Kocham nazizm… inaczej!

W świecie roi się od nazistów, którzy uprzykrzają nam życie na każdym kroku. Mamy nazistów zajmujących się ściganiem babć handlujących pietruszką, mamy nazistów gnębiących spokojnych studentów pijących piwo po parkach (żuli zostawiając w spokoju), mamy nazioli od BHP i nazioli od szyldów na tzw. krakowskiej starówce. Mnie najbardziej za skórę zaszli naziole pociągowi, którzy każą mi płacić za jazdę pierwszą klasą kiedy stoję stłoczony między wagonami pierwszej klasy i wcale nie odczuwam większego komfortu od tłoczenia między wagonami drugiej klasy. Dziś na moją brunatną listę trafił nowy naziol – myślowy – niejaki ‘Bartosz Szymański, nasz czytelnik‘.

Pan Bartosz, nie mając w łikend nic lepszego do roboty, wybrał się był z dziewczyną na festiwal rękodziała. ‘Dziewczyna i rękodzieło’, pomyślałem, a w moim małym gestapowkim móżdżku zapaliły się kontrolki alarmowe. Zapowiada się ciekawie. Moje podejrzenia wkrótce się sprawdziły. Autor listu skonfrontowany z rękodziełem szybko zapomniał i dziewczynie a przed oczami zaczęły mu krążyć gwiazdy dawida, krzyżyki niespodziane i znaczki z Adolfem. Chcąc zapewne zaszpanować przed dziewczyną, o której przed chwilą zapomniał i pokazać jaki z niego kogut zrobił raban na cały festiwal domagając się usunięcia bulwersujących go przedmiotów a ponieważ ludzie patrzyli na niego jak na wariata, pożalił się ‘najbardziej opiniotwórczej’.

W sukurs panu Bartoszowi przyszedł pan były minister sprawiedliwości społecznej, tzw. Ćwiąkalski. Pisze on, że sprzedaż pamiątek po dziaku w Wehrmachcie traktowana jest jako propagowanie idei nazistowkich. Na szczęście, jako kraj, który wyssał antysemityzm z mlekiem matki Polki, Polska pozostawiła furtkę miłośnikom nazizmu. Mogą oni propagować nazizm jeśli sprzedają je w antykwariacie lub muzeum i jeśli osadzone są w odpowiednim historycznym kontekście. Rozumiem, że Ćwiąkalski sugeruje, że antykwarysta powinien podczas transakcji sprzedaży nosić mundur SS a w tle powinna płonąć jakaś stodoła pełna Żydów? Cóż, jaki były minister taka obecna sparwiedliwość.

Jak zapewne zdążyłeś się, szanowny czeladniku, zorientować, mój blog zarezerwowany jest dla spraw ważnych i wzniosłych i nie zawracałbym Ci głowy pierwszą z brzegu wicepierdołą, której wysiadł internet i nie mogąć wejść na strony z pornografią postanowiła wyładować się na bardziej tradycyjnej formie rękodzieła. Niestety rzecz miała miejsce w moim rodzinnym mieście, ‘nasz czytelnik’ uzyskał poparcie ‘najbardziej opiniotwórczej’ a wszystko skomentował ‘były minister sprawiedliwości’. A wszystko dlatego, że ktoś sprzedaje starocie lub ich imitacje.

Nie potrafię zrozumieć jak transakcja sprzedaży utożsamiana jest z propagowaniem jakiejś ideologi. Co, jeśli dany obiekt jest przedmiotem darowizny? Czy też mamy do czynienia z propagowaniem czy już z gloryfikowaniem a nawet nawoływaniem do… Jest to dla mnie bardzo ważne, bo jako wolnościowiec nienawidzę ideologii totalitarnych. Niestety, parę lat temu, z okazji ślubu, mój kumpel z pracy podarowął mi serię znaczków z Oprawcą. Jako historyka z zamiłowania, bardzo się ucieszyłem. Chciałem nawet pójść wycenić te znaczki, ale dobrze zrobiłem, że tego nie zrobiłem, bo jeszcze by mi diabeł podszepnął żeby je sprzedać i poszedłbym siedzieć za propagowanie ideologii totalitarnej, mimo że jej nienawidzę. I tak względnie normalny człowiek może trafić w bezlitosne trybiki państwowej machiny napędzanej przez myślowych nazioli pokroju pana Bartosza. Pisze on, że jego oburzenie jest uzasadnione, bo jego rodzina doświadczyła okropieństw II wojny światowej. Tak jak w Polsce byłoby to coś wyjątkowego. Są nawet rodziny, które doświadczyły okropieństw pierwszej wojny światowej a nawet zaborów a nikogo nie bulwersuje sprzedaż pikelhałby czy wizerunek Kajzera w krakowskich kawiarniach.

