Kobietki na traktorki!

Jestem naturystą bo kocham naturę. Ostatnio kupiłem sobie rower, żeby nie tłuc się z plebsem metrem, a że rower górski, a ja po sukcesie w maratonie czuję się niezatapialny, postanowiłem sprawdzić go w warunkach ekstremalnych. W Polsce wybrałbym się pewnie na Giewont lub przynajmniej Wielką Krokwię, ale w Anglii z braku laku musiałem poprzestać na przejażdżcę przełajowej z bLondynu do Brighton. Wierny rumak poniósł mnie dzielnie przez 120 kilometrów leśnymi i polnymi ścieżkami, między wiochami, farmami, końskimi bobkami, wśród pieknych krajobrazów, ryjąc bezlitośnie łono natury, jak pan Bóg przykazał.

  

Z naturą jednak nie ma żartów. Już Starożytni odkryli jej przewrotną, nomen omen, naturę. Wszyscy słyszeliśmy o dziwach natury, czy to z książek, czy to od naszych matek lub babek, które straszyły nas tymi dziwami kiedy byliśmy niesforni. Oczywiście w miarę dorastania, strach przed naturą przechodzi i zaczyna się jej poskramianie… Zazwyczaj od bicia konia… Z biegiem czasu zostawiamy konie w spokoju i kierujemy zainteresowania najpierw na małe dziwy, tzw. dziwki, a potem na duże dziwy. W tym miejscu, większość z nas przekonuje się boleśnie na własnej skórze, że zarówno z małymi dziwkami, jak i dużymi dziwami, nie ma żartów. Kuszą swoim pięknem, zazwyczaj sztucznym, a cena, jaką trzeba zapłacić za obcowanie z nimi jest wysoka. Niektórzy płacą nawet swoimi rodzinnymi klejnotami.

Dla tych, którzy zdecydują się stawić czoła dziwom natury, filozofia proponuje dwa rozwiązania, jedno z nich mówi: wróć do korzeni (czyli do bicia piany), drugie powiada: jeśli nie możesz ich pokonać – przyłącz się do nich. To drugie rozwiązanie wybierają zazwyczaj psychopaci, ludzie bez kręgosłupa moralnego, ludzie lekkich obyczajów i politycy. Ta ostatnia grupa posiada wszystkie cechy poprzedników co pozwoliło jej udoskonalić tą gałąź filozfii. Politycy podnieśli bowiem poprzeczkę stając sie nie dziwkami, nie dziwami a kur…wybrykami natury. 

Kurwybryków natury należy się bać szczególnie, zdrapywać jak strupy i wygniatać jak wągry! Zatruwają one bowiem życie jak dziwy i dzwki natury a w odróżnieniu do nich nie dają z zamian żadnej przyjemności. Tylko same zmartwienia. Na dodatek kradną! Z dziwami i dziwkami obcujemy z własnej nieprzymuszonej woli, kurwybryk natury rzuca się na kasę i grozi więzieniem gdy nie chcemy płacić. Kurwybryki nienawidzą naturalnego stanu rzeczy i starają się go zaburzyć, wymyślając coraz to nowsze problemy i promując rozwiązania niezgodne z naturą.

Coś jest ostatnio na rzeczy, ostatnie nagłówki gazet, z Koscherzeitung na czele donoszą, że nasze rodzime kurwybryki znów zaczęły się interesować życiem seksualnym dzikich Czirokezów Znadwisły. Par-lament wspólnie z nierządem wtyka nos i wścibskie oko w przyrządy rozrodcze kobiet, dyskutując o aborcji, małżeństwach lezbijek, a Słońce Peru ogłosiło refundowanie zapłodnienia in vitro (czyżby udało się już w grajdole wyleczyć wszystkie choroby zagrażające życiu?). Doświadczenie nauczyło mnie, że gdy nie można otworzyć nawet lodówki bez przeczytania czegoś o aborcji, euronazji, in-vitro czy małżeństwach homogenizowanych, oznacza to, że kurwybryki knują, żeby za naszymi plecami wprowadzić coś strasznego. Nigdy jeszcze nie zdażyło się jednak żeby wszystkie te tematy pojawiły się naraz w usłużnych merdiach. Zazwyczaj wykorzystywano je naprzemiennie jako tematy zastępcze. Wszystkie na raz wieszczą jakąś zagładę. Szoah! Pora lecieć do Biedronki robić zapasy.

Może jednak się mylę. Może chodzi o ukrycie jakiegoś wstydliwego faktu? Oto jak donosi niezawodna Koscherzeitung (Rzeczpopsolita też donosiła ale nie chciało mi się szukać linka) nasz kał-dillo poparł ostatnio pomysł politbiura w Brukseli na wprowadzenie kwot dla kobiet. Zgodnie z planem najjaśniejszej komisji, kobiety miałyby stanowić co najmniej 40% w zarządach spółek akcyjnych a spółki, które  by się nie dostosowały, płaciłyby kary. Co ciekawe, w komisji pomył popierają głównie komisarze rodzaju męskiego. Komisarze rodzaju żeńskiego w większości się pomysłowi sprzeciwiają. Jak donosi Fajnanszjal Tajms, pomyłowi sprzeciwiają się ludzie wywodzący się głównie z partii liberalnych. Zawsze myślałem, że wnuk Wehrmachtowca wywodzi się z partii liberalnej. Jak więc daleko odszedł od ideałów, które głosił kiedyś, kiedy jeszcze nie był płemiełem. Jego kolega po fachu powiadał że o tym czy chłop ma jaja decyduje nie to jak zaczyna tylko to jak kończy. Słońce Peru wzeszło głosząc poglądy wolnościowe, zachodzi rzucając na nas cień inżynierii społecznej. Ma jaja czy nie? Swoją drogą ciekawe czy ja też kiedyś tak skończę. Choć ja się bardziej widzę jako wojownika, takiego np. generała Gołodupca z Liberiii, którego armia latała na haju nago po lesie (ok, nie całkiem nago bo nosiki torebki, peruki i buty) gwałcąc, rabując i mordując okolicznych wieśniaków. Generał Butt Naked jest obecnie kaznodzieją. Też mógłbym zostać księdzem. Mieszkałbym sobie w kościele, pięć posiłków dziennie…

