Dojna Krowa

Patrz, Szanowny Czytelniku. Patrz i ucz się, jak można wydoić nawet truposza. Jeszcze nie ostygło ciało asystenta z Łodzi a już go doją, aż siury lecą. Doi prezes Jarosław, doi Fiłeł, doją partyjne elyty, doją i partyjne pionki. Każdy chce coś powiedzieć przed dyspozycyjnymi kamerami lub w dyspozycyjnym radio, ewentualnie, z braku laku, w dyspozycyjnej prasie. I jeden drugiego przebija w hasełkach. Dla polityka, każdy z nas ma cycek, do którego można się dossać, jak na ssaka przystało. Dziś padło na asystenta, wczoraj na pasażerów feralnego busa, a przedwczoraj na überkrowę (świętą), spoczywającą chwilowo wśród królów. Nihil novi sub sole, jak mawiali staro-żydni. Niedawno w Czile prezydent doił górników, którzy byli na tyle dojni, że do imprezy dołączył jego kolega z Boliwii. Co by się nie stało, sukces gwarantowany (wydobycie=głosy; porażka=żałoba+zjednoczenie=głosy).

Pytanie brzmi, czemu dopiero w 2010 ‘stało sie w końcu to co miało się stać’, jak  spiewał poeta. Od ‘wyzwolenia’ panowie i paniusie z Wiejskiej rzucaja gównem nie tylko w siebie nawzajem, ale i w każdego z nas. Cóż się dziwić, że w końcu komuś pekła żyłka. Wszak, jak mówią starozakonni Górale, z góry Synaj: ‘oni wiatr sieją, zbierać będą burzę’. I jak na razie wszystko wskazuje na to, że nie wyciągnęli żadnych wniosków.

W Polsce sezon na dojne krowy, może nasz Kałdillo powinien zaprosić Smarkozy’ego, u którego ostatnio posucha. Niech się chłop pokaże przed kamerami, poklepie po plecach, wyrazi wyrazy uznania lub troski.

Dobra, muzyczka na koniec, żeby i nam żyłka nie pękła. Auf wiederlesen!

Lyberałowie z Koziej Dupy

W czasach, które przyszli historycy nazywać będą przeszłością, któż stanie w obronie prawa Kowalskiego do delektowania się Tajfunem lub bełtem za dwa zeta (nikt nikomu nie wmówi że Szato de Menell kupuje się dla smaku przeto jabcoki podpadają pod kategorię dopalaczy)? Któż obroni przeciętnego Polaka przed prawem ładowania się w osiemnastu chłopa do busa, w czym sześciu do popielniczki (Geremek jechał w pojedynkę, samochodem przystosowanym do transportu i z atestami, i nic mu to nie pomogło). Kto stanie na straży i swą owłosioną piersią osłoni wolnego człowieka przed humorami Kałdillo znad Wisły? W naszym dupokratycznym państwie prawa urzeczywistniającym kaprysy jej Fiłełka państwo ma monopol na przemoc i terror. Bo w sumie co? Parafrazując słowa duchowego przewodnika naszego Kim Don Tuska ‘ile dywizji ma (tu wstaw tego, na którego akurat wskazuje nieubłagany palec Kim Don Tuska, obecnie Król Dopalaczy)?’.

Sam Kowalski tego nie zrobi. Ostatnio liberalny rząd kategorycznie sprzeciwił się ustawie liberalizującej dostęp do brony dla przeciętnych Polaków. Jak koresponduje Korespondent, MSW stwierdziło, że liberalizacja dostępu do brony idzie w PRZECIWNYM KIERUNKU NIŻ REGULACJE EUROPEJSKIE (…) Z TEGO WZGLĘDU PROPONOWANE ROZWIĄZANIE NALEŻY OCENIĆ JEDNOZNACZNIE NEGATYWNIE. Hmmm. Czyli wg. pożal się Boże ekspierda z MSW jak coś jest niezgodne z trendem, to jest to złe. Dobrze, że nie urodził się w czasach Tysiącletniej Rzeszy, i nie wypowiadał się na temat walki z trendem niemieckiej ekspansji. Trendem europejskim, rzecz jasna. Gdyby nie trend amerykański szprechalibyśmy teraz po niemiecku, sehr geehrter(te) Leser(in). Ekspierd stwierdza również, że Projekt ustala bowiem powszechny dostęp do broni z jednoczesną liberalizacją zasad jej posiadania, co będzie miało bezsprzecznie ogromny negatywny wpływ na bezpieczeństwo i porządek publiczny’. Lyberalizm pełną gębą! Dać Polakowi broń to jak dać małpie brzytwę.

