Neither the land of the free nor the home of the brave…

Dwa dni temu, Czirokezi Znad Zwisły oflagowali miasta i wioski by wraz ze Słońcem Peru świętować rocznicę zamachu stanu i nieudaną próbę ograniczenia Świętej Wolności. Od lat, w reżymowych szkołach, reżymowi nauczyciele wbijają dziecom do pustych łbów, że Konstytucya 3. Maja była tryumfem demokracji a jej przeciwnicy byli zdrajcami. Ja co prawda w szkole przespałem lekcję o Majach, a Słońce Peru kojarzy mi się bardziej z Inkami, ale gdyby tak na chwilę zamknąć oczy i wyobrazić sobie że podobną Konstytucye próbuje się wprowadzić w Polsce… Wyobraź sobie, Szanowny Czytelniku, że nasi czcigodni posłowie, chronieni immunitetem, rozjeżdżają się po pijaku po kraju, by świętować obchody 1 Maja. W tym czasie, spod ławek sejmowych wypełza grupa wtajemniczonych i uchwala dokument ustanawiający, że od dzisiaj prezydentura zagwarantowana będzie dla rodziny Komorowskich/Kaczyńskich/Kwachów/Wałęsiarzy (niepotrzebne skreslić). Ciekaw jestem ilu rodzimych Czirokezów klaskałoby uszami z radości a ilu poszłoby wlas polować na gajowego.

Po prawdzie, Konstytucya 3. Maja, gdyby wprowadzić do niej kilka poprawek (zachować wolną erekcję, zlikwidować zapisy odnośnie kształcenia królewskich dzieci i religii państwowej, zachować liberum veto, choć w trochę zmienionej formie, i rozszerzyć złotą wolność szlachecką na pozostałe stany) byłaby całkiem przyzwoitym dokumentem. Była bowiem prosta i zrozumiała, nawet w swojej staropolskiej treści. Miała osiem stron (dla porównania – reduta Ordona miała sześć harmat) i nie potrzeba prawnika, żeby zrozumieć ustrój jaki ustanawiała. Jej artykuły, w przeciwieństwie do tej farsy zwanej Prostytutą RP są precyzyjne i zamknięte. Nie zawierają furtek typu ‘w niektórych sytuacjach’ lub ‘szczegóły określa ustawa’.

Weźmy naprzykład prawo własności. Wystarczy porównać co mówi o niej Konstytucya:

‘Nadewszystko zaś prawa bezpieczeństwa osobistego, wolności osobistej i własności gruntowej i ruchomej, tak jak od wieków każdemu służyły świątobliwie, nienaruszenie zachowane mieć chcemy i zachowujemy; zaręczając najuroczyściej, iż przeciwko własności czyjejkolwiek, żadnej odmiany lub ekscepcyi w prawie nie dopuścimy; owszem najwyższa władza krajowa i rząd przez nią ustanowiony, żadnych pretensyi, pod pretekstem jurium regalium i jakimkolwiek innym pozorem do własności obywatelskich, bądź w części bądź w całości, rościć sobie nie będzie. Dlaczego bezpieczeństwo osobiste i wszelką własność komukolwiek z prawa przynależną, jako prawdziwy społeczności węzeł, jako źrenicę wolności obywatelskiej szanujemy, zabezpieczamy, utwierdzamy i aby na potomne czasy szanowane, ubezpieczone i nienaruszone zostawały, mieć chcemy.’

a co Prostytuta RP:

‘Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedziczenia. Wywłaszczenie jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy jest dokonywane na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem’ i ‘Każdy ma prawo do własności, innych praw majątkowych oraz prawo dziedziczenia. Własność, inne prawa majątkowe oraz prawo dziedziczenia podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej. Własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności.’

Który dokument przejrzyściej opisuje Twoje prawa i okoliczności, w których można Ci odebrać własność?

Zapisy Konstytucyi były święte i nienaruszalne podczas gdy obecna Prostytuta pozwala ograniczać wolności i prawa Czirokezów ‘w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.’

Oprócz zapisów odnośnie własności, moim drugim ulubionym zapisem Konstytucyi jest ten:

‘każdy człowiek do państw Rzeczypospolitej nowo z którejkolwiek strony przybyły lub powracający, jak tylko stanie nogą na ziemi polskiej, wolnym jest zupełnie użyć przemysłu swego, jak i gdzie chce; wolny jest czynić umowy na osiadłość, robociznę lub czynsze, jak i dopóki się umówi; wolny jest osiadać w mieście lub na wsiach; wolny jest mieszkać w Polsce lub do kraju, do którego zechce, powrócić, uczyniwszy zadość obowiązkom, które dobrowolnie na siebie przyjął.’