Kij tam jednak Tuskowi w oko, ciamciaramcią na arenie międzynarodowej a także w świecie światowej finansjery nikt sobie głowy nie zaprząta. Pomysł 40% upadnie bo jest głupi ale smród pozostanie. Nie chodzi już nawet o to, że politycy uznają spółki nie jako własność udziałowców tylko jako narzędzie rozwiązywania prawdziwych czy urojonych problemów społecznych. Dzisiaj 40% kobiet w zarządach (ciekawe, że tylko tam a nie na niższych stanowiskach), jutro nakaz inwestowania zysków w obligacje państwa czy zakaz handlu z zagranicą (zaleznie od tego kto dojdzie do władzy). Jeśli spółki mają być dobrem wspólnym to może od razu je znacjonalizować?

Wracając do samego pomysłu kwot dla kobiet. Jest to rozwiązanie najprostsze, najgłupsze i trakujące kobiety protekcjonalnie. Gdybym miał jakąś ambicję, chciałbym piąć się w górę dzięki mojej pracy i zasługom a nie z klucza partyjnego czy płciowego. Chodzi nie tylko o szacunek dla samego siebie ale szacunek bliźnich do mnie. Czy miałbyś, Szanowny Szabrowniku, szacunek do kogoś, kto dostał się do firmy nie dzięki umiejętnościom temu co ma w spodniach? Poza tym łatwo urządzić łapankę i dokooptować kobiety do zarządów, tylko czy będa one dobrze zarządzać, czy będzie trzeba wywalić facetów, żeby zarząd nie był przerośnięty? I ile to będzie kosztować udziałowców. Firma bowiem to nie komisja, nie parlament, ba, nawet nie głupi urząd gminy, i nie może pod groźbą więzienia rabować ludzi z pieniędzy i innych kosztowności. Jak koszta są za wysokie, notuje się stratę i trzeba je ciąć albo zwalniając pracowników albo przenosząc się za granicę, albo zwiększając godziny pracy. To co funkcjonuje w świecie kurwybryka, nigdy nie zda egzaminu w naturze. 

Poza tym, prostota tego rozwiązania przypomina mi plakaty z kobietami na traktorach. Propagandowo działa wspaniale, władza ma się czym pochwalić ale czy to naprawdę pomoże kobietom w karierze? Śmiem wątpić (pewnie wiedzą to nawet kobiety w komisji). Kobietom pomóc może sama natura i teoria Darwina. Jeśli ktoś kieruje się płcią a nie umiejętnościami, to w ostatecznym rozrachunku skazany jest na porażkę (no chyba, że państwo się nad nim pochyli i wspomoże, ale to temat na inny raz). Natura uczy nas, że wygrywają najlepsi, najlepiej dostosowani a samice są większe i często zjadają samców żeby pozyskać energię na wyżywienie małych. Można wnioskować, że gdyby od zarania dziejów kurywbryki nie mieszały się nam w życie, kobiety byłyby większe, rządziłyby nami, wykorzystywały seksualnie, a na koniec trafialibyśmy na talerz między ćwikłę a ziemniaki. I wychowanie bachorów z głowy. Raj!

Rzadko kto dostaje się do zarządu bez doświadczenia i tak jak i ja, tak każda ambitna kobieta musi się piąć cierpliwie w górę by osiągnąć ostateczny cel i zjeść samca. Gdyby jednak była możliwość pójścia na skróty to ja wychodzę z szafy – jestem transseksualistą, czarnym żydem albinosem z Etiopii i gejem – panie Płemierze, rób pan ze mnie prezesa KGHM!

  


A jak już zostanę Prezesem, to każdy z Szanownych Czyteników ma załatwioną ciepłą posadkę w ramach wyrównywania szans (no bo ilu czytelników tego bloga jest w zarządach?). I tym optymistycznym akcentem i pożegnalną muzyczką, która tradycyjnie już zżyła się z blogiem, żegnam się na dzisiaj.

Advertisements

2 thoughts on “Kobietki na traktorki!

    1. Parytety to dobra rzecz. Jakby np wymusić na szpitalach, by połowę położnych stanowili mężczyźni, to może ktoś by się w końcu piznął w ten głupi łeb ;)Choć z drugiej strony doświadczone położne twierdzą, że jeżeli facet jest przy porodzie to może mu się odechcieć seksu na przyszłość, zatem może to i metoda na resocjalizację gwałcicieli? Ja bym osobiście preferował by ich kastrowano, ale skoro postępowcy z Brukseli walczą o parytety…

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s