W miarę jeszcze normalnym kraju, choć rządzonym przez najweselszego Baraka na zachodniej półkuli, zniewalany obywatel może wyjechać do jakiegoś wolnego stanu, chwycić za broń i pójść w las albo do Kennesaw. Ostatnio w łikendowym Magazynie Financial Tajmsa ukazał się artykuł o krainie wolności, gdzie każdy obywatel ma broń i dobrze mu z tym. W 1982 roku, w Kennesaw w stanie Dżiordżja (Armani) tamtejsza rada jednogłośnie uchwaliła, że każdy obywatel powinien posiadać broń. Była to odpowiedź na decyzję rady
Morton Grove, ­Illinois, która zakazała posiadania broni w granicach miasta. Obywatele Kennesaw byli oburzeni gwałtem liberałów z Illinois na drugiej poprawce do Konstytuty, i po części w ramach protestu, po części żeby zagwarantować sobie żeby żaden lyberał z koziej dupy nie wchodził im w paradę, postanowili się uzbroić. Rada miasteczka, w duchu wolności postanowiła, że jeśli posiadanie brony kłóci się z czyimś sumieniem, nie musi się zbroić. Dała więc wybór, coś czego lybrałowie, kierujący się jedynie zakazamy i nakazmy, nie potrafią zrozumieć.

W niemal 30 lat po uchwaleniu tego wspaniałego prawa, które lyberalny półświatek okrzyknął porażką, sprowadzającą Kennesaw do miasteczek dzikiego zachodu, miejscowość rozrosła się z około 5,000 to około 35,000. Wg statystyk FBI, w 2008 roku zanotowano tam 31 brutalnych przestępstw, głównie napaści na tle rabunkowym. W tym samym roku statystyki dla okolicznych miejscowości o podobnym zaludnieniu, gdzie obywatel ni ma dostępu do brony, Dalton i Hinesville, wynosiły odpowiednio 127 i 188 przestępstw. W Kennesaw jest też o połowę mniej kradzieży i włamań niż w Dalton i trzykrotnie mniej niż w Hinesville. Tylko 2% przestępstw dokonywanych jest przy użyciu broni… Pan dziennikarz z FT stwierdza w artykule, że choć liberałowie mogą dostać od tego zgagi – powszechny dostęp do broni w Kennesaw zdaje egzamin.

Nie będę się za bardzo rozpisywał, bo artykuł przydługi, ale na koniec ciekawa obserwacja. Mieszkańcy Kennesaw uważają, że to właśnie świat poza ich mieściną jest dziki i niebezpieczny. Broń daje im nie tylko poczucie bezpieczeństwa, ale także poczucie wolności, niezależności i ułudę obrony przed nieodpowiedzialnymi działaniami rządu.

Ciekaw jestem czy nasze nie-rządy pozwalałyby sobie na wprowadzanie bubla za bublem, zakazu za zakazem, a ostatnio nawet na przyznawanie się w żywe oczy do łamania prawa, gdyby wiedziały, że każde perfidne wkraczanie z butami w wolności obywatela mogłoby skończyć się masakrą? Czy Kim Don Tusk miałby cojones?

Na koniec, cytat na niedzielę: ‘Nieposłuszeństwo jest prawdziwą podstawą wolności, posłuszni muszą być niewolnicy’. Jak ktoś odgadnie kto jest jego autorem dostanie Nagrodę Jobla.

No i tradycyjnie muzyczka dla relaksu. Przypomnijmy sobie stary dobry przebój.

  

Bądźcie bez litości!!!

‘Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni… Dżyngis-Chan rzucił na śmierć miliony kobiet i dzieci świadomie i z lekkim sercem – historia widzi w nim tylko wielkiego założyciela państw. Obecnie tylko na wschodzie umieściłem oddziały SS Totenkopf, dając im rozkaz nieugiętego i bezlitosnego zabijania kobiet i dzieci polskiego pochodzenia i polskiej mowy, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam przestrzeń życiową.’

Kanclerz 1000-letniej Rzeszy


‘Wczoraj w nocy specjalny zespół rządowy z moim udziałem podjął stosowne decyzję i tę kwestię rozstrzygniemy w trybie błyskawicznym, w sposób zdecydowany, żeby nie powiedzieć brutalny. Nie będzie litości dla tych, którzy życie młodych obiecujących ludzi chcą zamienić w piekło uzależnienia. Obecnie w całej Polsce rozmieściłem oddziały Policji, ABW, CBŚ, CBA i Straży Miejskiej z rozkazem nieugiętego i bezlitosnego eliminowania obywateli polskich sprzedających dopalacze’

Płemieł Niemal 1000-letniej Najjaśniejszej


Roku Pańskiego 2010 władze Rzplitej pochyliły się nad strasznym losem ofiar dupalaczy. Wiadomo, wybióry tuż tuz, najpierw samogwałtrządowe, potem par-lamentarne, więc trzeba się wykazać. A coż może przyspożyć lepszej popularności niż walka z wiatra… znaczy się ze straszym zagrożeniem życia naszych dzieci.