Nie potrzeba było paszportu, wizy wjazdowej, pozwolenia na pracę itd. itp. Niestety, zasada ta nie przyświecała naszym ‘światłym’ reformatorom z 1997 roku, którzy zgodnie z duchem czasów zapisali że ‘każdemu zapewnia się wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz wyboru miejsca zamieszkania i pobytu. Każdy może swobodnie opuścić terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.’ ale, naturalnie, że wolności te ‘mogą podlegać ograniczeniom określonym w ustawie’.

Ludzie w tamtych czasach kierowali się prostymi zasadami. Nie bali się swoich poglądów, nie musieli pozostawiać sobie furtek, przez które w razie czego mogli się wycofać rakiem. Gdyby do ówczesnego szlachcica, nawet nastawionego pozytywnie do potrzeby zreformowania ustroju kraju, przyszedł Król i powiedział: ‘dajemy wam, Panie Chmielnicki, prawo do posiadania własnej zagrody, ale będziemy mogli wam ją odebrać pod budowę gościńca, szczegóły określimy w ustawie. Gdybyś znalazł Waść skarb lub ropę na swoich włościach, należeć one będą do nas a gdyby przyszło Wam do głowy wyciąć tą starą lipę bez naszej zgody, pod którą to lipą przesiadywał imć Kochanowski komponując flaszki, wtrącimy was do lochu’. Pan Chmielnicki, choć wielki polski patryjota, przeżegnałby króla szabelką nie za to, że król chciał uregulować jego prawo do zagrody, tylko za to, że król chciał go oszukać. Oto mimo, że monarcha mówił o własności Pana Chmielnickiego, tak naprawdę mu tą własność odbierał. To samo zrobiła nasza Prostytuta. Oto, jeśli nie możesz dysponować własnością zgodnie z własną wolą, jeśli można ci ją odebrać w określonych sytuacjach, to tak naprawdę nie jesteś właścicielem tylko zarządcą. Słusznie więc szabelka Pana Chmielnickiego odcięłaby królowi skażony kłamstwem język.

Trzeba oddać naszym przodkom że, niezależnie od poglądów, przynajmniej potrafili je jasno i precyzyjnie formułować. Człowiek wiedział o co walczył i za co ginął. Czy dzisiaj jest sens przelewać krew w obronie ‘własności’ i ‘wolności’, które można ograniczać ustawami?

Na Konstytucyi 3. Maja wzorowali się Amerykanie. Co prawda swoja ustawę zasadniczą uchwalili przed nami, ale to tylko dlatego, że z Ameryki bliżej do Meksyku, gdzie drzewiej mieszkali Majowie. W przeciwieństwie do Konstytucyi 3. Maja, konstytucja USA, z 27 poprawkami obowiązuje do dziś. Amerykanie poszli o wiele dalej w ograniczeniu wolności obywatelskich na rzecz państwa. Gdybym nie był anarchstą, miałbym wątpliwości, czy poparłbym taką konstytucję, gdybym miał okazję zagłosować w referendum (nota bene, proces wprowadzania konstytucji w USA też był farsą a wielu weteranów wojny wyzwoleńczej nie uznało jej). Jednak, podobnie jak i nasi przodkowie, Ojcowie Założyciele oparli ustrój państwa na prostych, zwięzłych zasadach. Dokument liczy 11 stron, a 27 poprawek mieści się na dodatkowych 10 stronach. Często poprawki ograniczają się do jednego prostego zdania. Autorom konstytucji przyświecała zasada ograniczonego zaufania do państwa. Rozumieli oni potrzebę trzymania państwa w szachu przez obywateli. Druga poprawka to właśnie jedno zdanie. Mówi ono, że milicja (czyli każdy wolny obywatel – niestety, w tamtych czasach niewolnictwo było legalne) jest gwarantem bezpieczeństwa wolnego Stanu i prawo do posiadania i noszenia broni jest nienaruszalne. Poprawka czwarta mówi, że wszelkie przeszukania czy to osobiste, czy to własności ruchomej czy nieruchomej mogą być dokonane tylko po uzyskaniu nakazu sądu i tylko po przedstawieniu, pod przysięgą, szczegółów i przyczyn przeszukania.

Podobnie jak w przypadku naszej Konstytucyi majowey, w wyżej wymienionych poprawkach nie ma mowy o ‘szczególnych przypadkach’, które będą ‘określone w ustawie’. Z przerażeniem i zażenowaniem obserwowałem więc jak kilka tygodni temu w Bostonie dokonano brutalnej defenestracji wolności konstytucyjnych i jak Amerykanie temu przyklasnęli.

