A na drzewach zamiast liści…

Jak codzień w porze lanczu wyszedłem sobie na spacer. Moja codzienna marszruta obejmuje Paternoster Skłer przy katedrze Świętego Szawła. Dzisiaj wycieczka zapowiadała się przednio, bo na okolicznych drzewach, zamiast liści, wisieć mieli komuniści. Na światłach, przed budynkiem blondyńskiej giełdy zauważyłem duże ilości policji. Pomyślałem sobie, że dobrze, znając moją wartość dla Królestwa, postanowili mnie chronić przed spadającymi z drzew komuchami (w końcu jesień). Niestety, po chwili okazało się, że oddziałów policji nie roztawiono, żeby chronić mnie przed nimi, tylko, żeby chronić ich przede mną, jak mawiał komisarz Ryba. Policjanci obstawili każde wejście na skwer i nie pozwolili mi wejść. Z tablicy rozwieszonej na barierce dowiedziałem się, że plac jest własnością prywatną, że został zamknięty do odwołania i że wtargnięcie na jego teren będzie traktowane jako przestepstwo. ‘Własność prywatna rzecz święta’ pomyślałem ‘ale niech se właściciel sam zabezpiecza teren a nie wymusza na mnie żebym go chronił przed samym sobą’. No bo czym innym jest angażowanie policji do obstawiania wejść na Skłer? Z czego ona jest opłacana? Z moich, między innymi, pieniędzy! Jak ja, czy ty, szanowny pokutniku, kupimy sobie pole na wsi, czy budynek w mieście, to sami musimy zadbać o jego zabezpieczenie. Żadna armia ani policja nie będzie stać 24 godziny na dobę, grzejąc tyłki przy koksownikach, a jeśli o to poprosimy to parskną nam śmiechem w żywe, zmęczone od przepicia oczy.

Wystarczy spojrzeć na ostatnie wydarzenia kiedy plądrowano bLondyn. Policja stała i zbijała bąki podczas gdy sklepy należące do drobnych przedsiębiorców fajczyły w najlepsze rozświetlając mroki nocy. Kiedy paru komunistów postanawia wyrazić swoje oburzenie przed budynkiem giełdy, zaraz następuje mobilizacja i nadgorliowść (komuchów zaczęto zgarniać już sprzed katedry, że niby zachowywali się niestosownie, ale sprzeciwił się temu właściciel katedry, święty Paweł, prosząc policjantów, żeby odpuścili i zapraszając czerwonych do środka! Apokalipsa!).

Nie jestem sandalarzem z koszulką czegewary i nie uważam giełdy za zło. Ludzie sami podejmują decyzje o inwestowaniu. Z własnej nieprzymuszonej woli (oprócz Ciebie Czirokezie znad Wisły, którego zmusza się żebyś inwestował w fundusze).
Jeśli wierzyli w to co im wmawiali, między innymi politycy, że długoterminowo na giełdzie nie można stracić to teraz płacą za swoją naiwność. Nie miałem więc zamiaru okupować LSD… pardon, LSE. Ale faworyzowanie przez państwo Mitsubiszi Estate Co, właściciela placu, i fundowanie im obstawy z mojej krwawicy oburzyło mnie na tyle, że chcąc poprawić sobie humor, okrążyłem plac i udałem się do miasteczka namiotowego rozstawionego przez czerwonych pod katedrą. Na komunistach zawsze można polegać. Hasła piszą im chyba ci sami ludzie, którzy odpowiadali za propagandę PRL-u i to jeszcze z czasów krwawego Bieruta. Wszystko to doprawione szczyptą nowomowy o ociepleniu klimatu i już człowiek czuje się rozbawiony. Z uśmiechem na ustach wróciłem do biura.

  


Na koniec, Paul Krugman (‘okrzyk Jude Gang przerywa ciszę’), lałreat nagrody (za)Jobla jak podaje najbardziej poczytna stwierdził że ‘bankierzy okazali swoją wdzięczność za ratunek odwracając się plecami do ludzi, którzy ich uratowali’. Noblista popiera sandalarzy stwierdzająć arbitranie że ‘protestujący mają rację, gdy oskarżają Wall Street o bycie niszczącą siłą, zarówno gospodarczo jak i politycznie’. Uwielbiam takich koleżków, którzy zaistnieli merdialnie dzięki politycznej nagrodzie i pieprzą pod publiczkę, żeby utrzymać popularność bez większego wysiłku. Pokaż mi pan, panie Krugman, który przedsiębiorca nie wziąłby pieniędzy, żeby uratować firmę przed bankructwem? Nie jest winą banków, ani giełdy, że wybrańcy ludu reprezentują ten sam poziom inteletkualny co lud, który ich wybrał. To nie kapitalizm, to głupota. A za głupotę się płaci. Dobry zwyczaj nie pożyczaj – nawet dzieci o tym wiedzą.


Na koniec kawałek, przesłany swego czasu przez jednego z lojalnych szydelników. Z dedykacją dla komunistów spod katedry.

