Mit państwa

W dzieciństwie bardzo interesowałem się mitologią grecką. Opowieści o Zeusie, który pod postacią byka przeleciał Europę (ta to do teraz ma tendencje do zboczeń) czy przygody Jazona w wyprawie po złote guano ukształtowały moją osobowość.

To były piękne czasy, ile to razy śniłem o tym, że biegam po lesie z fujarką na wierzchu i kozimi kopytami. Albo że pod postacią minetaura gwałcę niewiasty i łapię Syzyfa.

W szkole nie mieliśmy wychowania do życia w rodzinie, dlatego dosyć późno dowiedziałem się że Piętaszek nie narodził się z pięty Achillesa a ze zwykłego ordynarnego życia seksualnego dzikich. Czar mitów prysł na zawsze i już nigdy nie spojrzałem tym samym okiem na twierdzenie Pitagorasa czy Indianę Dżonsa i poszukiwaczy zaginionej barki. Z tej całej mitologii ostał mi się ino Syzyf, którego nigdy do końca nie udało mi się wyleczyć, ale to temat na inną historię.

Nie tylko starożytni Grecy mieli swoją mitologię. Jeśli ktoś interesuje się historią, może poczytać w jakie bzdury wierzyli nasi przodkowie. I nie trzeba szukać daleko! Nasi ojcowie i nasze matki twierdzili, że w 39-tym Niemcy najechali Polaków i wymordowali Naród Wybrany w chwilowo nieczynnych… a tu się okazuje, że tak naprawdę Niemcy najechali Polskę w ramach interwencji międzynarodowej żeby powstrzymać mordowanie Żydów przez partyzantów z AK. I tak jak my śmiejemy się ze starożytnych zabobonów, tak w przyszłości będą się śmiać z nas. Tak jak my uważamy, że prohibicja w Stanach była idiotyzmem tak w przyszłości będą wyśmiewać zakaz sprzedaży narkotyków i walkę Pół-Tuska z dopalaczami.

Mity mają to do siebie, że trudno je obalić. No bo jak udowodnić, że żaden byk nie wydupczył Europy i że złote guano nie istnieje. Tak naprawdę nikt mi do teraz nie udowodnił, że ziemia nie jest płaska – zdjęcia można przecież zmanipulować (jak to robili Sowieci, wymazując zdrajców ZSRR ze zdjęć ze Stalinem) a nagrania z kosmosu zrobić w studio jak w przypadku lądowania na księżycu.

Dziś, najpowszechniej wyznawanym i najtrudniejszym do obalenia mitem, jest mit państwa czyli zbiór bajek i opowiadań o tym, jak państwo zaspokaja potrzeby ludzi, których oni sami nie byliby w stanie zaspokoić bo są albo za słabi, albo za głupi lub po prostu się nie opyla. Jeden z najważniejszych mitów – mit monopolu na przemoc – obalił Pan Bazyli w świetnym tekście ‘Na co państwu monopol‘. Szczerze pisząc swoim tekstem zarówno mnie uradował jak i zbił z pantałyku, bo akurat kiedy on zdecydował się opublikować swój tekst ja kończyłem świetną książkę ‘The not so Wild, Wild, West. Property Rights on the Frontier’ Terry’ego Andersona i Petera Hilla i miałem napisać o tym samym. No cóż, Anglicy mówią, że wielkie umysły myślą podobnie. Ponieważ Pan Bazyli mistrzowsko i bezlitośnie rozprawił się z mitem monopolu państwa, ja postaram równie bezlitośnie w kilku krótkich odcinkach i bazując głównie na przykładzie nie tak dzikiego Dzikiego Zachodu rozprawić się z pozostałymi.

Zacznijmy od tego, że państwo opiera swoją rację bytu na błędzie logicznym. Przekonuje nas, że ochroni nas i nasze dobro przed zaborem i przemocą, ale by to zrobić zabiera nam nasze dobro przemocą lub groźbą jej użycia. Mitologia głosi, że w zamian za część odebranych dóbr państwo oferuje nam pewne dobrodziejstwa, jak pokój i bezpieczeństwo, rozwój, infrastrukturę, i ochronę środowiska. Żeby dłużej nie przynudzać przejdźmy do rzeczy.