Oto, żeby złapać jednego (czyt. 1) nastolatka obrócono milionowe miasto w jedno wielkie państwo-miasto policyjne. Ludziom zakazano wychodzenia z domów, sklepy pozostały zamknięte (oprócz Dunkin’ Donuts), wezwano gwardię narodową i zaczęło się przeczesywanie miasta, mieszkanie po mieszkaniu, dom po domu, ulica po ulicy. Jak widać na załączonym filmiku, byłych ‘wolnych Amerykanów’, pod bronią, przy okrzykach ‘hände hoch’ wyciągano z ich własnych domów (co reżymowe media nazywały ‘ewakuacją’).

Rozumiem, sytuacja była szczególna. Bracia Kozojebowie zabili tego samego dnia policjanta więc policjanci byli nerwowi. Ale obracanie milionowego miasta w więzienie, żeby złapać jednego podejrzanego to dla mnie już nie nadużycie władzy a brutalny pokaz siły i podeptanie resztek amerykańskiej wolności. Jeśli więc po całej akcji ludzie wznoszą okrzyki na cześć państwa i policji, oznacza to, że Stany Zjednoczone nie są już krajem ludzi wolnych i domem ludzi odważnych, jak głosi ich hymn. Owszem, człowiek wolny, w sytuacji kiedy ma przyłożony pistolet do głowy, nie ma zbyt wielkiego wyboru – jeśli nie jest samobójcą, musi poddać się woli napastnika. Ale, żeby po fakcie się z tego cieszyć? No prośba!

Aż strach pomyśleć co by się stało, gdyby komuś przyszło do głowy, zgodnie z prawem, wyjść na spacer z bronią za pasem.

Co ciekawe, mimo, że ludzie dziękują policji i państwu za złapanie pana Kozojewa, nie zauważają faktu, że po pierwsze primo, ani państwo, ani policja nie zapewniły im bezpieczeństwa – maraton w Bostonie to prestiżowa, międzynarodowa impreza, w okolicach mety były setki policjantów, przed imprezą teren został przeszukany, sprawdzony pod względem bezpieczeństwa, policyjne psi przewęszyły okolice na okoliczność ładunków wybuchowych. I choćby przyszło tysiąc atletów, i każdy zjadłby tysiąc kotletów… i tak bomby by wybuchły.

A po drugie primo, Kozojewa udało się złapać nie dlatego, że policja zamknęła całe miasto, nie dlatego, że przeczesywała dom po domu. Złapano go dlatego, że ktoś nie zastosował się do zakazu wychodzenia z domu i ryzukując, że sciągnie go snajper, wyszedł do ogrodu rozprostować zasiedziałe kości. Tam zobaczył ślady krwi na łódce, w której krył się Karnajew i zawiadomił policję. Gdyby niepokorny obywatel nie złamał prawa, Cabajew mogłby przeczekać do zmroku i spróbować przebić się do rzeki a potem poza miasto. Tak więc nawet w takiej ekstremalnej sytuacji to nie policjant a zwykły cywil złapał Tatarzyna, po raz kolejny udowadniając, że prywatna inicjatywa jest o wiele skuteczniejsza od państwowej a przy tym nie gwałci praw i wolności innych.

Nie wiem jak Tobie, Szanowny Niewolniku, ale mi zdjęcia z Bostonu skojarzyły się ze zdjęciami z drugiej wojny światowej, jak to Niemcy ‘łapali polskich terrorystów’ lub jak przeczesywali warszawskie getto. Też chodzili od mieszkania do mieszkania, też wyciągali mieszkańców na ulicę, też krzyczęli ‘keep your hands up’, tyle że po niemiecku. Jedyna różnica, że Niemcy mieli lepiej skrojone mundury, a Żydzi i Polacy nie byli tak skorzy do wznoszenia okrzyków na ich cześć. No, jest jeszcze różnica w tym co stało się z Żydami i Polakami a co stało się z Bostończykami, ale skoro pozwala się państwu na takie działania, skoro przyjmuje się je z entuzjazmem, to nic nie stoi na przeszkodzie, że pewnego razu, za siedmioma górami, za siedmioma lassami, komuś w Waszyngtonie wpadnie do głowy aby Bostończyków z domów przetransportować na stadiony, ze stadionów na Umschlagplatz, a z Umschlagplatz wgłąb Stanów, gdzie praca uczyni ich wolnymi.

Boston był symbolem amerykańskiej wolności, to tutaj się wszystko zaczęło. Tak więc logiczne jest, że i tutaj wszystko musiało się skończyć.