Menda też stworzenie boże…

No i po urodzinach! Robaczki już zacierają rączki, jeśli spełni się to co życzyli mi krewni i ziomale, jeszcze 68 lat i będą miały ucztę. Choć jeśli polityczne pijawki będą nadal spijać moją krwawicę w tym tempie, obwiam się, że robaczki będą pościć. W każdym bądź razie od soboty nie wchodziłem na żadne polskie strony i w najbliższej przyszłości nie mam zamiaru. Trzydzieści dwa lata życia, z czego prawie dwadzieścia w tzw. ‘wolnej Polsce’ nauczyły mnie czego spodziewać się po wyborach. Co prawda nie wiem jaka była frekfencja, ale po tym, jak tzw. ‘niezależne merdia’ promowały swoich milusińskich stawiam perły przeciw wieprzom, że słońce Peru poświeci nam przez następne cztery lata. I sprawą drugorzędną jest czy będzie ono rzucać cień walikota czy napierdalalskiego bo jak błędnie przewidział Pan Bazyli ‘i tak skończymy z jakąś kurwą’. Dlaczego błędnie? Otóż, szanowny panie kolego, panie lekkich obyczajów ciężko pracują na swoje pieniądze a program oferowany przez nie nie tylko jest namacalny ale i daje konkretne korzyści w postaci wzrostu zadowolenia i satysfakcji. Miłe i atrakcyjne panie, w przeciwieństwie do polityków, znają się na swojej robocie i potrafią zadowolić klienta na wiele różnych sposobów: ‘na leżąco, na stojaka, w dupę w cycki i na raka…’. Owszem, czasem w promocji zostawią nam swędzącą pamiątkę, ale dają bez wyboru: ‘i rycerzom, panom dworu, i kucharzom, i kuchcikom, giermkom, ciurom, pisarczykom…’. Nie, Mesjeu Bazyli! Porównanie polityków do cór Koryntu jest obrazą dla tych drugich. Gdyby pan napisał, i tak skończymy z jakąś mendą lub wrzodem na dupie to bym się zgodził. 

  


A jeśli mowa o mendach, to w Brukseli zwierzchnicy naszego kałdillo postanowili dotkliwie uciąć nas w jajo. Dotkliwie uciąć… Oto panie i panowie pod wodzą ubermendy, niejakiego Hoze Manułeli Baroso postanowili wprowadzić podatek Tobiego, który polegać ma na tym, że od transakcji finansowych pobierać się będzie haracz. Co prawda, ełropijawki nie mogą się, zdecydować czy stawka podatku miałaby wynieść 0.1% czy 0.01% ale to szczegół. Ważne, że będą mogli się dorwać do kolejnego cyca. Były Maoista, pan Baroso powiedział, że ‘świat finansów musi spłacić dług wobec społeczeństwa’. Fajnie się wygaduje chwytliwe hasełka, ale kto tak naprawdę zapłaci ten podatek? Seksmisja Ełropejska sama zleciła sobie wyliczenie zysków i strat, wg którego europejski PKB miałby spaść o 1.76 punkta procentowego (kto pije tyle co ja, wie jak ważne są procenty), utratę pracy przez około 478,000 osób i przeniesienie 90% transakcji poza granice Mumii. Ale za to panie i panowie z komisji będą mogli obdzielić siebie i swoich znajomych (ba! może nawet słońcu Peru coś skapnie, jak się będzie dobrze sprawowało) 55 miliardami ojro.

Oczywiście szary człowiek, jak ja, czy Ty, szanowny szydłowniku, z tych pieniędzy zobaczy figę z makiem, lub przysłowiowe gówno. Pozostaniemy z ręką w nocniku i wątpliwą satysfakcją, że to my opłaciliśmy ciepłe posadki pana Baroso, jego koleżków i może nawet sadystycznego Kaszuba, który wymierzał klaps za klapsem swoim dzieciom (choć szczerze piszać sam bym Kasię Tusk przełożył przez kolano i…). No bo kto tak naprawdę zapłaci ten podatek? Mnie przy najmniej nikt nie zmusza do oddawania emerytury funduszom emerytalnym, ale z Ciebie, Czirokezie znad Wisły, najpierw zrabują na fundusz, który pobierze stosowną opłatę a potem z zainwestowanych przez niego resztek zedrze państwo. Jak do tego opodatkują jeszcze jałmużnę, to ci na starość, biedny Rodaku, na waciki nie starczy. W konfrontacji z taką przyszłością lepiej pić i palić i nie dożyć emerytury.

Starzy saperzy, powiadają, że najlepiej uczyć się na cudzych błędach. Podatek Tobiego wprowadzono w latach 80-tych w Szwecji. Poskutkował on gwałtownym spadkiem cen akcji, 50% handlu papierami wartościowymi przeniosło się do Wlk. Brytwanii, handel obligacjami spadł o 85% a fjuczurami o 98%. Szwedzi dosyć szybko skapnęli się o co kamą i odeszli od tego poronionego pomysłu i teraz są jednymi z najzagorzalszych przeciwników tego podatku, wymyślonego przez pożal się Boże noblistę. Szwedzi! Kraj, który jeśli chodzi o podatki, nie grzeszy wstrzemięźliwością!