Mit Pierwszy – Pokój i Bezpieczeństwo

Historia XX wieku dostarczyła nam konkretnych przykładów jak państwa rozrosłe do granic absurdu zapewniają nam pokój i wieczne odpoczywanie. Ale czy w środowiskach, gdzie państwo nie występuje może być spokojniej i bezpieczniej? Państwowcy często za przykład tego, że brak państwa jest jeszcze gorszy niż jego istnienie podają Somalię. Ileż to razy słyszałem ‘jak ci się nie podoba państwo to se jedź do Somalii’. Czciciele państwa zapominają jednak, że Somalia jest smutnym przykładem tego, co udowodniły już wcześniej III Rzesza i Związek Radziecki – że niekontrolowany rozrost państwa kończy się wojną, zachwianiem równowagi i cierpieniem niewiniątek. Przypomnijmy sobie jak rozpadła się Somalia. W 1969 roku Siad Barre w wyniku przewrotu wojskowego zdobywa władzę, wprowadza kult jednostki i władzę partii o dźwięcznej nazwie Somalijska Rewolucyjna Partia Socjalistyczna. W 1977 najeżdża Etiopię anektując Ogaden. a w 1978 oddziały somalijskie wycofują się z podkulonym ogonem. Jak to zwykle w takich bajkach bywa, jeśli nie zabijesz wroga osinowym kołkiem, nawet po zakończeniu wojny zwaśnione strony będą knować przeciw sobie. Podczas gdy rządy w Somalii z roku na rok stawały się coraz bardziej totalitarne, rząd Etiopii wykorzystując znaczne osłabienie somalijskiej armii, aktywnie wspierał różne ruchy i partyzantki zwalczające reżim. I tak doszło do wojny domowej. Somalia jest więc wynikiem agresywnej działalności państw i nie jest dobrym przykładem tego do czego prowadzi brak państwa. Jeśli więc dyskutujecie z państwowcami, nie dajcie się zbić z tropu bo szermując Somalią dają dowód swojej ignorancji i, nawet o tym nie wiedząc, dają nam do ręki argumenty antypaństwowe. Trzeba je tylko sprawnie wykorzystać.

W historii mieliśmy wiele przykładów struktur anarchistycznych, w miejscach, do których państwo nie dotarło ludziom żyło się w miarę spokojnie. Na Dzikim Zachodzie, o czym pisał Pan Bazyli, tak naprawdę było bezpieczniej niż w cywilizowanych miastach Wschodu i wybrzeża Pacyfiku. Słynny pojedynek w OK Corral był słynny dlatego, że był tak nietypowym zdarzeniem. Gdyby dochodziło do nich na porządku dziennym, nikt by o nim nie pamiętał. Bezpieczeństwo wewnętrzne i system sądowniczy osadnicy potrafili zapewnić sobie sami ale co z bezpieczeństwem z zewnątrz czyli obroną przed wrogiem z zewnątrz? Hollywood dostarczyło nam setek filmów o tym, jak źli Indianie atakują wozy z mormonami czy innymi baptystami dnia siódmego. Jak mawiał doktor Goebbels, kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą. Nic więc dziwnego, że ludzie przyjmują za fakt, że stosunki między bladymi i czerwonymi były napięte. Tymczasem Indianie nie byli dzikusami, i tak jak Biali, znali pojęcie własności prywatnej i jej wartość. Obie strony wiedziały, że handlem można osiągnąć więcej niż wojną. Widać tutaj zbawienny wpływ polskich imigrantów i ich starej ludowej przypowieści ‘zgoda buduje, niezgoda rujnuje’. Postaw się na chwilę, szanowny osadniku, w sytuacji białego osadnika. Przybywasz sobie na obcy teren z rodziną, potrzebujesz ziemi, masz narzędzia i jakiś dobytek przywieziony ze starego lądu a do obrony muszkiet lub pistolet czarno-prochowy, jeśli Cię na niego stać. Z drugiej strony masz Indian, którzy maja łuki i strzały oraz ziemi pod dostatkiem. Wolisz ryzykować życiem by zdobyć ziemię, którą zantagonizowani Indianie będą najeżdżać po wsze czasy czy wymieniasz konia i krowę na kilka hektarów ziemi, na których zbudujesz sobie dom, i zaczniesz uprawiać tytoń dzięki czemu owoce pracy będziesz mógł sprzedać zarówno Indianom jak i ziomkom z Europy? Albo wyobraź sobie że będąc kowbojem musisz przepędzić bydło przez tereny Indian – czy bardziej dla obu stron opłaca się walka na śmierć i żydzie czy odstąpienie kilku sztuk bydła w zamian za bezpieczną drogę?

I tak żyło się wspólnie z Indianami, biali uznawali prawo Indian do ziemi, w uzgodnionych miejscach budowali placówki handlowe, w których czerwonoskórzy sprzedawali futra i inne chodliwe produkty w zamian za bydło, broń czy inne potrzebne im towary (wbrew temu co głosi Hollywood nie była to woda ognista).

Statystyki są nieubłagane, w latach 1790-1849 stoczono 156 bitew a zawarto 228 porozumień.