Z tego co pamiętam ze szkoły, nasi dziadkowie (oprócz słynnego dziadka z Wehrmachtu) walczyli za wolność naszą i waszą. I mimo, że wolności w grajdole nie było już od wielu pokoleń, powinniśmy uszanować ich ofiarę i przynajmniej zachować jej pozory. A wolność ma to do siebie, że przysłowiowe gówno, za przeproszeniem, pana Bartosza, pana redaktora ‘najbardziej opiniotwórczej’ oraz Ćwiąkalskiego, powinni obchodzić czy ktoś te symbole nazistowskie sprzedaje, czy się do nich modli, czy się przy nich branzluje czy poprostu je kolekcjonuje. Tylko czekać kiedy jakiś czub stwierdzi, że sprzedaż biletów w Ałszwic to propagowanie holokałstu… choć z drugiej strony… czy to aby taka szalona myśl?

No, to na koniec, żeby nie być gołosłownym i popropagować może nie nazizm ale przynajmniej faszyzm, muzyczka.

  

This is madness!!!

Madness??? This is !!!!

Ludzie z wyższych stref, jak czytelnicy Wybiórczej, Gładjana czy Le Mąd lubią szczycić się tym, że nasza syfwilizacja ma swe korzenie w antycznej Grecji i starożytnym Rzymie. Pamiętam dyskusję nad preambułą do Prostytucji UE, kiedy właśnie tymi argumentami starali się stawić opór polskiemu talibanowi, który chciał odwołania do chrześcijaństwa. No bo w sumie z jakiej paki chrześcijaństwo, które dało nam tylko Świętą Inkwizycję? Grecy natomiast, jak na prawdziwych Jełropejczyków przystało, zatrzymali Pejsów wpierw pod Pedofiliami (wąwóz w okolicach Brukseli) i pod Pendoliną (wyspa na Mazurach, gdzie PKP skłąduje lokomotywy), zadając im w końcu coup de grâce pod Plateją. Już samo stawienie czoła azjatyckim hordom króla królów zasługuje na szacun, szczególnie, że Grecy, o czym świadczą niegdysiejsze starożytne posągi, walczyli na golasa. Gdyby jednak tego było mało wybrednemu historykowi, mieszkańcy Hellady dali nam również homoseksualizm, biegi długodystansowe, przeczyścili stajnie Ałgjasza, dali nam okazję do zachachmęcenia kasy przy budowie stadionów na Igrzyska oraz książkę do matematyki pt. ‘I ty zostaniesz Pita-golasem’. A Rzmianie? No własnie! Co dali nam Rzymianie?

Wspólnym mianownikiem naszych przodków, i w zasadzie jedyną spuścizną, jaką spuścili na klatę naszym współczesnym oświeconym, była skłonność do zmyślania i ubarwiania rzeczywistości wedle własnych potrzeb. Nie było w Grecji państwa-miasta czy rodziny w Rzymie, która nie wywodziłaby się od jakiegoś boga, bożka, boginki lub herosa. Przykładowo, Dorowie, którzy przypałętali się na półwysep pelopinezki uznali się nie tylko za Spartan ale i za potomków pięknej Heleny. Rodzina Juliuszy natomiast (znana głównie dzięki Cezarowi), jeszcze kiedy Rzym był wiochą a Romulus kitrasił się z wilczycami, rozpowszechniała urbis et orbis, że wywodzi się od bogini piękności. Jak powiadał guru współczesnej myśli politycznej, kłamstwo powtarzane 100 razy staje się prawdą. Pogłoski też. Kilkaset lat rozpowszechniania fałszywych informacji o swoim pochodzeniu urobiło nawet najtęższe głowy. Sam Pompejusz Wielki, jeden z największych geniuszy militarnych i przenikliwych rzymskich polityków, kiedy przyśniło mu się przed bitwą pod Farsalos, że składa wszystkie swoje zwycięstwa w ofierze Wenus, której świątynie sam zresztą ufundował, wiedział że, mimo dwukrotnej przewagi liczebnej, bitwa jest przegrana. I przegrał! Po czym czekało go już tylko spekrakularne kęsim kęsim i dekapitacja na plażach Egiptu. 