Najbardziej wkurza mnie to, że Wlk. Brytania, w którą najbardziej uderzy ten podatek (80% transakcji finansowych w EU dokonuje się w Londynie) chciała być tym razem ą, ę, Ełropejska i zgodziła się na ten podatek pod warunkiem, że będzie wprowadzony ogólnoświatowo. Wiedząc że to nie możliwe Brytyjczycy tym fortelem chcieli przechytrzyć Ełro-pejsów. Niestety, pan Baroso et consortes nauczyli się, że można wprowadzać przepisy postępowo czyli homoseksualnie – od tylca! Bez referendów czy ratyfikacji (vide Ełrotraktat – Eurokonstytucja) i już pojawiają się głosy, że podatek wprowadzą w ramach VAT-u czyli bez potrzeby ratyfikacji przez państwa, za przeproszeniem, członkowskie. Taki to ełroburdel w cywilizowanej ełropie.

Na koniec, Słowacki parlament odrzucił pakiet pomocowy dla Grecji i chwała im za to. Natomiast ActionAid, jakaś nawiedzona organizacja charytatywna biadoli, że 98 ze 100 największych brytyjskich spółek akcyjnych ma spółki córki w rajach podatkowych i unika podaktów. Że ActionAid plecie androny nie będę teraz udowadniał, bo to temat na osobny post, ale pasuje mi to do podsumowania powyższego wpisu. Raje podatkowe będą istnieć tak długo jak długo istnieć będą piekła podatkowe. Poddałbym tą myśl pod rozwagę kolegom pana Barossy i słońca Peru, ale polityk i rozwaga to jakiś kiepski żart. Tak więc zamiast tego proponuję stary dobry oldskulowy metal. A gdyby jebtjube nie działało to można posłuchać na wrzodzie.

Wolność Słowa w wolnej Wolsce rządzonej przez tzw. Liberałów

Miał być pałerful kombak już byłem w ogródku, już witałem się z gąską (których za oknem mam pod dostatkiem, tylko kupić wiatrówkę i nie będę musiał kupować karmy w Tesko) gdy nagle zadzwoniła rodzinka. Pogadalim pogadalim, system wylogował mnie z bloga a że nie zapisałem tekstu, skasował się. Ale nie wiń moich krewnych, szanowny czytelniku, bo i tak byłem zbyt zmęczony na pałerful kombak (w tym tygodniu mam ważne spotkanie za ważnym spotkaniem przez co pod wieczór mam sflaczały umysł i nie tylko), więc tekst był słaby i pewnie bym go nie opublikował a dzięki rodzince dowiedziałem się, że np. wideo z marszu, na który poszliśmy z moją piekniejszą połówką, jest w Polsce zakazane. Z okazji konferencji Torysów przesłałem w ramach żarciku ten oto link do Polski. Niestety, wideo w wolnej Najjaśniejszej zostało zakazane… Nie, żebym jakoś specjalnie popierał to co przedstawione jest na tym filmiku, ale jako domorosły histeryk, kolekcjonuje sobie archiwalne filmy, plakaty, znaczki, gazety, i nikt, powtarzam nikt, choćby się za przeproszeniem zesrał, nie powstrzyma mnie przed tym. Choćbym łamał prawo, i tak będę to robił bo znaczkami z Oprawcą czy lekturą majn kampf nikogo nie zabiję! Dlatego, żeby wkurwić cenzorów i wywołać trochę kontrowersji, dedykuję poniższy tekst panu płemiełowi:

Die Fahne hoch!
Die Reihen dicht geschlossen!
SA marschiert
Mit ruhig festem Schritt
Kam’raden, die Rotfront
Und Reaktion erschossen,
Marschier’n im Geist
In unser’n Reihen mit!


Niby wmawiają Ci, Szanowny Harcowniku, że jesteś wolny, ale nie możesz obejrzeć sobie piosenki Hortsa Wessel’a.
Wolność nie polega na tym co jest a co nie jest dostępne. Wolność polega na tym, że nawet jeśli coś wkurwia El Sol del Peru, klon zimnego Lecha, Napierdalalskiego, Ciebie, Szanowny Herbatniku, ba, a nawet mnie, gówno nam za przeproszeniem do tego, jeśli bezpośrednio nie zagraża to naszemu życiu czy dobrobytowi. Nawet jeśli na łamach tego bloga publikowałbym codzinnie przedruki Der Stürmera, nic nikomu do tego, jeśli nie zginie od tego żaden przedstawiciel narodu wybranego w demokratycznych wyborach przez Boga. A poza tym, Wolność ma fajne cycki.

  


Poddaj sobie, Szanowny Koksowniku, powyższe pod rozważanie przed wyborami, które odbywają się dzień po moich urodzinach. A gdybyś po moim tekście nie zmądrzał i nadal chciał na kogoś zagłosować to przynajmniej zastosuj się do rady artysty rady artysty rady artysty…

  

Mam nadzieję, że chociaż wywiad ze mną w brytyjskiej TV będzie dostępny w grajdole (proszę o wyrozumiałość, był to mój pierwszy apirans w TV).