La patrie est failli, donc nous allons à la guerre!

Nad Sekwaną biją w tarabany. Prezydent Holąd śle wici w najdalsze stony Galii, sankuloci ostrzą gilotyny a druid Getafix napełnia słynne studnie Napoleona magicznym wywarem, który dodaje mężnym Galom magicznej siły niczym sok z gumijagód. Na przedmieściach Paryża słychać tam-tamy, chłopstwo Wandei postawiło kosy na sztorc a rolnicy Bretońscy z cepami w tyłkach, wysmarowani fła gra, odprawiają dziki taniec wojny. Kto kiedy był w tych dzikich stronach, kraju pijaków, palaczy i śmierdzącego sera ten wie, że każdy Francuz, choć z wierzchu miły, pomocny i tchórzliwy, wieczorami pod kołdrą fantazjuje o czasach, kiedy la patrie przelewała krew na polach Tours, Austerlitz czy pod Jeną, tęskniąc za pięknymi czasam kiedy przed Francuzem drżał Anglik, Prusak, Austriak, nawet Bisurmanin (przed którym obecnie drży Francuz) a na widok munduru muszkietera dziewki same rozstawiały nogi. Z tymi myślami zasypia snem sprawiedliwych zgwałciwszy uprzednio świąteczne wydanie Le Figaro, a śniąc o sąsiednich krajach mamrocze przez sen: ‘nie pożyje ani chwili jak ten sędzia z Awinionu, cośmy go powiesili za śledzionę, bez pardonu’…

Niestety, po Wielkiej Wojnie, jak i po jej sequelu pod tytułem Druga Wojna Światowa, trudno w Europie o jakiś dobry casus belli. Na domiar złego, wszyscy oprócz Niemców i Polaków zostali pogonieni z kolonii co dla Republiki było traumatycznym przeżyciem – nie dość, że dostała łupnia pod Dien Bien Phu to jeszcze ośmieszyła się w Alergii czarnymi stopami. Honor Francuza to rzecz bardzo wrażliwa więc nie ma się co dziwić, że z frustracji zaczęli pić i palić samochody na przedmieściach miast.

Na szczęście historia lubi się powtarzać. Najpierw jako tragedia, potem jako farsa, potem jako operetka a na końcu jako groteska. Nauczycielka życia przyszła w sukurs Francji – tak jak kiedyś Trzecia Rzesza, teraz któraś tam z kolei Republika stoi na skraju bankructwa. Do niedawna jedynym pomysłem socjalistycznego prezy-dentka był rabunek w biały dzień, zwany w urzędowym żargonie ‘podniesieniem podatku dla najbogatszych do 75%’, co sąsiednie kraje powitały z entuzjazmem. Jak to jednak z socjalistami bywa, za co się nie wezmą to spieprzą – nie dość że najbogatsi pokazali figę panu Holądowi to jeszcze Le Tribunal Kąstitutique oświadczył, że podatek jest niezgodny z prawem (uwielbiam jak politycy uchwalają prawo niezgodne z prawem, które uchwalili – w ten iście poetycki sposób udowadniają swoją niekompetencję). Dla socjalisty (narodowego, czy miedzynarodowego) zazwyczaj oznacza to, że pokojowe możliwości zażegnania kryzysu zostały wyczerpane… A więc wojna! Już sankuloci szykowali kuloty, już miano zmieniać kalendarz na termidoriański i napaść na Księstwo Monako, gdy nagle Republika przypomniała sobie o czarnej, zapomnianej dupie świata czyli swoich byłych koloniach w Afryce. I tak pod pretekstem, że w niejakim Mali kontrolę przejmują fundamentaliści islamscy, armée française ruszyła z bratnią pomocą, jak ongiś Sowieci do Afganistanu.

Ja tam szczerze pisząc mam w przysłowiowej belce w oku gdzie Francuz przelewa swoją krew. Kto chce wojny ten będzie ją miał. Natomiast w czasie przerwy w pisaniu, oprócz oglądania pornoli, przeczytałem też parę książek. Jedna, Tomasza Packenhama ‘The Scramble for Africa‘ (czyt. wyścig o Afrykę – polecam) opowiada o tym, jak imperia europejskie opanowywały Afrykę. Najczęściej odbywało się to pod pretekstem zażegnania kryzysu i bratniej pomocy. Na przykład w przypadku Tunezji, rząd francji podszepnął zaprzyjaźnionym dziennikarzom kłamliwe wieści, że lokalny watażka ogłosił dżihad i morduje tak cywilizowanych europejczyków, jak i dzikich lokalsów. Takie historyjki były w większości wysłane z palca w dupie (oprócz Sudanu, gdzie Mahdi rzeczywiście ogłosił Świętą Wojnę, jak opisał to Henryk Sienkiewicz w filmie w Pustynii i w Knieji). Standardy dziennikarstwa w XIX wieku nie wiele się różniły od współczesnych tak więc prasa bezkrytycznie połykała takie opowiastki i, jak na merdia przystało, wyolbrzymiała je, przez co przeciętny czytelnik nie tylko się moczył ze strachu ale także dopytywał kiedy to się wreszcie skończy. Goebells musiał powtarzać kłamstwo sto razy, żeby stało się prawdą. W przypadku Afyki nie jest to konieczne, bo mało kto pojedzie sprawdzić, a już szczególnie na takie zadupie jak Mali. Być może gazety w tym akurat przypadku robią wyjątek i piszą prawdę, ale zalecam sceptycyzm. Porównajmy strony konfliktu:

  • Francja stoi na skraju bankructwa, ale ma w miarę silną armię.
  • Mali jest jedym z najbiedniejszych krajów świata ale trzecim nawiększym producentem złota w Afryce. Ma też złoża uranu, który przydałby się we Francuskich elektrowniach.
  • Fanatycy islamscy – mają kałasznikowy, piasek w dupskach i zakaz picia alkoholu, co czyni ich najgroźniejszymi i najbardziej sfrustrowanymi uczestnikami konfliktu.