Minęły wieki, na plażach Egipu turyści wygrzewają tłuste dupska, ludzie wymyślili bombe atomową, podatek dochodowy, świńską grypę i inne zarazy, ale pewne rzeczy się nie zmieniły. Co prawda Rzymian już nie ma – poszli do domu, ale Grecja nadal stoi gdzie stała, goła i wesoła jak w czasach wojen Pejskich i nadal pokazuje nam jak należy zaklinać rzeczywistość. I nie będę pisał po raz kolejny i tzw. kryzysie, bo Tancerz Światła – pogromca ciemnoty wyraził to lepiej niż ja mógłbym to wyrazić choćbym myślał przez sto lat. Zamiast tego, podzielę się z Tobą, szanowny szyszkowniku, historią z życia wziętą.

Oto siedzieliśmy sobie z moim Greckim kompanem, byłym żołnierzem z dywizji przeciw pancernej, który jako ekspert w dziedzinie broni zgadza się ze mną w 100% że ludzie powinni mieć wolny dostęp do broni a w szczególności ja i on. Gawędziliśmy o dupie marynie poruszając po części zagadnienia społeczno-ekonomiczne państw Afryki Północnej oraz ich wpływ na problem aborcji w Najjajśniejszej, kiedy do kumpla, nazwijmy go umownie Filipem, zadzwoniła z Aten jego dziewczyna, nazwijmy ją umownie Filipiką, żeby się poskarżyć, że kiedy ona była w pracy, jakieś darmozjady włamały się do jej mieszkania, kradnąc biżuterię oraz inny szwarc, mydło i powidło (na szczęście gotówki w dzisiejszych czasach nikt w domu nie trzyma). Jak się okazało, kiedy Filipika poszła zgłosić włamanie na (tfu!) policję, powiedziano jej że owszem, mogą przyjąć zgłoszenie włamania ale będzie to kosztowało sto ojro (słownie: €100). Zarówno na Filipa, eksperta z dziedziny broni palnej, przeciwpancernej oraz finansów, jak i dla mnie, eksperta w każdej dziedzinie, był to szok. I to nie dlatego, że Filipice włamano się do mieszkania – to podobno w kolebce cywilizacji powszechne, co zresztą dowodzi, że i my, Polacy, możemy szczycić antycznymi korzeniami. Zszokowała nas konieczność zapłaty za usługę służb, które utrzymywane są z podatków, pobieranych pod przymusem i groźbą więzienia. I to służb, których nie można w obecnych warunkach zastąpić prywatną inicjatywą, bo za lincz można trafić za kraty (choć być może jak nikt nie zapłaci stu ojro, policja nie ruszy dupska, żeby zająć się sprawą?). Dla pewności, żeby sprawdzić, czy aby panowie policjanci nie upraszali się o łapówkę (tradycja dawania i brania łapówek, z której czerpie cały świat, została doprowadzona do perfekcji w czasach demokracji ateńskiej), Filip zadzwonił do rodziców, którzy z racji zawodu orientują się w niuansach greckiego prawa. Okazało, funkcjonariusze państwowego aparatu ścigania, opresji i prewencji, zarządali stu ojro całkowicie legalnie a rodzice Filipa podali mu nawet podstawę prawną wprowadzoną bezczelnie przez grecki nierząd. Stary wojak Filip, z racji żołnierskiego temperamentu, był oburzony, natomiast ja, któren lubuję się w filozofii i zadumie, zadumałem się nad prostotą tego rozwiązania. A jest ono proste jak konstrucja cepa, którym jak nazwa wskazuej można walić z obu stron. Z jednej łatając budżet (przynajmniej budżet policji) a z drugiej polepszając statystyki przestępczości, bo jak komuś ukradną parę set ojro to nie będzie dokładał jeszcze przysłowiowej stófki, żeby policja nie złapała przestępcy. Rozwiązanie jest tak proste, że mogłoby być genialne, gdybym ja nie znalazł rozwiązania prostszego – całkowicie zlikwidować policję, albo przynajmniej sprywatyzować, jak na załączonym przykładzie.

Jak widać, mimo tzw. kryzysu, mimo kreatywnej księgowości, mimo upadku greckiego modelu gospodarczego, w którym pracownicy dostawali premię za punktualne przychodzenie do pracy, kolebka naszej cywilizacji, opartej na kłamstwie i zaklinaniu rzeczywistości, pokonuje kolejne granice apsurdu i zakłamania. Można, jak pisał Pan Aleister, udawać Greka, można, jak pisał Pan Masarz Światła pogromca ciemnoty, ożenić myślenie magiczne z perwersyjną głupotą, można wreszcie, jak mawiam ja, walić przysłowiowego konia nie licząc się z konsekwencjami. Ale pewnego dnia rzeczywistość powie ‘sprawdzam’ a my obudzimy się ze spuchniętą kuśką, nadwyrężonym nadgarskiem i z tymi oto słowami na ustach.

No a skoro w Grecji wkrótce zapanuje bezprawie to za niedługo miasto opanują szataniści