wydzodzi na to, że nasi strażnicy cnoty uznali słowo D.U.P.A za wulgaryzm wart ocenzurowania! Pół godziny szukałem tej pieprzonej d-u-p-y!!! Dżizus Krajst!

        Like

    2. Z tym niewolnictwem to przesada, zwłaszcza że szlachta chłopów aż tak bardzo nie niewoliła jak dzisiejsze państwo nas.Zresztą nawet z tą pańszczyzną to było tak, że jak chłop był bardziej majętny, to sobie wynajmował ludzi by za niego pańszczyznę odrabiali.Poza tym jak chłop się dorobił to i za skromną opłatą jakiś zabiedzony szlachciura go do herbu dopuszczał i już mamy wolnego szlachcica, zamiast prostego chłopa.

      Like

      1. Racja racja! Szlachciura zaświadczał, że spalił się dworek i spłonęły herby i dokumenta itd… No i zawsze można było dac dyla na wschód czy do konkurencji… Teraz też mamy pańszczynę. Pół roku robimy na państwo i nawet Żyd nas nie rozpija – sami musimy płacić za alkohol.

        Like

      2. Co do liberum veto to zgadzam się z panem Anarchem. W ogóle trochę się, jak widzę, pozmieniało w świadomości ludzkiej i na wikipedii jest wreszcie całkiem sensowny i bezstronny wpis o znaczeniu tego prawa. Ja na studiach historycznych nie doczekałem się sensownej debaty o wolnym nie pozwalam pamiętam, że w swoich poglądach o wyższości takiego ustroju nad zwykłą demokracją byłem całkowicie osamotniony.Natomiast co do sytuacji chłopów w I Rzplitej to była ona jednak opłakana, nawet mimo tego że chłop był przecież w teorii wolnym. Na ten temat ciekawie pisze Fryderyk Schulz w “podróżach inflantyczka” opisując między innymi stosunki społeczne w ostatnich latach istnienia państwa.

        Like

      3. Wciąż było to postfeudalne badziewie. Zachód poszedł inną drogą i lepiej na tym wyszedł. Ja nie mówię, że pańszczyzna się chłopom nie podobała, ba większości to było bardo na rękę i bardziej bała się uwłaszczenia.

        Like

    3. Ależ przecież było państwo minimum, był system, był król, był sejm i armia. Ba! Jednomyslnie szlachta uznała, że państwo nie musi być ograniczone do minimum… W zasadzie nie można mieć zarzutów do systemu. Przetrwał parę set lat. Nic nie trwa wiecznie, na przestrzeni wieków upadały państwa liberalne, zamordystyczne, totalitarne i demokratyczne. Upadło cesarstwo rzymskie, upadła demokracja ateńska, upadła Franca amsolutna a pod sztandarami wolności, równości i braterstwa wprowadzono rządy terroru… Nasi zaborcy też wyszli na swoim systemie jak Zabłocki na mydle bo Austria stała się karykaturą samej siebie, Prusiech już nie ma a Rosja zafundowała sobie komunizma…Każden system ulega erozji i tak jak człowiek, musi kiedyś kopnąć w kalendarz. Co prawda jeszcze tegom nie doświadczył, ale uważam, że o wiele przyjemniej jest umierać jako wolny człek niż jako niewolnik.