Stawiam dolary przeciwko korzeniom, że la Republique nie pomaga Mali z dobrego serca tylko dla świecącego kruszcu a fanatycy islamscy walczą o coś więcej niż panowanie Islamu w Afryce.

Niezależnie od moich odczuć, świat odetchnął z ulgą. Francja ma poparcie NATO a pierwszy mudżahedin RP zaoferował nawet, że mógły wysłać naszych chłopców do Mali, bo bomardowanie wiosek Pasztunów robi się nudne a poza tym należy zmienić klimat. Jednym z argumentów za interwencją była też obrona dziedzictwa kulturowego UNESCO. Jak na prawdziwych dżihadystów przystało, rebelianci z zapałem niszczyli zabytkowe błotne budowle Timbuktu i innych błotnych dziur. Zapłakał Jozin z Bazin, zapłakałem i ja bo choć w odróżnieniu od Jozina nie mieszkam na bagnach, planowałem kiedyś wybrać się do Timbuktu zobaczyć meczety z błocka. Nie posuwałbym się jednak do zabijania dla nich. Po tym jak Talibowie zniszczyli słynne posągi Buddy, moje życie nie zmieniło się ani trochę i tak samo stało się po dewastacji Timbuktu. Obiektywnie rzecz biorąc posągi Buddy, meczety Timbuktu czy inne zabytki nie mają żadnego znaczenia da świata. Tak samo jak nie było tragedii kiedy Austriacy przebudowali Wawel, rozebrali mury mojego rodzinnego miasta (nawet lepiej bo wiatr podwiewa teraz sukienki dziewczynom) czy jak Warszawiacy zniszczyli Sobór św. Aleksandra Newskiego. Gdyby wysadzono w powietrze piramidy w Egipcie, oznaczałoby to jedynie spadek sprzedaży biletów do tego kraju. No i może utratę pracy dla kilku egiptologów. Tyle. Od wieków jedne cywilizacje niszczyły dorobek innych a na ich ruinach budowały swoją potęgę (następnie upadały a w ich miejsce przychodziły nowe). Cywilizowani Europejczycy pozostawili w Afryce taki burdel, że kontynent ten, z kilkoma wyjątkami, jest obecnie na ponownym etapie tworzenia się narodów, które potem wywalczą sobie nowe granice swoich państw. Jak ten okres wygądał w Europie wie każdy, kto nie spał na lekcjach historii, i żadne interwencje tutaj nie pomogą. Mimo dwóch wojen ‘światowych’, krwawe wojny na naszym kontynencie zakończyły dopiero po rozpadzie Jugosławii. I Afryka niestety też musi spłynąć krwią. Zanim wkroczył tam Bwana Kubwa, kontynent ten był na poziomie rozwoju średniowiecznej Europy. Nie oczekujmy więc, że w 50 lat rozwiąże swoje problemy. Nawet Murzyni nie są tacy mądrzy.

I tym optymistycznym akcentem kończymy dzisiejszy wpis. À bientôt Hottentot!

A skoro jesteśmy dziś w wojennych klimatach to podzielę się z Tobą, szanowny szyperniku, wspaniałą nowiną.

Advertisements

4 thoughts on “La patrie est failli, donc nous allons à la guerre!

  1. Waćpan się podniecasz Francuzkami, które nie mogąc wytrzymać ze swoimi chłopami wysyłają ich do afryki, a w V Rzeszy robi się jeszcze ciekawiej. Otóż po raz pierwszy od czasów rządów wybitnego socjalisty Adolfa H. Niemcy zafundowali sobie rejestr broni palnej, dzięki czemu pani Aniela M. może sprawdzić kto co legalnie ma.

    Przypomina to okres międzywojenny gdy Adolf H. korzystając z takich rejestrów po prostu skonfiskował broń Żydom, żeby mu nie przeszkadzali gdy będzie zajęty uwalnianiem ich poprzez pracę. Ewentualnie przypomina to też Polskę, z jedną malutką różnicą. Żyd który w państwie Adolfa H został przyłapany z nielegalną bronią mógł iść do więzienia na lat 5. Dzisiejszy Polak może za takie przestępstwo żyć na koszt podatników aż do 8 lat.

    Like

    1. Pani Merkel powinna swiecic przykladem i opublikowac raport na temat wyposazenia i rozlokowania armii niemieckiej. Nie zeby szpiedzy mogli latwiej inwigilowac, ale zeby przecietny Niemiec mogl sprawdzic czy ktos sie nie podszywa pod zolnierza Wehrmachtu.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s