A jaka lekcja z tego wynika dla nas? Każdy dokument ustanowiony przez państwo, na którego straży stoi państwo, i o którego interpretacji decyduje państwo, niezależnie od tego jak jest zredagowany, jest tylko kombinacją liter zapisanych na kartce papieru. Jesteś wolny? Tak ale możemy zakazać Ci wychodzić z domu (lub zamknąć w Głantanamo). Masz niezbywalne prawo do noszenia broni? Tak, ale my określimy jakiej broni i w jakich okolicznościach masz to ‘niezbywalne prawo’. Masz zagwarantowaną prywatność i nienaruszalność osobistą? Jak będziemy chcieli, wywleczemy Cię z domu i przeszukamy. Jeszcze nam przyklaśniesz i podziękujesz. Tak więc Szanowny Czytelniku, zawsze miej ‘plan B’ za pazuchą, pod poduszką lub w skarpecie. I nie trać czasu na czytanie druków rządowych.

I to tyle na dzisiaj. Na koniec dwa cytaty, do wyboru do koloru:

Hilary Clinton – ‘Nigdy nie marnuj dobrego kryzysu’

James Madison – ‘Kryzys mobilizuje tyranów do działania’

I muzyczka.

Advertisements

8 thoughts on “Neither the land of the free nor the home of the brave…

  1. zdumiały mnie te tłumy tańczące na ulicach, że policja kogoś tam złapała czy zastrzeliła nawet.
    Także rozmach operacji w Bostonie świadczy o tym, że robiono to na pokaz (wozy opancerzone z działkami służącymi raczej do obracania tekturowych domów w perzynę niż do łapania kogokolwiek). Po co to wszystko? Test wytrzymałości? Jak widać zdany – społeczeństwo USA nie takie rzeczy łyknie!

    Like

  2. A tam u Pana w Kanadzie też podobno złapali groźnych terrorystów, którzy chcieli pociągiem władować się w Nowy Jork. Nie, żebym podejrzewał spisek ale odbyło się po podobno zaraz przed głosowaniem nad rozszerzeniem uprawnień organów rozrodczych państwa do inwigilacji obywateli…

    Like

    1. W Nowy York? U nas mówili, że chcieli coś pod Tronto wysadzić. Chyba, że to inni, bo teraz to co chwilę kogoś łapią.

      Towarzysze kanadyjscy nie byli najwyraźniej powiadomieni przez kolegów z południa i prace nad ustawą zamordystyczną odłożyli na później. Dzięki wydarzeniom w Bostonie, udalo sie im wygrzebać ustawę i włączyć ją do obrad bez kolejki.

      Like

  3. Pytanko offtopowe. Ta druga ilustracja pokazująca złych najeźdźców rodem z Nazilandu do jakiego Lizweekowego artykułu była dołączona? Najbliższy nam miłośnik idei zjednoczonej Jewropy nie dość że ma mundur z klapami, to jeszcze dziarsko dzierży imperialistycznego stena…

    Androidowi z jego organiczną klawiaturą ekranowa na pohybel!

    Like

    1. Aaaa to to z gógli. Wpisałem ‘łapanka’ i skopiowałem pierwsze lepsze zdjęcie. Ten pan ze stenem to zapewne żołnierz AK, które jak wiemy z książek Grossa i z niemieckich filmów historycznych, kiedy nie walczyło z Niemcami, zajmowało się eksterminacją Żydów. Zdjęcie prawdopodobnie przedstawia krótki okres zawieszenia broni.

      Like

  4. A w zlinkowanym artykule z nyt znalazłem jeszcze takie ciekawe zdanie o złapanym:

    A federal law enforcement official said he would not be read his Miranda rights, because the authorities would be invoking the public safety exception in order to question him extensively about other potential explosive devices or accomplices and to try to gain intelligence.

    Ciekawe kto i w jakiej drodze decyduje komu odczytać prawo do adwokata etc. a komu nie. “Question extensively” to już brzmi jak przesłuchania na gestapo. Zgroza. Doszliśmy na skraj szaleństwa, ale ludzie się cieszą bo nie lubią się bać – policja daje im fałszywe poczucie bezpieczeństwa i ta ułuda na razie wystarcza.
    Mistrz Yoda twierdził że strach jest pierwszym krokiem do ciemnej strony mocy i jak widać, jak zwykle ten mały zielony glut miał rację.

    Like

    1. Jak to kto decyduje? Ten kto ma władzę. Ten kto ustala i interpretuje reguły oraz czuwa nad ich przestrzeganiem. Ostateczną odpowiedzialność ponosi zawiadowca stacji, burdel-tata czyli kochany tulipan prezydent. Swoją drogą widzę, że zmienili nomenklaturę, jeszcze niedawno podłączenie akumulatora do genitaliów nazywało się ‘intensive interrogation’, ale widać ‘extensive questioning’ brzmi lepiej.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s