      Like

      1. “Ależ przecież było państwo minimum, był system, był król, był sejm i armia. Ba! Jednomyslnie szlachta uznała, że państwo nie musi być ograniczone do minimum… W zasadzie nie można mieć zarzutów do systemu. Przetrwał parę set lat.”System wyglądał ładnie na papierze, w praktyce działał do d**y. Nawet tak podstawowej rzeczy jak armia nie potrafił zorganizować i obce wojska wciąż robiły u nas co chciały. System był zdegenerowany i ten bezwład utrzymywali nasi sąsiedzi oraz nasza magnateria, bo im taka anarchia była na rękę. Próbowano go ratować(konstytucja 3-maja), ale już było za późno i nie było go czym bronić.Może i przetrwał długo, ale rąbnął z hukiem i zakończył się klęską i ponad wiekiem niewoli. Fakty są nieubłagalne – zbankrutował.Niestety inne kraje wybrały wtedy model bardzie scentralizowany, z tą chociażby szczątkową administracją, stałymi podatkami, skodyfikowanym i przestrzeganym prawem, itd. U nas była anarchia – prawo było albo nie było, a sądy nawet jak już wydawały wyroki, to się ich nie dało egzekwować(kto miał kasę i prywatną armię był nie do ruszenia), podatki były albo nie były zbierane, to uchwalały oddzielnie sejmiki ile zapłacą i czy zapłacą(władzy królewskiej nie ufano), a stałych nie było. Jakiś warchoł czy przekupiony zdrajca mógł zerwać każdy sejm(liberum veto w swej najgorszej wersji zaczęło działać w XVIIIw., za czasów ostatnich Jagiellonów czy pierwszych królów elekcyjnych, gdy nasza szlachta jeszcze myślała i interesowałą się racją stanu, warchoła próbującego zerwać sejm by porąbano szablami). Administracji brak, armii brak, był to zwyczajnie jeden wielki bajzel. Pechowo sąsiedzi nie byli krajami pogrążonymi w takim samym chaosie i wykorzystali bezwzględnie tą słabość.”Nic nie trwa wiecznie, na przestrzeni wieków upadały państwa liberalne, zamordystyczne, totalitarne i demokratyczne. Upadło cesarstwo rzymskie, upadła demokracja ateńska, upadła Franca amsolutna a pod sztandarami wolności, równości i braterstwa wprowadzono rządy terroru… “”Każden system ulega erozji i tak jak człowiek, musi kiedyś kopnąć w kalendarz. Co prawda jeszcze tegom nie doświadczył, ale uważam, że o wiele przyjemniej jest umierać jako wolny człek niż jako niewolnik.”To mi przypomina relatywizowanie w stylu gazeto-wybiórczym. Oczywiście, że nic nie trwa wiecznie, ale co z tego? Skupmy ma się na konkretach – nasza forma ustrojowa, choć miała wiele plusów, w końcu zbankrutowała. Wymagała zmian, a te przyszły za późno. Chwalenie “nierządem stojącej” I RP z czasów saskich mnie dziwi. W ten sposób skrajna wolność zaprowadziła nas do skrajnej niewoli…”Nasi zaborcy też wyszli na swoim systemie jak Zabłocki na mydle bo Austria stała się karykaturą samej siebie, Prusiech już nie ma a Rosja zafundowała sobie komunizma…”Za przeproszeniem dynda mi, jak wyszli na tym nasi sąsiedzi. Mnie interesuje, jak wyszliśmy na tym my, a wyszliśmy tragicznie. Wcale tak być nie musiało, I RP równie dobrze mogłaby sobie trwać do dziś i przeżyć carską Rosję, kaiserowską Austrię i Niemcy. Bez zaborów, powstań, okupacji, zsyłek, branek, łapanek, itp. “cudów”… Do tego tylko trzeba było odpowiednich reform, a te sabotowali sąsiedzi, magnaci i ciemniejsza część szlachty.

        Like

      2. Relatywizowanie czy nie – nic nie trwa wiecznie, choćby system był najlepszy, to nie znaczy że będzie trwał do końca świata i jeden dzień dłużej. System II RP był nieporównywalnie bardziej scentralizowany niż I RP i nie przetrwał nawet 20 lat – takie życie, taka jest otaczająca nas rzeczywistość. Zobaczymy ile przeżyje ochlokracja III RP – jeśli chociaż połowę tego co I RP to ja wzorem Ananiasza zjem swoje okulary.Anarchia która panowała w I RP miała wile pozytywnych cech. Pieklisz się że nie płacono podatków? Dla mnie to błogosławieństwo i chciałbym móc dziś obronić się przed urzędem skarbowym, ale nie mogę bo jak spróbuję to mnie przerobią na mielonkę.A że były rozbiory? Współczesna Polsce Austria była również bardziej scentralizowana, Habsburgowie zasiadali na kilku tronach Europy i li tylko zbieg okoliczności i mniejsza determinacja sąsiadów sprawiły, że Austria nie została rozebrana 30 lat przed Polską (a wtedy być może i losy naszego kraju potoczyły by się zupełnie inaczej).Podsumowując Twoja ocena jest czarno biała i ostra i dobrze, tylko że niecelna bo niestety diabeł tkwi w szczegółach i o niuansach naprawdę warto pamiętać.

        Like

  3. Zamoyski architekta potrzebował z tego prostego powodu, że w owych pięknych czasach architekt który katedrę namalował jednocześnie nadzorował jej budowę. Oczywiście nikt go o dyplom polibudy nie pytał. Co najwyżej by go pan Zamoyski pokarał odpowiednio, gdyby jego katedra runęła w trakcie budowy.

    Like

    1. Prawda prawda! Mje się rozchodziło o takiego architekta, który nic nie buduję, a siedzi jeno, pierdzi w stołek i zatwierdza projekty za łapówki. Taki architekt z urzędu a nie z zawodu.

      Like

      1. Widzisz waćpan.Bo kiedyś to było tak. Najpierw pan architekt sobie coś namalował a potem to budował.Potem, jako że żelbet dawał nowe możliwości a tak między bogiem a prawdą architekci są bardziej malarzami niż inżynierami to dla pewności zaczęli się konsultować z inżynierami dróg i mostów. (bo a nuż się zawali i panu architektowi urwą to i owo) I ten układ był całkiem dobry, bo pan malarz namalował, pan inżynier przeliczył i nadzorowali obaj. Jeden kwestie techniczne, drugi kwestie estetyczne.Ale potem I RP wymyśliła sobie samodzielne funkcje techniczne na budowie i zaczęło się mnożenie biurokracji. A to jakieś plany zagospodarowania przestrzennego, a to jakieś warunki zabudowy, a to osobne uprawnienia dla projektowania i wykonania, a to jakiś urzędnik który sprawdza projekt…Dziś jak się budynek zawali to właściwie nie wiadomo kogo do odpowiedzialności pociągnąć. Bo albo kierownik gdzieś oszukał, albo projektant się gdzieś w obliczeniach machnął, a jeszcze urzędnicy nie wyłapali…

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s