United Banana Republics of America oraz żarófki-parófki

Oj! Coś źle się zaczął ten tydzień. Jeszcze nie zdążyłem wejść do kibla, żeby zgodnie z zaleceniami brazylijskich ekologów kulturalnie wysikać się pod prysznicem a tu trach! strzeliła żarófka i wywalił Korki. Z zespołem! Przez to wszystko musiałem się nieekologicznie załatwić do zlewu (dobrze, że Włoch jeszcze spał a goryl wyciągnął naczynia). W porze lanczu udałem się do sklepu zakupić nowe źródło światła, które uczyniłoby ze mnie światłego mężczyznę głosującego na Partię Kobiet metodą kalendarza Pirelli.
Tutaj, po raz pierwszy tego dnia uśmiechło się do mnie szczęście, bo postępowe żarófki były w promocji po cenie tych tomaszo-edisonowskich, zacofanych, energochłonnych i ciemnogrodzkich! Kupiłem se na zapas bo i tak, skoro zakazali, wkrótce nie będe miał wyboru. Jak już trzeba pod przymusem to lepiej taniej niź drożej (niech kto inny płaci). Przy okazji zakupów, kiedy pochylałem się z troską nad rachunkiem, przeleciała mnie z nienacka refleksja, że cała ta zafajdana debata czy żarówki energooszczędne sa dobre czy złe i czy wobec tego zakaz jest zasadny, pokazuje jak bardzo udało się państwom zindoktrynować ludzi. Nawet tych, uważających się za wolnościowców. Nie ma sensu wdawać się W ŻADNĄ dyskusję, który produkt jest lepszy – normalny wolny rynek sam by to rozstrzygnął (niestety już dawno złożono go w ofierze złemu mzimu biurokracji). Gdyby nawet jedne żarówki powodowały bezpłodność, impotencję i hemoroidy a drugie podwajały omni-potencję, każdy powinien mieć prawo wyboru i jeśli ktoś chce by mu zwiędła kuśka – prosię bardzo! Nie wolno zakazywać ludziom bycia idiotami (niezależnie od tego co rozumiemy przez idiotyzm – ja na wszelki wypadek zakupiłem oba rodzaje żarówek, więc co najwyżej kwalifukuję się na półgłowka).

Teraz przelećmy Atlantyk i rzućmy się na Obamę. Z góry zaznaczam, że nie będzie płenty, bo Bantustanami Zjednoczonymi nie interesuję się od 1865 roku, kiedy nastapił ich ostateczny upadek. Myślę jednak, że warto przytoczyć troche kłamstw, okropnych kłamstw i statystyk. Ostatnio Narodowo-Socjalistyczny Departament (Amerykański) Pracy (NSD(A)P) poinformował, że bezrobocie w kraju ‘wolności’ i demonkracji wzrosło do 9.7%. Na tą okazję moja ukochana koszerna doniosła, że jest to wynik gorszy od oczekiwanego przez ekonomomistów, natomiast Fajnanszjal Tajms (jeden z kochanków, z którymi zdradzam wybiórczą) podał, że wynik jest lepszy niż przewidywali ekonomiści. I komu tu wierzyć? I kim są ci ekonomiści, że tak wróżą na dwoje jak babka? W sumie to ja też tak moge poprzewidywać – jutro WIG20 pójdzie w górę… albo w dół, a Ty, szanowny Czytelniku, trafisz szóstkę w totka, albo nie trafisz. Moje prognozy sprawdzają się co najmniej w 50% (choć jak WIG20 najpierw pójdzie w górę a potem spadnie będę miał 100% skuteczność) więc proszę o zatrudnienie na 40-tym piętrze w międzynarodowej korporacji z widokiem na Fallusa im. Józefa Stalina i Plac Deliriad, oraz wypłatę bonusu w orzechach laskowych, którymi zapełnię dziury Bałca i Rostkowskiego.
‘Jaki kryzys takie bezrobocie’ pomyślałem, 9.7% w okresie ‘prosperity AWS-u’ i rządów Bucka (najlepszego premiera wg polskiej gawiedzi, która nagrodziła go stolcem w Europar-lamencie) było niedoścignionym marzeniem (dla tych co zapomnieli, lub nie było ich jeszcze na świecie – pan Bucek wraz z pięknym Mańkiem und gance ferajne zafundowali nam na odchodne 20% bezrobocia), więc niech tam Obama nie pitoli, że ma krajzis i że trzeba drukować piniądze.
Dzisiaj jednak wpadł mi w pazerne łapska Finanszjal Tajms Dojczland, nieślubny bękart mojego nieprawego związku z Finanszjal Tajmsem, z którego dowiedziałem się, że to 9.7% to taka statystyczna sztuczka, żeby ładnie wyglądało. Niemiaszki w pieknie brzmącej rubryce ‘Das Kapital’ podają, że sytuacja w baraku Baraka jest tragiczna a ostatnie wzrosty na tamtejszej giełdzie nie mają żadnego pokrycia w gospodarce. Według naszych zachodnich sąsiadów, prawdziwe bezrobocie (wliczając ludzi niezarejestrowanych jako bezrobotni i pracowników dorywczych, niemogących znaleźć roboty na pełny etat) wynosi 17% podczas gdy akcje na amerykańskiej giełdzie stoja jak gdyby w U$A zaczynał się okres rozkwitu. Na dodatek dziura Obamy jest nieporównywalnie wieksza od dziur Bałca i Rostworowskiego razem wziętych, zgodnie ze stereotypem o Afroamerymkanach, i nawet mój bonus w orzechach laskowych (ba! w midgałach nawet!) by jej nie zapełnił. Czarny rezydent Białego Domu przedłużył sobie deficyt do 1,506,000,000,000 centym… znaczy dolarów i nie za bardzo ma go kto spłacać, bo jak podają dyspozycyjni dziennikarze Angeli Merkel, tylko 30% zatrudnionych w Absurdystanach Zjednoczonych pracuje poza sektorem państwowym i zdrowotnym (który wbrew stereotypowi o jego prywatności jest silnie wspierany i chroniony przez państwo). Hier is der Hund begraben! I tu jest ta płenta, której miało nie być – co to kurna za gospodarka, w której 30% pracuje na 70% mniejszych lub większych pasożytów?! Toż to chyba nawet u nas za głębokiej komuny tak nie było, bo pełne zatrudnienie w sektorze państwowym było fikcją a większość dorabiała coś na boku, prywatnie, żeby było na mięcho, telewizor czy srajtaśmę. Tyle, że to była komuna a my tu dyskutujemy o kraju, który w rankingu wolności gospodarczej za rok 2009 zajmuje szóstą pozycję na świecie.

W związku z powyższym postanowiłem zadać Ci, szanowny Czytelniku pytanie, które zamieściłem na moim video-blogu. Czekam na odpowiedzi w fermentarzach!

Dobranoc!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s