W latach 1846-49 miała miejsce wojna meksykańska, po której państwo dysponowało rozbudowaną armią i biurokracja wojenną. Mogło więc rozpocząć ekspansję na tereny wcześniej pozbawione administracji państwowej. Tam gdzie dawniej osadnicy sami organizowali swoją obronę wkroczyło więc państwo. Lokalne oddziały milicji zastąpiło regularne wojsko. Między wojną meksykańską a wojną secesyjna, w latach 1850-1859 doszło do 190 bitew a zawarto tylko 58 traktatów. Wtedy jeszcze Stany były bardzo zdecentralizowane a władza rządu w Waszyngtonie była ograniczona bardziej niż królów erekcyjnych. Państwo nie miało wstępu w wiele obszarów życia obywateli. Niestety, niejaki Abraham Lincoln, zbrodniarz wojenny, postanowił to zmienić wywołując wojnę z krnąbrnym Południem. I nie, nie chodziło o niewolnictwo, jak wmawiają nam filmowcy z Los Andżeles i niektórzy historycy. Niewolnictwo było tylko manewrem wizerunkowym. W skrócie i wielkim uproszczeniu, po wojnie meksykańskiej Południe miało zupełnie inny pomysł na rozwój niż przemysłowa Północ. Ta druga chciała centralizacji władzy i ekspansji na zachód, przez tereny indiańskie, w stronę Pacyfiku podczas gdy Południe sprzeciwiało się centralizacji i widziało przyszłość w handlu z Ameryką Południową – dlatego Indianie częściej szanowali ‘greycoats’ od ‘bluebellies’, bo uważali ‘niebieskich’ za najeźdźców. Po wojnie secesyjnej nastąpiła więc centralizacja władzy państwowej a co za tym idzie, znaczne jej wzmocnienie. Co gorsza, państwo dysponowało ogromną armią, jakiej jeszcze nigdy w swojej historii nie miało a biurokracja rozbudowana na potrzeby wojny nie chciała utracić swoich przywilejów. Trzeba było znaleźć rację bytu, wroga, którego zwalczanie uzasadniłoby istnienie i dalszą rozbudowę biurokracji. I tak, wspólnie z lokalnymi politykami, którzy wraz z armią zaczęli kolonizować Zachód stworzono ‘problem z Indianami’. Dzięki wsparciu państwa i przeniesieniu kosztów i ryzyka walki na innych, biali nie musieli już handlować z Dzikimi, wystarczyło oskarżyć ich o gwałt i rozbój i poszczuć ich kawalerią. Choć nie zawsze było łatwo sprowokować Indian do walki. Kiedy generał Sherman, bohater wojny secesyjnej, który wsławił się spaleniem Atlanty, wizytował linię kolejową Smoky Hill, która przebiegała przez tereny łowieckie Czejenów i Arapaho powiedział ‘Bóg jeden wie kiedy (i czy w ogóle) uda nam się znaleźć wiarygodną wymówkę, żeby rozpocząć tu wojnę z Indianami’. Nie wiem, czy generał Sherman znalazł ‘wiarygodną wymówkę’ ale w latach 1860-1869, na które przypada okres wojny secesyjnej i bezpośrednio po niej, państwo stoczyło z Indianami 786 bitew i zawarło 61 traktatów. Po 1870 już się z Indianami nie patyczkowano – w latach 1870-1897 stoczono 674 bitwy i nie zawarto żadnego porozumienia. Porównajmy liczby. Lata 1790-1849 czyli praktycznie brak ingerencji państwa w stosunki Biały-Indianin: w 60 lat 156 bitew, 228 porozumień. Lata 1870-1897 czyli całkowita kontrola państwa nad stosunkami Biały-Indianin: W niecałe 30 lat 674 bitwy i zero porozumień.

I tak się kończy zapewnianie pokoju i bezpieczeństwa przez państwo. Dzięki temu wiele bladych i czerwonych twarzy przedwcześnie znalazło bezpieczeństwo i pokój w Krainie Wiecznych Łowów.

Epilog lub epitafium

Indian zamknięto w rezerwatach i zlikwidowano dla nich pojęcie własności prywatnej. Urzędnicy w Waszyngtonie odpowiedzialni za ochronę Indian, tak ich chronili, że w latach 1887-1900 rozdano najlepsze tereny białym osadnikom. Dzięki reformom w ramach tzw. New Deal, Franklina Delano Rosenfelda (miłośnika wujka Stalina) Indianie w rezerwatach mogą obecnie czerpać zyski z ziemi, ale nie mają prawa decydować o formie jej użytkowania, dzierżawie czy inwestycjach (na wszystko potrzebują zgody Biura do Spraw Indian). Ziemi nie można zastawić ani sprzedać, w związku z czym, z biegiem czasu wraz z dziedziczeniem przez kolejne pokolenia i niemożnością spłacenia braci i sióstr, nastąpiło takie rozdrobnienie udziałów w ziemi, że mało komu opyla się robić coś ze swoim ochłapem. Po prostu, inwestycja wiąże się z uruchomieniem maszyny biurokratycznej i ma małe szanse zwrotu. W rezultacie rezerwaty Indian zaliczyć można do tzw. trzeciego świata. Zaufaj państwu – ono zapewni ci prosperity. Ale o tym w kolejnym odcinku. Howgh!

Na koniec tradycyjnie muzyczka. Miłego słuchania.

P.S. Nie będę się tłumaczył z mojej nieobecności bo tłumaczą się tylko winni.

Advertisements

3 thoughts on “Mit państwa

  1. czyli wychodzi, ze z powodu naszej gnusnosci ‘smy stracili to, co chcielismy zachowac. Zachcialo sie nam miec panstwowa policje itd, wiec mamy.

    Kiedy reszta mitow?

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s