Iberzecung oder erklerung und świńskie zdjęcia penisów

Nuuuuda! Nic się ostatnio ciekawego nie dzieje, no może oprócz pewnego nieszczęśnika, któren przebrał się był za penisa za co prokurwatura postawiła mu zarzut obrazy głowy państwa obcego, Władimira Putina. Dziwna to zacz sprawa, najwyraźniej tęgie głowy w prokurze uznały, że Federacja Rosyjska myśli, za przeproszeniem, fiutem, lub że się z własnym chujem na głowy pozamieniała. Chujem bez czapki zresztą i proszę mi nie zarzucać wulgaryzmów bo już jeden łódzki chuj bez czapki na urzędzie zrugał publicznie drugiego chuja w mundurze i prokuratuta-prostytuta uznała, że nie załszła żadna obraza majestatu (ba! kij tam z prokuraturą – sam mundurowy członek bez czapki nie raczył na miejscu zbrodni wystawić prezydentowi Kropiwdupskiemu mandatu za mowę rynsztokową, więc skoro elyta może to ja tyż). Tak więc ‘chuj’ jest od dzisiaj słowem dopuszczalnym a słowo ‘penis’ już nie. Ciekawe co te ciule jeszcze wymyślą.
No, ale zboczyłem jak jakiś piętnastotysięcznik. Płemieł Putain nie jest oficjalnie głową państwa więc nie wiem czego się czepiają w tej prokurwaturze. Będąc premierem jest natomiast szefem rządu, czyli też jego najważniejszym i największym członkiem, a żeby być członkiem trzeba być penisem, bo każdy penis to członek. Głową (zresztą pustą) jest Mjedjedjedjew. Dżizus Krajst! Czy ja muszę rozwiązywać takie pierdoły?

  

No dobra! Kij w oko Putainowi i prokuraturze. Kostium penisa do dupy (o la la!). Przejdźmy do fpisu z pierwszego września.

Nie wiem co we mnie wstapiło. Nic nie pamiętam. Podobno obudziłem się w środku nocy zlany potem, pejsy dziwnie zaczesane na bok (odgórnie ukośnie, tak że z czubka głowy opadały mi na czoło), wąs mi zczerniał i wrzeszczałem coś w niezrozumiałym dla mojej piękniejszej połowy języku (ale nie po Polsku) gestykulując żywo z błyskiem w oku. Podobno nie słyszałem co się do mnie mówi. Kiedy stanąłem w oknie z farfałowskim pozdrowieniem krzycząc ‘angrajfen angrajfen! forwerts!’, żona zdzieliła mnie patelnią przez łeb cobym nie pobudził sąsiadów. To podobno trochę pomogło, uspokoiłem się, zasiadłem przed komputrem i zacząłem pisać…

Dopiero drugiego września wróciła mi pełnia świadomości. Nie wiem co popisałem, bo po niemiecku nie szprecham już od 2003 roku, ale pamiętam, że byłem strasznie zdenerwowany na najnowsze pomysły wprowadzenia ordnunga w moim rodzinnym mieście. W sumie dobrze się stało, że opętał mnie demon i przemówił do włodarzy i dziennkarzy w innym języku bo po polsku do nich nie dociera. Nie rozumieją jeden z drugim że grupka ludzi nie może administracyjnie nakazywać innym co jest estetyczne i piekne a co jest kiczem. To trochę jak z tym Ferdydurkiem, gdzie nauczyciel wmawiał uczniowi że dzieła poety muszą mu się podobać bo to wielki poeta był. Teraz absurdy opisane przez Gąbkowicza wprowadzane będą przez firera Majchrowskiego i jego ferajnę, która zadecyduje co jest ładne i co wolno a co jest brzydkie i ‘won na wieś’. Niech jeszcze wprowadzą nakaz chodzenia po Rynku w garniaku i wypastowanych trzewikach, żebyśmy nie tylko gonili, ale i przegonili Ełropę. Najłatwiej rozporządzać cudzą własnością.

Chcą mieć dzielnicę banków i McDonaldsów na Starówce, to będą mieli, bo taka będzie konsekwencja wprowadzania ordnungu jak za okupacji – drobny biznes nie będzie widoczny – będzie miał mniej klientów, mniej klientów oznacza mniejsze zarobki, mniejsze zarobki spowodują zamykanie sklepów a kto tam będzie cokolwiek otwierał jak nie będzie mógł się wypromować fikusnym szyldem czy żywą reklamą. Zresztą, za rogiem pierdyknęli Galerię Krakowską (coś jakoś w moim rodzinnym mieście nie są zbytnio kreatywni, tylko galerie, hotele, zakazy i nakazy), która i tak skutecznie podbiera rzeszę klientów, co nie jest złe w normalnych warunkach wolnego handlu (ale w Polsce taki zwierz nie występuje nawet w zoo). Najlepiej wyjdą na tym urzędnicy – będa mieli nowy problem, nad którym będą się musieli pochylić i w pocie czoła rozwiązać.

No dobra, tyle razy im to powtarzałem po polskiemu i raz nawet po niemieckiemu, a i tak wątpię, żeby to do nich dotarło. Nie ma sęsu rzucać pereł we wieprze i strzelać do much z harmat, których sześć jeno miała i wciąż dymią i świecą.

Tak na marginesie – w zacytowanym artykule powoływano się, między innemi, na przykład Porto. Noestety gazetka w ramach dziennikarskiej obiektywności nie zamieściła żadnych zdjęć z tego cywilizowanego miasta, prezentując postępowej gawiedzi jedynie ‘ochydne’ szyldy krakowskie:

 

Ponieważ byłem ostatnio w tym świętym mieście, które nawet swą nazwą czci Opoja, w ramach nierzetelności blogowej zamieszczę fotkę z handlowej ulicy portowskiego starego miasta:

  

Niestety dochodził wieczór więc nie widać wielu ‘ochydnych’ szyldów (za bazarem były na przykład jebitne okulary reklamujące optyka).

I tym południowym akcentem oraz muzyczną dedykacją dla włodarzy i pisarczyków z grodu S(k)raka oraz administracji państwej en bloc i in flagranti, zakączam.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s