Grunt pod walkę z demonem dupalaczy przygotowała, oczywiście, najbardziej zaangażowana gazeta w Polsce. W tejże gazetce o nazwie przeciwnej do prezentowanych poglądów (wszystkiego chcą zakazać a udają wyborczych) już od kilku miesięcy czytamy jak legalne narkotyki dziesiątkują naszą młodzież. A to ktoś kipnął na dyskotece a to jakiś gówniarz przekozakował na prywatce jakiej nie przeżył nikt. Sodomia i gomoria… albo nie, lepiej, ruja i poróbstwo, jak mawiał wielki pisarz gdy wielkim pisarzem był. ‘Śmierć kosztuje zaledwie 14 zł’ bił na alarm zaangażowany szmatławiec.

Kiedy już gawiedź odpowiednio nastraszono, nad problemem pochyliło się państwo opiekuńcze. Zaczęło od nękania sklepów z dupalaczami wizytami państwowego aparatu represji, o czym doniósł szanowny Pan Bazyli (pan Bazyli zapomniał oprócz PIPy, Skarbówki i ZUSu dodac jeszcze SANEPIZD). W Kielcach policja wykorzystała ‘lukę prawną‘, żeby pozamykać sklepy na terenie całego miasta. Żeby nie pozostać w ogonie lub pod nim, do walki przyłączyły się też władze lokalne (wybory samorządowe!). W Nowym Targu ogórek PKS zatarasował placówkę handlu śmiercą za 14 zeta :).  Burmistrze, prezydenci, sołtysi jak jeden mąż, lub jedna ciota, zaczęli straszyć handlarzy konsekwencjami prawnymi w razie gdyby komuś się kipło po dupalaczach, a gdy to nie podziałało, tym samym próbowali nastraszyć właścicieli lokali. Obecnie na topie jest zakazywanie handlu tymi legalnymi bądź co bądź specyfikami przez lokalnych Führerków. Na przykładzie Bydgo-szczy widać przy tym gdzie polska władza ma prawo.

Prawa w dupie nie ma za to Krół Dopalaczy, któren, jak sam mówi, zatrudnia najlepszych prawników, żeby nikt mu się do skóry nie dobrał. El Rey de Dopalaches twierdzi, że nie ma jeszcze udowodnionego zgonu z powodu zażycia  dupalaczy. Zresztą, tutaj możesz się, Szanowny Czytelniku, się z argumentami drugiej strony.

Nawet gdyby od dopalaczy umierało 100,000 ludzi dziennie – no risk no fun, jak to mówią, a chcącemu nie dzieje się krzywda. Człowiek powinien mieć wybór czym chce się truć. Za moich czasów nie było dopalaczy, był za to butapren i trampki z Chin, które tak waliły klejem i gumą, że można się było naćpać od samego chodzenia. Kiedyś przez przypadek naćpałem przy sklejaniu samolot na czczo, jak wszyscy w domu jeszcze spali. I co? Moi kochani rodzice nie pisali listów do redakcji koszernej, ewentualnie do Jaruzelskiego, kto tam wtedy był u władzy, żeby walczyć, zakazać zniszczyć itd. Wytłumaczyli mi co się stało i żebym uważał bo wąchanie kleju pociąga za sobą gorsze skutki niż picie wódki. Dlatego nastepnego dnia, na czczo, jak wszyscy w domu jeszcze spali, dorwałem się do domowego barku i… nie ważne zresztą, nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że dla chcącego nic trudnego a naćpać można się nawet gałką muszkatołową, którą każda szanująca się gospodyni trzyma w kuchni. Walka z dupalaczami jest jak walka z wiatrakami tyle że głupsza i mniej widowiskowa.

Najgorsze jest to, że państwo coraz częściej zaczyna ignorować tworzone przez siebie bubloprawo. A z tym jest trochę jak z narkotykami w potocznym rozumieniu – zaczyna się od trawki a kończy na koce lub herze. Państwu może się wydawać, że może łamać prawo w słusznym, społecznym celu, ale to się może skończyć strzelaniem w potylice… W zbożnym… znaczy się, słusznym, społecznym celu.  Ale historia uczy nas jak kończą się takie zabawy.

Na koniec, ku przestrodze, liczba zgonów w wyniku przepicia w Polsce:

2000 – 117 kobiet, 931 mężczyzn
2002 – 120 kobiet, 981 mężczyzn
2004 – 149 kobiet, 1072 mężczyzn
2006 – 226 kobiet, 1388 mężczyzn

To co panie płemierze? Prohobicja? Błyskawicznie i bez litości.

I tradycyjnie muzyczka, tym razem z dedykacją dla uzytkowników nielegalnego substytutu dupalaczy.

PS. Wlaśnie mi sie przypomniało, w latach 90-tych puszczali na Wyspach program Brass Eye, który wyśmiewał sensacjonalizm mediów i wkręcał celebrytów w różne głupawe akcje. Program poświęcony nowemu, legalnemu dopalaczowi z Pragi (o dźwięcznie brzmiącej nazwie ‘ciasteczko’) skończył się interwencją w parlamencie i zapewnieniem Ministra Zdrowia że podejmie walkę z ciasteczkiem. Oto fragment, wnioski wyciągnij sobie, Szanowny Czytelniku, sam.